dzień 10: Striłka / Mikołaiw

Obozu zwijać nie trzeba, śpiwór do wora i na siodło. Góry się skończyły i znowu dookoła step, pola i morze na horyzoncie. Poranek pochmurny. Nastrój bojowy.



Po drodze coś na ząb w przydrożnym barze. Specjalność kuchni czeburieki - rodzaj chrupiących naleśników z przeróżnym nadzieniem smażonych w oleju. Koniecznie trzeba spróbować.



Ostatnie tankowanie w miejscowości Batalnyje (potem była jeszcze stacyjka w Semisotce, ale wolałem nie ryzykować). Czuję się trochę jak przez jakąś wielką walką. Wszystko trzeba mieć zapięte na ostatni guzik. Ile paliwa pójdzie na 110km w terenie? Takiego dystansu jeszcze nigdy nie próbowałem.



Ostatni sklep, a w środku niezłe zjawisko, ale niech to pozostanie moją tajemnicą
:-)



No i asfalt się skończył. Kilka kilometrów po utwardzonym gruncie. Zbliżam się do morza Azowskiego.





Tak wygląda początek drogi przez Arabatską Striłkę.



A tak wygląda plaża :-)









Pięćdziesiąt kilometrów w jedną i tyle samo w drugą pustka, a na środku ja :-) Tak tu musiało być przed tym zanim człowiek zlazł z drzew. Stwórca dobrze to zrobił i doczekało naszych czasów.







Dobrze się leżało i kąpało, ale trzeba jechać dalej. Z samego przejazdu zdjęć niewiele, bo emocje brały górę i pędziłem przez Striłkę jak szalony. Swoją drogą to najlepszy sposób na pokonanie tarki na polnych drogach. Minimum 50'tką i ogień :-)))  Gdy jechałem wolno wstrząsy były tak duże, że pływak w gaziorku latał jak głupi i nie zamykał paliwa. Wylewało się przez kołek zatapiacza. Zmniejszyłem bardzo poziom paliwa, wymieniałem świece i w końcu się udało.

Wszystko ma swój kres. Tu nieznani sprawcy zagrodzili kawałek terenu i podjęli próbę zbudowania jakiś domków. Płot w najlepszym tutejszym gatunku. Dziwi, że tak się ogrodzili. Tam nie ma żywego ducha, a jak się jakaś potępiona dusza pojawi to i płot jej nie powstrzyma.



Na szczęście można było to objechać stepem. A to próba zbudowania czegoś sprzed wielu lat. Jak głosi napis - coś dla pionierów.



Ślady po walce na bezdrożach.



"Lekki" wyciek. Ne ma co narzekać i tak sporo zostało :-) Sprawdziły się ertacetalowe tulejki zastosowane zarówno na górze jak i na dole. Testowane były z sercem.



Na pierwszej napotkanej stacji tankowanie: 9,4 litra na 140km z czego 110 po polu daje średnie zużycie 6,7l/100km.

Po walce odpoczynek w myjni i w dalszą drogę. I tak niepostrzeżenie skończyła się Striłka i Krym. Do domu jeszcze kawałek, ale cel został osiągnięty.



Dalsza droga tego dnia do najciekawszych nie należała. Był tam odcinek 120km z kilkoma raptem zakrętami. Zwróćcie uwagę na te słupy wysokiego napięcia. Stały co 250m i prostą linią wzdłuż drogi sięgały horyzontu.



Po południu wracam na prawą stronę Dniepru i szukam noclegu. 460km, w tym 110km po gruncie dało się we znaki temu miejscu gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę. Nie uskarżam się - jazda to jest to, co tygrysy lubią najbardziej.





Zasłużony odpoczynek tym razem w hotelu. Odrobina szaleństwa!!! Ten bajeczny kolor nie oznaczał żadnych ekstra wrażeń - ot tamtejsza elegancja.


 
Do domu niecałe 1300km :-)  W jeden dzień będzie trudno, ale w dwa kto wie?

>> dzień 11