Wiking na Księżycu

P: Cześć Krzychu, przesłałem Ci mailem tekst pisma do rzeczoznawców w sprawie Syreny. Rzuć okiem. Co porabiasz?
K: Cześć Kamrateńku. Zaraz rzucę. Siedzimy na Księżycu. Jest Wiking i Asceta, za chwilę ma wpaść Kranik z Agnieszką. Jest herbatka i ciasteczka. A co u Ciebie?
P: Właśnie wybieram się do kościoła.
K: Możesz to zrobić w drodze na Księżyc lub z powrotem.
P: Chyba będzie trudno. Sam wiesz, rodzina, te rzeczy...

Pokusa okazała się jednak tak silna, że za pięć minut byłem już w piwnicy i wciągając wszystkie dostępne ciepłe ciuchy motocyklowe słałem SMS'a "Zaczynam procedurę startową: 1, 2, 3". Po dalszych pięciu minutach ścigałem się z nielicznymi o tej porze samochodami i powiewami mroźnego wiatru. Pierwszy raz od kilku miesięcy zmarzły mi ręce mimo niezłych rękawic. Niechybny znak zbliżającej się zimy.

W księżycowej łoboorce ogień wesoło pomrukuje w gorącej od żaru kozie, wymieniamy gorące uściski z uczestnikami spontanicznie zorganizowanego spociku, kubek z gorącą herbatą grzeje dłonie... nie ma lepiej. Agnieszka i Kranik meldują, że choć niby widzimy ich we dwójkę, to jednak są w czwórkę. Wiking melduje, że choć niby widzimy go jako młodego emeryta, to jednak firma nie daje sobie rady bez niego i będzie realizował kolejny projekt w Polsce. Krzych melduje, że choć niby widzimy jego najnowszy nabytek (kupił VW LT) jako mocno podupadłą ciężarówkę, to jednak wpisał ją już na listę projektów do realizacji pod numerem 61 i "niebawem" będzie w niej zażywał wywczasów wraz z Braciszkiem (Braciszek to jego Junak). Gadamy, oglądamy, planujemy, jemy ciasteczka i mandarynki... przemiłe niedzielne popołudnie.

Gdy wszyscy się rozjechali Krzych dorzucił drew do pieca, żeby było mi ciepło i pognał do młodej dziewczyny, którą zajmuje się gdy jej rodzice wychodzą na miasto. Z tego co słyszałem zazwyczaj bajeruje ją opowiadając jakieś bajeczki, a potem zagania do łóżka :-)

Ja zostałem w ciepłym i przytulnym wnętrzu księżycowej łoboorki. Naciągnąłem łańcuch, poprawiłem stacyjkę, zainstalowałem tłok w obudowie lampy... słowem robiłem to co tygrysy lubią najbardziej. Wracając zawadziłem o kościół, potem szybki posiłek i dzień zakończyłem wieczornym spacerem z żoneczką i psami. Nie ma lepiej :-)