remoncik

Od jakiegoś czasu w motocyklu zaczęły drżeć lustra. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Może poluzowało się mocowanie silnika w ramie? Luzy w wahaczu? Nierównomiernie wyciągnięty łańcuch? Pęknięta rama? Łożyskowanie główki? Luzy w przednik zawieszeniu? Koła? Opony? Patrzyłem, dumałem, a prawdziwej przyczyny, która tkwiła w czeluściach silnika nie domyśliłem się. W końcu Junak postanowił naprowadzić na trop swojego niedomyślnego właściciela. W drodze na zlot w górach Harzu padło dynamo. Zablokowany wirnik, wyłamany ząb z koła pośredniego, wyrwana szpilka mocowania dynama... to takie subtelne znaki żeby zwrócić baczną uwagę na silnik. Dynamo wymieniłem na nowe, które wiozłem dla Marka. Szpilkę zastąpił skomplikowany układ śruby opierającej się o blok i dwa kawałki drewna odcięte z kawałka gałęzi znalezionej przy drodze. Pojechaliśmy dalej. Ostatniego dnia zlotu postanowiłem posłuchać czy prowizoryczne mocowanie sprawuje się jak należy. O to właśnie chodziło przebiegłemu Junakowi. Gdy przerzuciłem kilka razy wałem usłyszałem charakterystyczny terkot luźnych kół. Kapa precz i... i napęd dynama okazał się w porządku, a terkot spowodowany był majtającym się czopem wału. Latał góra-dół ze dwa lub trzy milimetry. W końcu gapowaty właściciel zobaczył co boli jego motocykl. To był stan omal przedzawałowy. Zadzior zabrał chorego na pace do domu, a Magda i Dakarek niefortunnego jeźdźca.

Trzeba było się wziąć za remont silnika. Niestety obowiązki służbowe nie pozwalały na poświęcenie jednego dnia. Musiałem popołudniami wyrywać po dwie godzinki. I tak w ciągu pięciu dwugodzinnych sesji rozłożyłem i złożyłem silnik, a przy okazji zmieniłem zębatki i łańcuch oraz szczerbate koło w skrzyni. To jeszcze pamiątka z zeszłorocznej przygody pod Wejherowem.  

Poprzedni remont robiłem przed 77.000 km. Wał przeżył ten dystans w całkiem niezłej kondycji. Postanowiłem, że jeszcze trochę mi posłuży. Ile jeszcze wytrzyma? Łożysko korbowodowe z Kraśnika ciągle w porządku. Łożyska NJ305, na których kręci się wał poddały się całkowicie.

Poniżej historia remontów silnika - na niebieskim tle podano stan licznika licząc od zakupu motocykla. Do tej pory robiłem to pięć razy, z czego trzy razy wymieniałem wał:
  • W 2008 roku zatarło się łożysko korbowodowe - u mnie wytrzymało 9.500 km. Wał został zregenerowany w Łomiankach z tradycyjnym łożyskiem.
  • W 2011 po nieco ponad 53.000 km pękł lewy czop i wsadziłem do silnika wał z biciem kilku dych na końcach czopów, ale za to z łożyskiem z Kraśnika. Łożysko korbowodowe z Łomianek jeszcze nie wykazywało zużycia.
  • Łożyska wytrzymały współpracę z krzywym wałem przez 9.000 kilometrów i padły w maju 2012 roku. Nie mając innego wału pod ręką raz jeszcze wsadziłem krzywy.
  • Eksperyment z krzywym wałem skończył się rozwaleniem kolejnego kompletu łożysk po dwóch miesiącach i niecałych 5.000 kilometrów. Wtedy wał poszedł do Łomianek na Kwiatową. Wyjęli z niego kraśnikowe łożysko i wsadzili w inny wał.
  • Od września 2012 do września 2015 przejechałem 77.000 km i po tym czasie rozpadły się łożyska NJ305. Wał zostaje. Łożysko z Kraśnika trzyma się mimo przepracowania ponad 90.000 kilometrów. Bicie na końcach czopów 0,04 mm. Czym to się skończy? Zobaczymy.

remonty silnika

Naprawiać Junaka lubię, a robić to na Księżycu u Krzycha to już czysta przyjemność. Poratował mnie kilkoma częściami (jak mu się wypłacę?), wspomógł dobrym słowem, spawarką i tokarką. Dzięki temu, że cała akcja rozłożona była na kilka sesji miałem okazję pogadać z kilkoma Kamratami. Lewisek montował elektroniczny zapłon własnej produkcji do swojej WSK'i, Quba przyleciał na kosmicznym skuterze, Muzyk przeklinał konstrukcję wózka i wprowadzał modyfikacje własnego projektu, a ostatniego dnia balzaczek wspomógł bezmotocyklowego Kamrata (to ja) i zwinął mnie ze stacji metra, przewiózł na Multistradzie, poczęstował herbatką i ciastkami przy których pogadaliśmy z pół godziny o dzieciach, motocyklach, prasie (będzie niedługo wywiad z balzaczkiem w jednym z miesięczników motocyklowych, ale o tym sam kiedyś zamelduje), i...  i trzeba było się brać do roboty. Takie dni na Księżycu to sam smak motocyklizmu. Na koniec dnia sukces. Do domu wróciłem na kołach.