Grześ budowniczy

Grzegorz na liście Dzikiego Junaka

Swego czasu zaraz po ślubie zakupiłem Junaka. Za jakiś czas dokupiłem kosz i drugiego Junaka, który stanął pod jabłonką. Kosz był przydatny bo miałem gdzie posadzić małżonkę z córcią.

GrzegorzW tym też czasie za namową i pomocą ojca zacząłem budowę domu, w którym mieszkam do dziś. Teren jak nie padało to był fajny, ale po opadach żadne cięższe auto nie miało szans dojechać 100 metrów z głównej drogi do mojej budowy. Po przywiezieniu ok 2 tysięcy cegieł musiałem wszystko taczką przytargać od głównej drogi. Auto ciężarowe Star utknęło po przejechaniu 20 metrów i trzeba było je ciągnikiem wyciągać.

Dumając jak tu sobie życie ułatwić do Junaka dorobiliśmy zaczep w kształcie litery U od tylnej osi. Istne mocowanie ciągnikowe w wersji mini z płaskowników plus śruba z nakrętką jako bolec. Dobudowaliśmy przyczepkę długości ok 1,2 metra i szerokości 0,8 metra. Wykorzystałem do tego koła i osie od drugiego Junaka. Bardzo fajnie się tym jeździło, a aby zbytnio nie rzucało jako obciążenie woziłem sąsiada z zespołem downa. Wręcz to uwielbiał, a gdy nie miałem co wozić przychodził do mnie i przesiadywał w koszu.

W tej przyczepce przewoziłem czasem około pół kubika piasku, wszelkie cegły i suporeks na cały dom. Junak dawał radę. Najwięcej to teściowa się uśmiała gdy któregoś razu załadowałem do kosza żonę z córcią, a w przyczepkę moją hodowlę królików, w ilości ok 50 sztuk, i jeszcze na wierzchu klatki.

Pozdro Grzegow