Junak nie (?) pęka, czyli docierając dotarłem

Od kilku dni Krzych zachęcał do wspólnego wypadu na majówkę. Wybierał się z rodzinką do, jak anonsował, pięknego i odludnego miejsca. Jest to spichlerz odtworzony z podworskich ruin i przerobiony na gościnny dom przez znajomych Krzycha. Chciałaby dusza do raju, ale grzechy nie puszczają. Wrodzona obowiązkowość oraz nabyta miłość do rodziny miały zatrzymać mnie w domu.

Tak mi się jeszcze wydawało we czwartek. Okazało się jednak, że podrośnięte potomstwo żeńskie miało swoje plany wyjazdowe. Młodziutka żoneczka też miała swoje. Część z nich obejmowała co prawda mnie (piątkowe gruntowne sprzątanie mieszkania dla uczczenia święta pracy), ale część (sobotni wypad z koleżankami) dawała mi nieco luzu. W sobotę szybkie zakupy na bazarku, gotowanie żarcia dla psów na cały tydzień, pieczenie kurczaka, spacer na łąki z synem i około południa szybka decyzja: lecę odwiedzić Krzycha. W obie strony 520 kilometrów, więc dojadę na popołudniowy grilik i zanim żonka wróci będę w domu :-)

Dla zwiększenia atrakcji (jak się okaże atrakcji i tak miało nie zabraknąć) nastawiłem GPS na opcję "najkrótszą trasą", siadłem, kopnąłem, zapaliłem i w drogę. Słońce, delikatna zieleń, niebieskie niebo z białymi chmurami, wąskie i kręte szosy, pustka na  drodze (wszyscy już grilowali). No po prostu nie ma lepiej.

w drodze na majówkę

w drodze na majówkę

W połowie drogi dał się słyszeć krótki wizg z silnika i motocykl przestał reagować na gaz. Zjazd na pobocze. Pierwsza myśl - wycięte koła rozrządu. Druga - jeżeli tak to nie ma cudów i trzeba będzie ściągnąć Junaka na lawecie. Trzecia - jak to dobrze, że można zadzwonić do Krzysztofa. Czwarta - przecież nie ma Go w Warszawie. Wszystko przeleciało przez głowę zanim się zatrzymałem. Po zatrzymaniu pierwszy ruch to zdjęcie dekielka iskrownika. Kręcąc wałem zobaczę czy rozrząd (przynajmniej od strony wydechu) działa. Pochylam się przez siodło, ręką naciskam kopajkę... uff, krzywka iskrownika obraca się. Ale kompletnie znikła kompresja. Podwiesił się zawór? Może pękł? Pękł tłok? Trzeba szukać. Oba dekielki zaworowe precz. Tu wszystko ok. Zawory chodzą. Czas rzucić okiem na tłok.

w drodze na majówkę
 
Po kolei ściągam: kurtkę, buty, spodnie motocyklowe, bak, kolanko wraz z tłumikiem, odpinam linkę dekompresatora, odkręcam z gaźnika przepustnicę wraz z linkami, jeszcze nakrętka magistrali olejowej od strony karteru, płaskownik mocujący głowicę do ramy, cztery śruby głowicy i mam głowicę w rękach. Patrzę na zegarek. Od zatrzymania minęło 10 minut. Dość dobry czas.

Nerwowy rzut oka na tłok. Denko całe. Tłok u samej góry. Łapię go palcami i próbuję wyczuć luz na sworzniu. Tłok obraca się swobodnie w kółko. Kręcę wałem - bez odgłosów walenia metalem o metal idzie w dół i w górę choć denko tłoka cały czas jest u góry. Słowem wiadomo co się stało. Pękł tłok ponad sworzniem. Dotychczasowa zmartwiona mina zamienia się w uśmiech :-) W sakwie mam zapasowy tłok. Jeździ tam od dwóch lat kiedy to przyśniło mi się, że w trasie pęka tłok, a ja nie mam zapasu. Wtedy obudziłem się spocony i zaraz nazajutrz zamówiłem tłok. I jak tu nie wierzyć w sny?

W między czasie przejechało koło mnie czarne BMW, gwałtownie zahamowało, zawróciło i przez uchylone okno ukazała się twarz kierowcy. "Normalnie bym się nie zatrzymał, ale jak stoi motocyklista to muszę. Co się stało?" Już wiedziałem w czym rzecz. "Dzięki wielkie za zainteresowanie!!! To tylko pęknięty tłok, mam zapas i zaraz sobie poradzę."  Szkoda, że nie pomyślałem żeby strzelić fotkę i uwiecznić minę kierowcy :-)

w drodze na majówkę

Uśmiech na twarzy - w prawej ręce pęknięty tłok, a w lewej zapasowy :-)

w drodze na majówkę

Kolejny dobry człowiek pyta czy może w czymś pomóc. Tym razem bratnia dusza - motocyklista.

w drodze na majówkę

Po krótkiej pogawędce wracam do pracy. Do rowków w nowym tłoku trafiają dwa pierścienie ze starego i jeden z zapasów (czego tam w sakwie nie ma). Stary sworzeń pięknie pasuje zarówno w tłok jak i w korbę. Nowy pierścień zabezpieczający. Tłok z pierścieniami wciskam w cylinder, ten komplecik łączę sworzniem z korbą, zakładam drugie zabezpieczenie, cylinder osiada na karterze. Teraz jeszcze głowica na miejsce, cztery śruby... i kolejna przerwa na pogawędkę. Tym razem dochodzi do mnie motocyklista pchający japonię. Zatarł silnik. Do domu ma jeszcze 4 kilometry, a już jest dobrze zagrzany jak jego silnik jeszcze parę kilometrów temu. Proponuję, że jak tylko złożę silnik podholuję go do domu. Chyba nieco nie dowierzał, że była to realna perspektywa. Zadzwonił po teścia. Teść jak się okazało w młodości jeździł Junakiem, ale zniechęciła go prądnica i iskrownik. Pogadaliśmy jak junakowiec z junakowcem. Za pięć minut przywiązany do haka Audi nowo poznany motocyklista sunął do domu.

w drodze na majówkę

Wydech, bak, ustawienie zaworów, wężyk do gaźnika... Czy to moment żeby zapakować narzędzia? Tak, wierzę wszak w mojego Junaka. Jeżeli pęka to tylko na chwilę :-) Pakuję graty, przelewam gaźnik, kluczyk, kopniak i zapala za pierwszym razem. W takie cudy nie do końca wierzyłem, ale udało się. Cała operacja zajęła półtorej godziny. Trochę długo, ale za to pogadałem z kilkoma fajnymi ludźmi.

Dalsza droga bez przygód technicznych. Staram się nie przekraczać osiemdziesiątki bo silnik na dotarciu. Za to ostatnie 40 kilometrów to jedna wielka przygoda krajoznawcza. Szutrówki, trochę bruku, lasy, pola... 

w drodze na majówkę

w drodze na majówkę

Około ósmej w ostatniej wioseczce przed metą spotykam Krzycha z familią na spacerze. Gdyby nie to spotkanie nigdy bym do celu nie dotarł. Silnik na dotarciu i udało się dotrzeć :-)

Serdeczne powitania, pełnia księżyca, rześkie powietrze, ognisko... Gospodarz daje się naciągnąć na kilka opowieści. "Niedługo po zakupie dworu moja żona zapytała na rynku w Krynkach najbogatszego gospodarza gdzie tu można kupić sekator. Pomyślał chwilę, podrapał się w głowę i skierował ją do apteki. Gdy zdziwiona zaczęła wyjaśniać czego szuka zrozumiał w końcu i wskazał GS. Zapytany czemu początkowo skierował ją do apteki odparł, że myślał, że pyta o coś na katar."

Swoją drogą Krynki warto odwiedzić choćby dla ich niecodziennego układu architektonicznego. W samym centrum jest rynek w formie sześciokąta gdzie spotyka się jedenaście uliczek. Wprowadzono tam ruch okrężny. Gdy syn Krzycha docierał tam autem GPS zapowiedział "Na rondzie lekko w lewo, ósmy zjazd." Ponoć w Europie są dwa takie place, w Krynkach i w Paryżu. 

meta

meta

Zrobiło się późno. Postanawiam zanocować. Na szczęście "zupełnie przez przypadek" w sakwie mam śpiwór. Około północy ogłuszony kompletną ciszą przerywaną tylko pohukiwaniem puszczyka zapadam w sen.

Mimo, że nic nie piłem film chyba mi się urwał. Rano obok siebie zobaczyłem kobiecą postać. Kształtny biust, aksamitna skóra. Ale co to? Murzynka? Tego jeszcze brakowało.

sąsiadka 

Przesympatyczni gospodarze zabierają mnie na mszę. Naciągam ich na piątaka bo zapomniałem portfela, a na tacę wypada coś rzucić.

w kościele

Potem w sklepie pożyczam kolejnych kilka zet na szczoteczkę do zębów. Wracamy na śniadanie.

przed domem

dom

Śniadanie przeciąga się do pierwszej. Nie możemy oderwać się od racuchów. Palce lizać. I już koło drugiej lekko pokropieni przelotnym deszczem ruszamy z Krzychem w drogę powrotną.

powrót

powrót

powrót

Półtorej doby, a wrażeń jak z wielkiej wyprawy. A jeszcze setki wyprzedzonych aut wracających z majówki i wlokących się w korkach, a zdziwione miny policjantów na oczach których wyprzedzaliśmy kolumnę lekuchno przekraczając podwójną ciągłą oraz prędkość, a obiadek, a widoki, a "zaliczenie" pierwszych czterech tysięcy w tym sezonie, a...

Nie ma lepiej, szczególnie gdy śmiga się we dwóch. Sam smak motocyklizmu. Junak nawet jeżeli pęka to nie trzeba pękać tylko naprawiać i dalej w drogę.

K O N I E C (na dziś)