Zimny Chów II

Czy ty masz rozum? Zachorujesz!!! Pokręciło ci się w głowie? Pogięło was? Przeziębisz sobie nerki od spania na ziemi!!! Kompletnie ześwirowałeś? Taka pogoda nie nadaje się na motor!!! W taki mróz pod namiot? Co wy tam będziecie robili? Ci twoi koledzy są tak samo nienormalni jak ty!!!

Te i podobne pytania i uwagi pewnie padły w domach kilku Kamratów gdy ogłosili w początkach listopada, że wybierają się Junakami na biwak. U mnie usłyszałem kilka z nich :-)

Do odważnych świat należy. We czwartek prognozy na piątek i sobotę zapowiadały, że pogoda powinna sprzyjać. Brak deszczu. Możliwe chwilowe przejaśnienia. Temperatura lekko powyżej zera. Ponieważ start zaplanowany jest na piątkowe popołudnie ciężko umówić się na wspólny przejazd. Każdy ma swoje obowiązki służbowe. Ja z Krzychem umówiliśmy się o 16 na Orlenie w Zakręcie. Loczek umówił się, że Muzyk przyjedzie do niego do roboty. Grześ założył samotny przelot. Quba nie mógł się wyrwać przed 18, a na dodatek musiał polecieć na Księżyc po akumulator. Cel jest znany. Wszyscy oprócz Quby już tam bywali. Muzeum Architektury Drewnianej Regionu Siedleckiego w Suchej. Krzych zaprzyjaźniony jest z kustoszką. Jeden telefon i jesteśmy zapowiedzeni. Inna sprawa, że niewiele będzie z nami kłopotu. W rozległym parku przechodzącym w łąki przecięte rzeczką Kostrzyń jest miejsce na ognisko i mnóstwo miejsca na namioty. O tej porze roku jest niemal pewne, że tłoku tam nie będzie :-)

Na miejsce docieramy pierwsi. Gościnni gospodarze ustawili stosik gałęzi. Trzeba tylko je podpalić. Jedyny suchy i w miarę łatwopalny materiał to zeschnięte osty. Zrywam parę wiechci. Przed laty jako harcerz używałem do rozpalenia ogniska suchych liści lub igieł. Teraz jako motocyklista spuszczam z baku trochę paliwa. Krzychu uważaj, wszystko godnie podlałem!!! Jedna zapałka (jednak z harcerskich zwyczajów coś zostało) i ogień bucha. No nie było tak łatwo. Podchodziliśmy do rozpalenia trzy razy, ale w końcu się udało.

Po niecałej godzinie dociera Grzegorz. Potem samotnie Loczek. Junak? Przybył Dakarek. Choć na chwilę chciał zobaczyć nasze mordy :-)  Zmarznięty, ale szczęśliwy. Na noc wraca do domu. Muzyk nie mógł wyrwać się z roboty. Musiał poupychać nowych gości w przepełnionym zakładzie, a to zadanie wymagające pogodzenia tylu czynników, że najbardziej wyrafinowane krzyżówki to przy tym rozrywka dla przedszkolaków. Wreszcie słyszymy kolejnego Junaka. Przeleciał. Wraca. Jest. Coś w ciemnościach się żarzy. To dychawiczne światełko zasilane z 6 voltowej instalacji. "Dawajcie alternator!!! Kurczę, dosyć tego wypatrywania oczu po ciemku!!!" słyszymy porykiwania Muzyka.

Ostatni melduje się Quba. Każdego nowego uczestnika witamy zupą z kociołka i gorącą herbatą. Opowieści. Kiełbasa na patykach. Opowieści. Coś na rozgrzewkę. Opowieści. Ognisko wesoło płonie i grzeje. Opowieści. Pokazały się gwiazdy. Druga w nocy. Czas spać. Rano słońce, śniadanie przy ognisku i powrót. Po drodze odwiedzamy mamę Quby w Cegłowie. Rosołek, ciasto... Sam smak motocyklizmu!!!



Taka korespondencja pojawiła się na Mazowieckiej liście:

> Witka
> Wyglądam, nasłuchuje a tu cisza jak makiem zasiał.
> Grzeję się przy kozie i myślę co z Wami. Powinniście już dojechać.
> Pozdrawiam
> DaKar
_________________________

Ja się melduję …
Wcale tak zimno nie było … ale za to byli kosmici i inne takie historie.
Dzięki kamraci za udany wyjazd kolejny.
Pozdrawiam
Loczek
_________________________

Witka Dotarliśmy bez przygód tam i nazad :-))) Pogoda rewelacyjna, ciepełko ! Temperaturka nawet poniżej zera nie spadła :-))) Wieczorkiem w piątek z PiotrCusiem dotarliśmy już po nocy i nijak się palić przygotowane ognisko nie chciało. Dopiero jak utoczył benzynki to się rozpaliło :-))) I pali się chyba jeszcze :-)))) Dakarka nosiło, odpalił Motóra i przyjechał po nocy :-) Poczekał na przyjazd ostatniego Kamrata, czyli Quby, pogadał i wrócił do domku. No i zrobił błąd, bo pogoda rewelacyjna, całe niebo w gwiazdach, no i fakt. Kosmici też zawitali po swoją Daninkę .... W każdym razie do końca nie było wiadomo kto w jakim namiocie śpi .... Rano drobne chmurki się rozeszły i wyszło cieplusie słoneczko. Pośniadaliśmy, posprzątaliśmy i w drogę do Cegłowa na rosołek do Mamy Qubowej. Około 15 lądowałem na Księżycu :-) Dziękuję Uczestnikom za fajoskie spotkanie :-)))) Braciszkowi na liczniku przybyło 160 km i do 13 tysięcy w tym roku brakuje niecałe 100 ... Trzeba jeszcze jeden Zimny Chów odbyć :-))))) Pozdr K54