dzień 11: pod Tarnopolem

Wory na bagażnik i w drogę. Do Polski tylko 900km i jest cień szansy na nocleg u Żaby.



Po drodze jednak kilka miejsc godnych zobaczenia. Do jednego z nich dotarłem. Ciąg dalszy sienkiewiczowskich klimatów - porohy na rzece Boh. Jest to sporo mniejsza rzeka od Dniepru czy Dniestru i aż trudno sobie wyobrazić co tam się dzieje. Tu rzeka ze 100-150m szerokości wtłaczana jest w przesmyk 30 metrowy i WALI przez te progi z oszałamiającym hukiem.




 
Mijałem po drodze atrakcyjny kierunkowskaz "Muziej rakietnych wojsk" i pożałowałem czasu, a teraz żałuję straconej okazji. Cóż chwile trzeba łapać od razu.

Tak to bywa gdy się człowiek spieszy... coś się knoci w silniku :-(  Zaczął gubić takty, popierdywał i Vmax ograniczyła się do 70km/h. Słowem coś się dzieje. Na początku pomyślałem o świecy. Byłem na to przygotowany, bo poprzedniego dnia kupiłem kilka po atrakcyjnej cenie 10 hrywien (~4,30zł). Po wymianie nic się nie polepszyło. No to kolejny gorący temat - poziom paliwa. Przy okazji z gaziorka wylał się naparstek wody - pamiątka z wczorajszej myjki. Kolejna próba i też nic. Więc przyjrzałem się bacznie iskrze, a ta nie za bardzo przekonywująca. Zmiana iskrownika, a skoro miałem już przybrudzone ręce to przy okazji naciągnięcie łańcucha, potem bak precz i wymiana reglera. Od Kamieńca jeździłem bez świateł i ładowania, bo awaria reglera objawiła się podawaniem tak na oko 12V do instalacji ze Stybowej prądnicy. Po tej dawce prac serwisowych (lubię to robić na poboczu pod warunkiem wszakże, że osiąga się sukces) próba i sukces. Świeci, pali, pędzi :-)



3 godziny poszły precz. Do Żaby 350km, a do zmroku 4 godziny. Ponieważ zgubiłem gdzieś na Krymie jasne okulary jazda po ciemku w ciemnych przy 25W i nieoświetlonych współuczestnikach ruchu to spore wyzwanie. Trzeba będzie spróbować, ale sukces wątpliwy.

No i spękałem. Kierowcy w dzień jadą bez świateł, bo nie ma obowiązku. Ale w nocy!? Moje bezpieczeństwo w dużej mierze zależy od tego czy mnie widzą. 3W z tyłu nie dają gwarancji więc stosuję pas odblaskowy. Ale jego działanie wymaga oświetlenia!!! Tak więc po 660km po zmroku dałem spokój. Zdjęcie motelu zrobione nazajutrz.




>> dzień 12