dzień 2: Hranice

Cyganie jak w Rumunii, szybkie decyzje, płasko i bezludnie, jak po sznurku do łóżeczka

Budzę się na tyle wcześnie, że już o siódmej melduję się na Mszy. Tradycyjnie wpadam do zakrystii z prośbą o błogosławieństwo na drogę. Pierwszy zaczepiony ksiądz odmawia!!! „Ja tu już nie mam mocy.” Zwietrzał jak wczorajszy czarny kot? Nie, zmienia miejsce posługi i nie chce wchodzić w paradę swojemu następcy, który znalazł w sobie moc i błogosławieństwa udzielił.

Nieoceniona sqaw Wodza podejmuje nas śniadaniem i wpycha wałówkę na drogę. Dziękujemy!!! Przydała się!!!

wigwam Wodza

Po przekroczeniu granicy słowackiej w mijanych wioskach rzuca się w oczy widok ciemnych twarzy. Czyżby to już była Rumunia? Przynajmniej tak sobie można wyobrażać tamtejsze typy ludzkie. Tymczasem w Rumunii nie spotykaliśmy typowych Cyganów, natomiast na Słowacji w niektórych wioskach trudno było spotkać przedstawicieli innej nacji. Ot weryfikujemy zakorzenione głęboko stereotypy. Konfrontacji z mylnymi wyobrażeniami czeka nas jeszcze sporo podczas tej wyprawy.

Chmury, które towarzyszyły nam wczoraj i teraz dają o sobie znać. Pierwsze krople deszczu. Czy ta chmura ma gdzieś widoczny kres? Czy uciekniemy przed deszczem, czy też należy zatrzymać się i założyć „przeciwdeszczówki”? Doświadczenie mówi, że o ile nie widać wyraźnie końca chmury należy stawać natychmiast. Po kilku minutach w deszczu zakładanie przeciwdeszczówek mija się z celem.

Przez Słowację przelecieliśmy „na jednym wdechu”. Na Węgrzech wybraliśmy trasę przez pustkowia. Płasko lub niskie wzgórza po horyzont porośnięte trawą i krzakami. Pięknie. W skomplikowanej siatce dróg o szczątkowych oznaczeniach przydaje się GPS. Będzie nas dzielnie wspomagać niemal do końca podróży i padnie dopiero na trasie między domem Żaby a Tomaszowem Lubelskim zakończywszy swój ponad pięcioletni żywot. Teraz będę musiał poszukać jego następcy. To zadanie jeszcze trudniejsze niż wybór oferty telefonii komórkowej.

Długi dzień w siodle kończymy po zmroku na kempingu w miejscowości Hranice nieopodal granicy z Chorwacją. Spory kemping o tej porze roku świeci jeszcze pustkami. Czysto, porządek, ciepła woda. Myśleliśmy, że tak wyglądają wszystkie kempingi na Węgrzech. To jeden ze stereotypów, które zweryfikowało życie. Ale na to przyjdzie jeszcze czas w tej relacji.

kempnig w Hranice




>> dzień 3