dzień 14: meta

u Żaby, głaszczemy psa, zapakowany do kosza, pożegnanie z Igorem, lądowanie na Księżycu, meta

Wypoczęci budzimy się w klubie motocyklowym. Stary magazyn Żaba wykorzystuje jako garaż dla licznych motocykli, wśród których są prawdziwe rodzynki. Do tego na górze kilka kanap, stolik, jakieś "graty" stwarzają niepowtarzalny klimat.

dzień 14

dzień 14

dzień 14

Gościnni gospodarze podejmują nas śniadaniem, szybka wymiana wspomnień z ostatniego roku, serdeczne pożegnanie i znowu jesteśmy w trasie.

dzień 14

Stały punkt programu Szczebrzeszyn- stolica CBis'u. Jest Polska A, gdzieś dalej od wielkich miast jest Polska B, jeszcze dalej Polska C, a tu w południowo wschodniej części naszego pięknego kraju jest CBis. To określenie ukute przez naszych Kamratów junakowców pochodzących właśnie z CBisu. A w Szczebrzeszynie Chrząszcz.

dzień 14

Po drodze pod Lublinem odwiedzamy PiotraSt. Junaki tak kocha, że jednego z nich trzyma w pokoju. Piotr pokazuje i opowiada o ostatnich osiągnięciach blacharskich. Odbudowuje kosz do Junaka, a właściwie to kilka koszy. Zdolniacha!!! Nie musi mnie długo namawiać i po chwili pędzimy zaprzęgiem. Ja oczywiście zapakowałem się do kosza.

dzień 14

Kolejny przystanek to Kazimierz. Ile razy jesteśmy w tych okolicach wpadamy na rynek do skromnej knajpki na rogu koło kościoła. Obowiązkowo głaszczemy też po nosie spiżowego psa.

dzień 14

dzień 14

Na parkingu przy knajpie długie i serdeczne pożegnanie. Zaraz za Kazimierzem nasze drogi rozchodzą się. Igor odbija na Łódź, my z Krzychem na Warszawę. Późnym popołudniem lądujemy na Księżycu gdzie wita nas Konrad. Miło się wraca, ale żal, że wyprawa się skończyła. Gdzie następnym razem? 



>> suplement