wspomnienie lata

Scubi na liście Dzikiego Junaka

Było sierpniowe popołudnie. Przyodziany w czarną skórę motocyklista mknął powiatową szosą pomiędzy rozłożystymi drzewami, które przycupnęły w nieregularnych odstępach tuż przy skraju wyłożonego drobnym kamyczkiem asfaltu. Chyba bardziej z ostrożności i obawy o drogowe niespodzianki, niż z realnej potrzeby, cofnął manetkę gazu przed zakrętem. Zanim znowu otworzył przepustnicę zdążył jeszcze usłyszeć cykające zawory, chrzęst uginających się sprężyn i tarcie łańcucha o osłonę. Wyszedł na prostą i zdecydowanym ruchem przekręcił prawą rękę. Junak niespiesznie wspinał się na obroty by po kilku chwilach przejść z dostojnego puf-puf w znaną kakofonię dźwięków wyrzucanych z tłumika. Lubił to. Dawał ten "motór" swemu jeźdźcowi niekłamaną frajdę i epatował go obietnicą mocy i niezawodności. Odnajdywało się w nim wtedy ducha klasycznych, angielskich motocykli.

wspomnienie lataChociaż nie spieszył się nigdzie to dłoni nie cofnął. Droga skręciła na wschód i wbijała się prosto w ciemną ścianę lasu. Wysokie drzewa puszczy dawały miły chłód i odpoczynek dla oczu. Powoli narastający wysoki dźwięk zakłócił spokój jeźdźca. Nie pasował on do dobrze znanego zestawu odgłosów wydobywających się z motocykla. Próbę wyłowienia go spośród wszystkich otaczających alikwotów i umiejscowienia w maszynerii przerwało uderzenie w prawą łydkę. Spojrzał odruchowo na nogę i zatrzymał motor. Po przejściu kilkunastu kroków znalazł zerwany pasek alternatora.

Postanowił wrócić do mijanego kilka kilometrów wcześniej miasteczka. Wiszący u drzwi dzwonek przerwał sjestę rozwiązującej krzyżówkę Pani. Łypnęła tylko wzrokiem na trzymany w ręku strzęp czarnej gumy i nie podnosząc się z krzesła położyła nowy pasek na blacie. "Piętnaście", rzuciła przed siebie, nie rezygnując z rozrywki. Po chwili dźwięk jednocylindrówki gwałcił ciszę niewielkiej mieściny. Zadowolony rajder mógł przywołać w myślach znany cytat:

"...Niezwyciężony, krążownik drugiej klasy, największa jednostka, jaką dysponowała baza w konstelacji Liry, szedł fotonowym ciągiem przez skrajny kwadrant gwiazdozbioru..."