dzień 4: szutry i sauna

Słońce wstaje coraz wcześniej. Kamraci jeszcze śpią. Dziś może uda mi się wygrać rywalizację z Krzychem. Szybko zwijam norkę, śpiwory i materac. Wszystkie klamoty lądują w podróżnym worze. Ponieważ nie mamy dostępu do wody odpadają zajęcia higieniczne. Wody mamy tyle żeby zrobić herbatę, kawę i po śniadaniu umyć zęby. Czysty człowiek myć się nie musi, tylko brudasy się myją. To hasło na dziś.

Mam teraz chwilę czasu na zaplanowanie trasy. Ostatnio najeździliśmy się głównymi drogami, czas na odmianę. Może nieco szutrów? 13 maja 1940 Churchill wygłosił przemówienie w Izbie Gmin, które przeszło do historii: "Mam do zaofiarowania jedynie krew, znój, pot i łzy." To był silny człowiek i walił prawdę prosto w oczy. Ja nie mam odwagi na takie jasne deklaracje, więc po cichu wprowadzam do GPS'a kilka punktów pośrednich wymuszających wytyczenie części trasy szutrami licząc, że Kamraci nie dostrzegą pułapki, którą na nich zastawiam. Zaoferuję im pełny zestaw atrakcji jak z tego przemówienia: krew - to ukąszenia meszek, znój - trzeba się będzie spinać na luźnej nawierzchni, dzień zapowiada się słoneczny więc będzie też trochę potu, a łzy z pewnością polecą gdy będziemy jechali w kurzu. Ale oprócz tego zestawu liczę oczywiście na piękne widoki i radość z jazdy.
 
poranek w dziczy

Słychać już wizg suwaka z Krzychowego namiotu i jak Franek kręci się na Ani. Ani chybi budzą się. Razem przygotowujemy śniadanie. "Mam jeszcze pancernika i paprykarz" oznajmia Franek. Tak będzie powtarzał co dzień, aż do momentu kiedy postanowimy, że niczego więcej do jedzenia nie kupimy póki się nie uporamy z tym żelaznym zapasem. Ale nawet po tym postanowieniu nie daliśmy rady uporać się z paprykarzem, który objechawszy Bałtyk dookoła powrócił do Bełchatowa. Ciekawe jaki był jego dalszy los.

Po śniadaniu ładujemy graty na motocykle i w drogę. Pierwsze kroki kierujemy na stację benzynową. Nawigując muszę cały czas brać pod uwagę zasięg Frankowego Junaka. Do rezerwy około 200 km, a na rezerwie tylko niewielki kawałek. Oczywiście w razie draki można spuścić paliwo z naszych, ale lepiej pamiętać i tankować zanim rezerwa będzie potrzebna. Wczorajszy serwis gaźnika nic nie zmienił i Frankowe spalanie wynosi jak wynosiło ok. 6 l/100km. Sporo, szczególnie, że im dalej tym cena paliwa większa. W Polsce było 4,50 zł, Litwia, Łotwa i Estonia to 1,1 EUR, w Finlandii 1,3 EUR. Co będzie dalej? Jeszcze nie wiemy, ale z pewnością nie będzie to mało.

Krótki popas. Dwieście metrów od drogi znajduję jezioro. Daję znak, że będziemy stawali. Zwalniam i dohamowuję do zera już na szutrowej nawierzchni bocznej drogi. Ostry skręt kierownicy, luźna nawierzchnia i silne naciśnięcie klamki przedniego hamulca sprawiają, że motocykl kładzie się na boku. Zanim się pozbierałem Krzych rzucił mi się na pomoc i razem dźwignęliśmy Junaka do pionu. Trzeba uważać.

Czas na herbatę i kawę. Zawsze staramy się mieć w zapasie jakieś herbatniki. Postój z ciepłym piciem i słodką przekąską to miły przerywnik. Tym razem mieliśmy dodatkową atrakcję. Kilka metrów od brzegu coś płynęło. Po chwili z wody wylazł łoś i zaszył się w przybrzeżnych krzakach. Rzuciliśmy się z Frankiem na bezkrwawe łowy z aparatami w rękach, ale przemyślny zwierz ani myślał zdradzić swojej pozycji. Może to i dobrze, że ktoś zachował zdrowy rozsądek? 

przerwa na kawę

Szacuję, że z dzisiejszych 560 kilometrów co najmniej 120 przejechaliśmy po luźnej nawierzchni. Nie jest to takie trudne jak mogłoby się wydawać. Drogi szutrowe, których jest mnóstwo w Finlandii, są bardzo dobrze przygotowane. Zazwyczaj są podniesione w stosunku do terenu, mają rowy odwodnieniowe, praktycznie nie ma w nich dziur, a jeżeli już się pojawiają to pojedyncze, tak że można je łatwo ominąć. Łatwo o ile jedzie się wolno. Mają też bardzo dobrze ubitą, zwartą nawierzchnię i tylko nie mogliśmy dojść w jakim celu posypane są drobnymi ostrymi kamykami. A może te kamyki pozostają po wypłukaniu wierzchniej warstwy przez spływającą wodę?

Ja, jako nawigujący miałem ułatwione zadanie, bo nie musiałem borykać się z kurzem, no chyba, że jechało coś z przeciwka, co zdarzało się dość rzadko. Franek zazwyczaj jechał na drugiej pozycji i miejscami musiał odpuszczać gdy spod moich kół unosił się kurz. Nie działo się to przez cały czas gdyż w miejscach gdzie droga była ocieniona, a było tak w znacznej jej części, problem nie występował. Krzych odpuszczał, szczególnie na zakrętach, i jechał kilkaset metrów za nami więc też nie przykurzył się za bardzo. Mnie ponosiła "młodzieńcza" fantazja i miejscami jechałem 80-85 km/h. Jak już wspominałem mając GPS lubię jeździć na przyrządy, to znaczy korzystam w wiedzy jak wygląda kolejny zakręt. Dzięki temu mogłem utrzymywać sporą prędkość nie ryzykując, że wpakuję się w jakąś kabałę. Oczywiście nie zawsze udawało mi się ominąć dziury w nawierzchni, które choć niezbyt często, ale jednak występowały. Za kilka dni, gdy będę zamieniał miejscami opony, znajdę dwie pęknięte szprychy. To pewnie będzie pamiątka po dzisiejszych OS'sach.

Warstwa kurzu na Krzychowej świecy to ślad po dzisiejszych szutrach.

ślady po szutrze

Jechaliśmy, jechaliśmy i dojechaliśmy. Przez ostatnie kilkadziesiąt kilometrów bacznie wypatrywałem możliwości zainstalowania się nad jeziorem. Nic z tego. Zapuściłem się kilka razy w boczne dróżki, ale zawsze natykałem się na jeden ze statystycznych 73 domków. W końcu stanęliśmy na przydrożnym miejscu postojowym. Była tu wiata z miejscem na grill, wiata ze stołem i ławkami, tablica z tajemniczym napisem "Autojen pesu kielletty", sławojka i...  i sauna. U nas niestety w takim budyneczku można byłoby się spodziewać różnych min. Tu, mimo śladów wskazujących, że sauna dawno nie była używana (zeschłe liście nawiane przez wiatr i krzaki zarastające wejście) było w niej sucho i przytulnie. Niewielki budyneczek był podzielony na dwa pomieszczenia z osobnymi wejściami. W jednym ulokował się Franek z Anią, a w drugim my z Krzychem. Ruch na drodze bardzo mały w ciągu dnia, w nocy zupełnie ustał więc nic nie zakłócało snu mimo bliskiego sąsiedztwa szosy.

Krzych poprosił córkę o sprawdzenie cóż oznaczał napis na tablicy. Okazało się, że informował o dopuszczalności mycia samochodów. Co kraj to obyczaj.

Po rozłożeniu się w saunie szykujemy obiado-kolację. Potem jeszcze jest czas na opłukanie się w jeziorze. Całkiem udany biwak.

autojen pesu kielletty

W tych krzakach stała sauna. Krzych robiąc zdjęcie stoi na jej ganku.

nocleg w saunie

Syci wrażeń zalegamy w śpiworach. Przydał się mój śpiwór z moskitierą. Kamraci chowali się z głowami do śpiworów, ale niewiele to dało. Komarów było bez liku i wiele z nich pożywiło się tej nocy.

<< dzień 3

>> dzień 5