jesienne mgły

Rzut oka na prognozę pogody. Dobra nasza. Mrozu nie należy się spodziewać, najwyżej drobny przymrozek nocą. Deszczu nie będzie, a nawet w Słupsku czeka mnie jutro nieco słońca.

Chcę wieczorkiem wpaść w Słupsku do Mańka na kawę. Na Dzikim Junaku pojawił się parę tygodni temu. Jest okazja do spotkania w realu. Jak się potem okazało już kiedyś spotkaliśmy się. Wracając w Nordkapu lecieliśmy przez Słupsk. Pod marketem przy bankomacie zagadał do nas entuzjasta Junaków. Tym entuzjastą okazał się Maniek. Świat jest mały.

Zakładałem, że z domu ruszę o 13 i dotrę na miejsce o  20. Wyjazd opóźnił się o 2 godziny, godzinę straciłem na naprawę Junaka gdzieś pod Sierpcem (padł iskrownik), a potem od Brodnicy kompletny brak widoczności. Mgła ograniczała widoczność miejscami do 20-50 metrów. Do tego osadzała się na szybie kasku i okularach tak, że momentami jechałem dosłownie tylko na przyrządy. W takich przypadkach GPS jest niezastąpiony pokazując co kryje się za zasłona mgły i ciemności. Na dodatek między Skórczem, a Kościerzyną na drodze brak linii. Asfalt zlewa się z poboczem, mgła, para na szybie... Teoretycznie nie dało się jechać więcej niż 30km/h. Ale ja jechałem więcej. Ile? Na tyle dużo, że sam się bałem mimo, że brak wyobraźni mam wrodzony. Wiele kilometrów musiałem jechać z podniesioną szybą. Okulary wycierałem co  100 metrów (oczywiście w trakcie jazdy).

Pobiłem rekord trasy. 440 km zajęło 9 godzin!!!

Na dodatek zgubiłem telefon. W Rypinie zatrzymałem się żeby za pomocą izolacji przyczepić do kierownicy GPS (pokrowiec gdzieś się zagubił). Przy okazji odebrałem MMS od balzaczka. Telefon położyłem na kanapie i potem zapomniałem o nim.

Ale mimo wszystko frajda z jazdy rekompensuje problemy :-)

jesienne mgły

Na liście Dzikiego Junaka Brzoza zapytał:
Hej. Kamrat.
Opisz swoj strój od pasa w dół. Ciepło było?

2 x bielizna termiczna, grube spodnie, spodnie motocyklowe i 2 x spodnie przeciwdeszczowe. Było wystarczająco ciepło Za to podczas postojów na stacjach cieplutko, a gorąco gdy musiałem szybko wszystko porozpinać żeby... no wiecie co się robi na stacjach, pije czekoladę na gorąco i ... to drugie gdy trzeba porozpinać

W drodze powrotnej temperatura spadła lekko poniżej zera. Na przydrożnym termometrze -1,6 powietrze, + 1,8 droga. Do tego mgła. W efekcie gdy wchodziłem na stację wszyscy się gapili, bo odpadały ode mnie płaty lodu. Ten lód był też problemem podczas jazdy. Pokrywał szybę kasku od zewnątrz. Od wewnątrz osadzała się wilgoć z oddechu. Ciężko było oczyścić szybę z lodu, bo rękawicami trudno skrobać szklistą powierzchnię. A już zupełnie czyszczeniu nie poddawała się wewnętrzna strona. W bardziej ciekawych momentach musiałem podnosić szybę. Wtedy wszystko osadzało się bezpośrednio na okularach, ale te dawało się jakoś przetrzeć (lekko rozmazać). Zresztą i tak mało było widać, bo mgła od Świecia była bardzo gęsta.

Ze względu na ziąb nie lecę do końca paliwa w baku tylko robię przerwy co 100 kilometrów. Dziesięć minut na Orlenie, gorąca czekolada i wraca energia do jazdy. Jak sobie radzili motocykliści 50 lat temu? Zamiast membrany w stroju motocyklowym Trybuna ludu, a co zamiast ciepłej stacji?  

Najciekawiej było pod koniec trasy. Przed Łomiankami na dwupasmówce kładą nowy asfalt. Leciałem tam 85-90 km/h mimo braku widoczności trzymając się linii na jezdni. W pewnym momencie linie znikły. Góra, dół, lewo, prawo - wszystko wyglądało tak samo. Omal doskonała czerń i rozproszony blask reflektora nie odbijający się od czegokolwiek. Pocisnąłem hamulce i starałem się jechać prosto. Okazało się, że błędnik mnie oszukał haniebnie. Jechałem po łuku zbliżając się do prawego pobocza. Tam nie ma nic. Gładkie przejście asfalt-pobocze i zaraz rów. Skraj szosy zobaczyłem 2 metry przede mną. Zbliżałem się skosem. Puściłem hamulce, odbiłem w lewo. Tylne koło złapało poślizg i chciało wyprzedzić przód. Na szczęście nie udało mu się. Chwila przyczepności i złapałem równowagę. Czy to przez 6 par gaci, czy z emocji spociły mi się... no wszystko jedno co się spociło. Grunt, że jeszcze raz się udało.

Stanąłem i czekałem na jakieś auto żeby jechać za nim. Nadjechał dostawczak. Za nim kilka osobówek. Cała ta wycieczka "waliła" 30 km/h. Podłączyłem się na końcu. Najśmieszniejsze było, że jechaliśmy wężykiem od lewego do prawego pobocza, a tam jest szeroko - dwa pasy i pobocze. Błędnik oszukiwał nie tylko mnie.