Potwór pożarł motocyklistów

Ciepłe powietrze (no bez przesady, nie takie znowu bardzo ciepłe) napływające od strony Atlantyku od dwóch dni robi swoje. Śnieg chwilowo poddał się. Można wyciągać motocykl. Gaźnik przelany, ssanie opuszczone, kluczyk, kop i betonowa grota podziemnego parkingu wypełnia się miarowym gulgotem. Chce się żyć :-)

Mijam sznury wlokących się w porannym korku katamaranów i wypadam na ekspresówkę. Pegazik po ostatnich zmianach (dysza, korpus, iglica, poziom paliwa) raźno miesza chłodne powietrze z paliwem podawanym przez dyszę, omal tak ogromną jak dziura budżetowa. 190 ml/min może nie jest wymiarem zgodnym z serwisówką (140 ml/min), ale w moim gaźniku sprawdza się znakomicie. Na dodatek wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że poprawa osiągów nie wiąże się ze zwiększonym zużyciem paliwa. Może wprowadziłem w gaźniku "dobrą zmianę"?

Po pracy nie chce się wracać do domu. Łapię za telefon: "Krzychu do której będziesz?". Lecę na Księżyc. Po chwili robimy niedźwiedzia z Krzychem i dawno niewidzianym Brzozą. Troskliwy gospodarz wciska mi w rękę pojemnik z jogurtem. "Jedz CiotecznoStryjeczny, bo widzę, że poziom cukru musisz podnieść!!!"

Pół godziny pogaduszek. Na rozgrzewkę snujemy plany na lato. Kuba, Kirgistan, Iran, Kazachstan... Co z tego wyjdzie? Czas pokaże.

Czas się żegnać. Na szczęście nie na długo. W niedzielę planowany jest spocik na Księżycu. Lewis zaprasza dziewczyny. Będą pokazy zdjęć dziewczyn miesiąca (*). Żyć nie umierać :-)

No dosyć tego dobrego. Startuję w mrok i lekką mgłę. W drodze powrotnej zrozumiałem czego mi dziś brakowało na drogach. Coś pożarło wszystkich motocyklistów. Nie ma ani jednego. Czyżby jakiś potwór grasował po warszawskich ulicach? Chyba tak. Na dodatek widziałem go. Miał wielkie błyskające na niebiesko oczy, a przez szeroko otwartą paszczę dwóch ludzi wpychało do jego wnętrza ofiarę. Motocykl leżał tuż obok na jezdni. Strzeżcie się potworów!!!

potwór

(*) Lewis jest niesamowity. Wymyślił motyw przewodni kalendarza. Zorganizował kilkanaście pięknych modelek. Zdopingował je do ciężkiej pracy przez dwa dni. Zachęcał i nakręcał tak, że ilość świetnych zdjęć przerosła najśmielsze oczekiwania. Czekamy na efekty w kalendarzu na rok 2017. A może wyjdzie z tego jakiś album? Naprawdę warto.