dzień 9: słoneczniki

kręcimy się po górach, doprowadzamy do ruiny gospodarza

Jako się rzekło noc minęła spokojnie. Słońce obudziło mnie o świcie. Zanim koledzy wstali miałem chwilę na serwis motocykla. Podciągnąłem nieco łańcuch i upewniłem się, że oleju mam tyle ile przy wyjeździe.

dzicz w Macedonii

dzicz w Macedonii

Nie budzę towarzyszy podróży, wszak to wakacje i nie mamy żadnych napiętych planów. Około siódmej na naszym małym biwaku zapanował ruch. Po kilku dniach wyprawy działa już rutyna. Jeden robi herbatę, drugi kroi pomidory i cebulę, trzeci przygotowuje kanapki. Szybkość, skuteczność, elegancja.

Macedonia - biwak

Po śniadaniu graty do worów i w drogę. Na dziś planujemy wakacje w Bułgarii. Do pokonania Rodopy. Z przewodnika Głazia i Tamary wybieramy polecaną przez nich atrakcję - wąwóz Diabelskie Gardło. Jak się okaże było to warte zobaczenia. Strumień przebija się przez góry wąwozem o pionowych ścianach dochodzących do czterystu metrów wysokości.

na stacji

Przejazd przez góry niezwykle malowniczy. Jedynym mankamentem było to, że w większości droga wiedzie przez las więc każdy zakręt wydaje się podobny do poprzedniego. Igor stwierdził, że gdybyśmy jechali po trasie w kształcie ósemki nie zauważylibyśmy żadnej różnicy :-) Podczas zeszłorocznej wyprawy Bułgaria wywarła na nas mocno niekorzystne wrażenie. Brud, ruiny, bałagan... Tu w górach takich scenek jest niewiele. Za to często spotyka się ładnie przygotowane i dobrze utrzymane miejsca postoju. Zazwyczaj jest to wiata ze stołem i ławami, płynąca z rury woda i kominek. 

miejsce odpozynku

Wiele takich miejsc minęliśmy. Na jednym z nich zarządziliśmy postój i mieliśmy okazję przyjrzeć się z bliska. Okazało się, że jest to połączenie miejsca odpoczynku z pamiątką po zmarłej osobie, tu po panu Karachmedzie, który żył w latach 1933 - 2006. Ciekawe czy wszystkie pozostałe też miały tę funkcję? Czy rodzina odwiedza taki swoisty pomnik? Ciekawy pomysł.

miejsce odpozynku

W lewo, w prawo, w lewo, w górę, w dół, w górę... Lekko kręci się w głowie, ale frajda z jazdy wielka. Częściej jedziemy w górę niż w dół i w efekcie robi się chłodno. W końcu wjeżdżamy do Progled - ośrodka sportów narciarskich. W między czasie wyciągnęliśmy wszystkie ciepłe ciuchy, które mieliśmy do ręką. Reszta tkwi głęboko w worach, bo nasza czujność została uśpiona przez dotychczasowe upalne dni. Trzeba stanąć i przeprosić się z membraną do kurtki i podpinką spodni. Postój łączymy z obiadem. Restauracja na szczęście czynna, choć jesteśmy w tej chwili jedynymi gośćmi.

obiad i łapanie temperatury

Liczyłem, że uda się wyszukać jakieś atrakcyjne miejsce na nocleg w dziczy w górach. Niestety obok szosy wznoszą się ostro skaliste zbocza. Zrobiło się już późno i nie chcemy ryzykować wyprawy leśnymi górskimi ścieżkami w poszukiwaniu dogodnego miejsca. Pstanawiamy poszukć noclegu po opuszczeniu gór. Kierujemy się na Płowdiw. W ostatnich promieniach słońca skręcamy z asfaltu w drogę gruntową. Już po ciemku znajdujemy pole słoneczników odgrodzone od drogi pasmem krzaków. To jest nasza dzicz na tę noc. Ozdobą biwaku są stada świetlików i Księżyc za chmurami.

biwak

Ognia nie palimy żeby nie ściągnąć sobie na kark krajowców. Zakładamy, że dzikich bestii tu nie będzie. Szybka herbatka zagotowana na kuchence, ząbki, paciorek i spać.



>> dzień 10