JAREK
JAROSŁAW "FIGAS" "LULUS" FIGASZEWSKI
03.09.1969
+ 08.01.2009

Chciałbym w imieniu moich kolegów, swoim własnym i myślę
wszystkich ,którzy znali Jarka złożyć jego Rodzinie i Najbliższym szczere
wyrazy współczucia z powodu straty jaka Was i nas dotknęła. Wszyscy odczuwamy
niesamowita pustkę z powodu Jego śmierci. Mówi się, że nie ma ludzi
niezastąpionych, ale to nie jest prawdą. Jarek jest jedną z tych osób, które
można zastępować, ale których nie da się zastąpić. Zabrała go nam bezlitosna
śmierć i tym razem nie chodzi niestety o kilka koncertów. A przecież nie tak miało być. Nie tak się
umawialiśmy. Jeszcze niedawno Jarku z wypiekami na twarzy, przypalając
papierosa, snułeś plany na przyszłość. Mówiłeś o nowych nagraniach, puszczałeś
dema i twierdziłeś, że musisz sporo ćwiczyć żeby wrócić do formy. Śmialiśmy się
wraz z Tobą jak opowiadałeś, że w czasie próby spadłeś ze sceny, chociaż Tobie
nie było wtedy do śmiechu. Byłeś naszym rówieśnikiem, fantastycznym
przyjacielem i człowiekiem, który miał swoje pasje. Niewątpliwie spełniałeś się
i niestety spalałeś w codziennej pracy, zbyt często brałeś na siebie nie tylko
swoje obowiązki, ale też innych. Zawsze można było liczyć na Twoją
bezinteresowną pomoc. Czasami miałeś chwile zwątpienia, mówiłeś, że to wszystko
rzucisz, ale wtedy zwyciężało w Tobie poczucie obowiązku i odpowiedzialności.
Nie mam wątpliwości, że Twoją prawdziwą pasją była muzyka. Kto choć raz widział
jak się zmieniałeś, kiedy brałeś do ręki gitarę, ten rozumie o czym mówię.
Muzyka towarzyszyła Ci przez całe życie. Muzyką wyrażałeś to czego nie
chciałeś, albo nie mogłeś wyrazić słowami. Ta muzyka pozostanie z nami
na zawsze, tak samo jak Ty Jarku na zawsze pozostaniesz w naszej pamięci i w
naszych sercach. Żegnamy Cię pełni smutku, ale wierzymy, że jeszcze się
spotkamy w innym, miejmy nadzieję lepszym świecie.
Spoczywaj w spokoju.