Jadziem na Bielany

W marcową sobotę na Bielanach w Księżycowej łoboorce ruch i gwar. Lewis warzy w kociołku zupę i montuje WSK'ę, balzaczek na grillu piecze kiełbaski i boczek, ja montuję nowy szczękotrzymacz odlany przez niezastąpionego Sebę Odlewnika, Tatuś kręci się i wszystkiego dogląda, Młynek wpadł z dzieciakami, Marek analizuje kłopoty gaźnikowe, Quba wpadł jak po ogień, Langusta... Nie ma lepiej.

A w niedzielę z balzakiem, Krzychem i Langustą pojechaliśmy na wycieczkę. Po drodze odwiedziliśmy Kasię i Rudego Stefana. W nocy wrócił z połowu dorszy na Bałtyku. Wpraszamy się za tydzień na rybkę. Nie ma lepiej :-)

Jak śpiewał Jarema Stempowski:
"Każden rodak z Warszawy, miewa swoje zabawy,
 kino, motor, płeć piękną, boks..."