CCCP

wtorek, 27 paździenika, godzina 12:56, mail od IgoraC:

Cześć,
Drogą demokracji reszta rodziny podjęła decyzję, że 15-16.10 jest Dniem Zadusznym w tym roku. Wyjazd który proponowałem Wam w tym terminie może mi się nie udać :) Pogoda ładna więc proponuję wspólną wyprawę w tę sobotę z ewentualnym noclegiem (w niedzielę od 13:30 muszę być w Łodzi) Chętni są: OloC KrzychP PiotrC? (Nie dzwoniłem bo nie chcę przeszkadzać w godzina pracy)
IgorC
PS Kupować migiełkę i jedziemy? Pozdrawiam.

wtorek, 27 paździenika, godzina 16:26, mail od PiotraC:

Jestem za!!!  Ponieważ nie może to być baaaardzo daleko (tak żeby Igor zdążył do Łodzi) zakładam, że nocleg około 200 km od domów. Musi też być ładnie. Proponuję Góry Świętokrzyskie. Żeby nie mieć problemów z noclegiem proponuję też zorganizować go pod dachem. I tu mam propozycję pałacu w Kurozwękach http://www.kurozweki.com/  Szczerze mówiąc zarezerwowałem już tam 2 2'osobowe pokoje. Na stronie możecie zobaczyć jak to wygląda. Pokoje są w Oranżerii. Cena to 160 zł za pokój. Za 20 zeta można zjeść śniadanie. Wiem, że to pedalstwo, ale dzięki temu (nocleg pod dachem, a nie w lesie) będziemy mieli trochę czasu na pogawędki w dłuuuugi jesienny wieczór z soboty na niedzielę.
Moglibyśmy spotkać się w Tomaszowie w miarę z rana i dalej polecieć razem.
Może być?
pozdr PiotrC

No i zostało ustalone i umówione. Do ekipy dołączył kolejny z moich braci Olek. Pierwszy motocykl, nie licząc przygód z WSk'ą w dziecięctwie, kupił w czerwcu tego roku. Od tego czasu przejechał ponad 7 tysięcy kilometrów. Zamiłowanie do jazdy musi być genetycznie uwarunkowane. Kiedyś ktoś coś podobnego powiedział. Kiedy to było? Już wiem. Dwa lata temu sklepowa gdzieś w środku niczego powiedziała do mnie i Igora, że jeżdżenie motocyklem musi być u nas rodzinne :-)

Olek nie poradził się ani starszego, ani młodszego brata i kupił Kawasaki Vulcana. Zawsze wszystko wiedział najlepiej. Pamiętam jak dziś, choć było to trzydzieści parę lat temu jak nasz wspólny Ojciec poprosił mnie żebym przez kilka godzin zaopiekował się prawie dwuletnim Olkiem. Mieszkali wtedy (to temat na osobną opowieść) w barakowozie po środku Grójeckich sadów. Barakowóz był kiedyś zapleczem technicznym i wyposażony był w dziesiątki małych szafeczek. "Piotrusiu, gdybyś czegoś szukał zapytaj Olka, a on ci pokaże gdzie to jest schowane." Postanowiłem sprawdzić czy Witek nie przesadził. Przez blisko godzinę bawiliśmy się z Olkiem. "Olo, gdzie jest cukiek?" Mały szkrab podchodził do którejś z szafek, zadzierał łepetynę i pokazywał palcem. "Tu?" Wskazywałem na drzwiczki. Kręcił głową. "Tu?" pokazałem rząd wyżej. Tym razem kiwał potakująco. "A gdzie jest mleko w proszku?", "A gdzie są ścierki?", "A gdzie jest papier?"...  Stuprocentowa skuteczność :-)

No i pozostało mu to to dziś. Wszystko wie i nie pyta się. Ma co wybrał. Ćwierć tony żelastwa. Ważne, że na dwóch kołach i, że jemu sie dobrze jeździ. Rumunia, Ukraina, drugi raz Rumunia, trasy po kraju i siedem tysięcy pękło.

Niespodziewany wyjazd rodzinny. Od momentu rzucenia pomysłu do chwili dogrania szczegółow mineło 3,5 godziny. Wyjazd rodzinny, bo skoro ja z Krzychem jesteśmi CitecznoStryjecznymiBraćmiChrzestnymi to siłą rzeczy i moi bracia też są z Krzychem spokrewniemi. Igor C, Olek C, Piotr C i Krzych P, słowem ekipa CCCP spotkała się o 10 w sobotni poranek w Tomaszowie.

W programie dąb Bartek, Święta Katarzyna, Święty Krzyż, trasa dookoła gór Świętokrzyskich, polskie carcassone czyli Szydłów, pałac w Kurozwękach, a na wieczór spacer po rynku i kolacja w Sandomierzu. W restauracji "u mnicha" pod Świętym Krzyżem Krzych omal nie zarobił ścierką w łeb. Sam sobie winien. Kto mu kazał rozjuszać szefową? W trasie pomiędzy Sandomierzem, a Kurozwękami co drugi kierowca pozdrawiał Krzycha mrugnięciem świateł. Wszyscy go tu znają? Pod Oranżerią w Kurozwękach zaczepili nas motonici. Chwilę oglądali Junaki i spytali czy jesteśmy z Dzikiego Junaka i czy znamy Padrego. Padre, Ciebie wszędzie znają. W Samsonowie pod zabytkową hutą podeszła do nas zwiedzająca parka i zagadnęli o Junaki. Jego ojciec ma w garażu na Grochowie Junaka. Nie pali od lat dwudziestu. Kontakty wymienione. Wszędzie i wszyscy znają Junaki. Pod pałacem z rana widzieliśmy dwie rusałki. W Nowej Słupii Krzych mierzył kask. Dosiadaliśmy bizona. Staliśmy w miejscu skąd marszałek Koniew w styczniu 1945 roku zrobił huragan...

Pogoda jak marzenie. Kolory nie do opisania. Co za miły weekend. Na moim liczniku przybyło 630 km.

Krzych

kask

Mierzył, mierzył i nie kupił.

Koniew

Z tego miejsca, 12 I 1945 roku wojska I-go frontu Ukraińskiego Armii Radzieckiej pod dowództwem marszałka Koniewa huraganowym ogniem rozpoczęły zimową ofensyweę, w wyniku której wyzwolona została Polska i rozgromiony hitleryzm. Chwała niezwyciężonej Armii Radzieckiej.

A ja myślałem naiwnie, że do rozgromienia przyłożyli się pozostali alianci, jakieś Monte Casino, jakaś Normandia, Maczek, jacyś Amerykanie... A tu proszę, szast prast, huraganowy ogień i gotowe. Staliśmy dokładnie w tym miejscu.

Koniew

na bizonie

Jazda na bizonie nie jest taka trudna jak mogłoby się wydawać :-)

na bizonie

na bizonie

metalowe bizony

CCCP w Kurozwękach

rusałki

rusałki

Krzych

Krzych w moim lustrze