do balzaczka iskiereczka mruga

opowiadanie balzaca przy soczku na Księżycu

Dawno, dawno temu, w latach osiemdziesiątych XX wieku, w jednym z najstarszych miast w Małopolsce (lokowane 8 listopada 1292 roku) dorastał balzac. Dzielny ów młodzieniec dostał(*) magnetofon Unitry MK 232. I dzięki temu urządzeniu osiągnął szczyt doznań emocjonalnych. A było to tak...

Podpatrzył u kolegi sposób na uatrakcyjnienie sprzętu grającego. Dziś nazwalibyśmy to wyposażeniem go w elementy multimedialne, wtedy była to świecąca na czerwono dioda wlutowana umiejętnie gdzieś w obwód głośnika. Migała w rytm odtwarzanej z kaset muzyki. Wieczór, przyćmione światło, ulubiona muzyka sącząca się z głośnika, w jej rytmie delikatnie rozjarza się rubinowe światełko... i wtedy pomyślał, że w życiu nie może spotkać go już nic lepszego... nirwana...

Niedługo dane było mu cieszyć się tym szczęściem. Zły reżim przedstawił rodzinie propozycję nie do odrzucenia i w efekcie znaleźli się w niemieckim obozie...  Na szczęście nie był to Konzentrationslager tylko tymczasowe miejsce pobytu przed emigracją na antypody. I tam za pierwsze zarobione marki kupił wielki radiomagnetofon z setką kolorowych diod. Wieczór, przyćmione światło, ulubiona muzyka sącząca się z kilku potężnych głośników, w jej rytmie rozjarza się setka diod... i zrozumiał, że nie zastąpią tamtego uczucia. 

(*) Dostał?  Tego kroniki nie zanotowały, ale niezależnie czy we współczesnym rozumieniu tego słowa otrzymał w prezencie, czy kupił w sklepie, to w tamtych czasach fakt wejścia w posiadanie nazywało się jednym słowem "dostał".


balzac