popeliniarz

Przyznam się publicznie. Jestem popeliniarzem technicznym. A było tak:

Wrzesień 2011 roku. Wtedy po 50.000 padł poprzedni wał, w którym urwał się lewy czop. Na jego miejsce wsadziłem wał na Kraśnikowym łożysku. Niestety miał on makabryczne bicia czopów, ale nie miałem innego (to była pierwsza popelina).
 
Maj 2012 roku. Po 9.000 kilometrów wał potargał łożyska NJ305 tak, że luz promieniowy był ze 2 mm. Początek sezonu, jeździć się chciało, a ja ciągle nie miałem innego wału. Zmieniłem łożyska i udawałem, że bicia liczonego w dychach nie widzę. 

Lipiec 2012 roku. Po 4.800 km znowu rozwałka łożysk. Nie ma co się dłużej oszukiwać. Kalos podarował mi wał do regeneracji, w Łomiankach z felernego wału wyciągnęli Kraśnikowe łożysko i z dwóch zrobili jeden. Bicie po setce z każdej strony. Miodzio 

Wrzesień 2015 roku. Po 77.000 km totalny rozpad łożysk NJ305. Rolki wyglądają jak z korka (takie ubytki), luz promieniowy... lepiej nie mówić. Przez trzy lata nie zaglądałem pod dekiel rozrządu i nie weryfikowałem stanu łożysk. To był błąd i popeliniarstwo. Znowu nie mam porządnego wału na zapasie. Bicie na czopach znowu liczone w dychach, znowu pcham nowe łożyska i udaję, że jest ok. 



Kwiecień 2016 roku. Silnik mówi DOŚĆ po 3.800 km!!! Łożyska rozwalone, ich gniazda takoż. Latają w karterach luźno. Krzych ratuje mnie karterami, Jacek Tomaszewski centruje wał. Bicie w granicy setki. Mówi jednocześnie, że łożysko korby kończy swój żywot. Jakbym sam nie wiedział. Ciągle nie mam innego wału. Popeliniarstwo do kwadratu. W tydzień składam silnik i udaję, że jest super. 

Czerwiec 2016 roku. Z okolic silnika słychać dzwonienie. Od ostatniego remontu 5.000 km. Nic się nie urwało, niczego luźnego nie znajduję. Trzeba szukać w środku. Jadę na Księżyc. Tam Krzych i Balzaczek z Olim, słonko, soczek, herbatka... a ja mam się brać za brudną robotę. Na dodatek Krzych stara się mnie powstrzymać: "Nie ruszaj Junaka niepotrzebnie." Na chwilę weszli do środka. Szybko wyciągam klucze. Bak precz, wydech na bok, dekle zaworowe precz, zluzowana zakrętka magistrali. Cztery nakrętki i w 5 minut głowicę mam w rękach. Nawet gaźnika nie ściągnąłem, żeby nie tracić czasu. Szarpnięcie za cylinder. Tym razem poddał się bez walki. Czas od startu 7 minut. Uff udało się w ostatniej chwili. Krzych, Balzak i Oli wychodzą na dwór. "Ruszyłeś?!!!" Korba lata jak Żyd po pustym sklepie. Niby luzu góra dół nie czuć (jak się nie chce wyczuć to nie czuć), ale kiwa się szkaradnie na boki, nie mówiąc o przesuwaniu się. Ale tak samo już było we wrześniu, a nawet w maju zeszłego roku kiedy wymieniałem pęknięty tłok. Może jeszcze pojeździ? Tak myśli klasyczny popeliniarz, czyli ja. Jest coś innego co mogłoby dzwonić. Sworzeń tłoka jeździ już tyle samo czasu co i łożysko Kraśnikowe. Zaraz ile tego było? Rachuję w głowie i wychodzi 100.000km (dokładnie 99.600km co sprawdzam w domu). Ten luz, plus luz w tłoku powodują, że tłok daje się nawet nieco obracać!!! W sakwach nie miałem zapasu, ale niezawodny Krzych wyszperał nowy sworzeń. Wciskam go w tłok, montaż w korbie, cylinder, głowica, wydech, magistrala, zawory i odpał. Charakterystyczne dzwonienie znikło. Słychać teraz jakieś inne pobrzękiwania do tej pory zagłuszane. Czy to aby nie łożysko korby? Udaję, że nie.

Może wystawienie się na publiczną krytykę coś mi pomoże? Proszę o opinie. Przynajmniej od roku przymykam oko na coraz gorszy stan wału i leczę objawy, a nie przyczyny. Czy nie należałoby mi odebrać praw rodzicie.. przepraszam właścicielskich? Wczoraj kupiłem na allegro wał. Za dwa tygodnie jedziemy w trasę. Przed nami 6.000km. Może jednak w przyszły weekend zmienić wał? U Krzycha leży jakiś po regeneracji w Łomiankach. Ale w sobotę Quba się żeni. Robić, nie robić?


Jedna z odpowiedzi na liście Dzikiego Junaka:

Ja bym sobie usiadł cichutko w kąciku i sam rozkminił co to znaczy "niepotrzebnie".......
Podpowiem:
a) jeździj aż się samo urwie zagramanicą i zgruzuje pół silnika
b) jak zaczyna pukać to wtedy naprawiam
c) robię uczciwe przeglądy i przewiduję co się może "wylatać" do następnego przeglądu i te graty czekają już na półce

Nadgorliwość gorsza od faszyzmu ale oszukiwanie samego siebie jest jeszcze gorsze.
To coś jakby lekarz wiedział, że jest chory, wiedział który medykament mu pomoże ale olał sprawę

Damian