dzień 8: Mikołaiwka

Rano nie ma potrzeby zwijania obozu jest za to czas na drobny przegląd. Tamtejsza hazjajka prosiła żebym nie jeździł po klombach!!! Opinia o bajkierach musi być podła.



Niepokoi trochę pad dwóch świeczek. Może to jednak poziom paliwa? Trzeba sprawdzić co jest tym przyjemniejsze, że mam ze sobą patent dostarczony przez jednego z Kamratów :-)



No i co powiecie? Może być? Lekuchno zwiększyłem i w drogę. Widok na prawo...



... i na lewo :-)  Sam smak!!!



A dla ochłody...



... i orzeźwienia nie ma jak kąpiel :-)



Oprócz uprawnych pól suche stepy. Można na nie wjechać i gnać gdzie oczy poniosą.





Na koniec dnia miły akcent. W jednej z "baz oddycha" zapytałem czy "magu pastawić pałatku?". W odpowiedzi usłyszałem krótkie "niet" od zatrwożonego stróża. Za to w następnej hazjajka zapytała "poczemu pałatku? domik u nas jest!!!" i za ten domik nic nie chcieli, zaproponowali herbatkę i kawkę i grilik i bimberek i piwko i winko i... pomimo, że odmówiłem wypicia wyższych frakcji niż herbata gaworzyliśmy z godzinę. Dyrektor Oleg zażądał żebym zapisał sobie jego telefon i w razie jakichkolwiek problemów na Krymie miałem dzwonić i być pod jego opieką. Fajny gość mocno wierzył w swoją moc :-) A może ją posiadał? Wspomniał jeszcze, że jego babcia nazywała się Wojnowska i łatwo się domyślić skąd pochodziła.

Domki w bazie "Bieriozka" ubożuchne z lat sześćdziesiątych, z dykty, sanitariaty wspólne, ale w miarę czysto, teren pełen zieleni. Czegóż chcieć więcej?





A tak prezentował się widok z ośrodka na główną atrakcję...



Wieczorem...



... zachód słońca




>> dzień 9