dzień -1: droga na Kubę

Stało się - ruszamy. Oczywiście zamiast tradycyjnego spotkania przed niebieskimi drzwiami Księżycowej łoboorki walimy na Okęcie, skąd poprzez niebieskie przestworza udamy się na Kubę.

Każdy z nas dzielnie targa ciężką torbę motocyklową. Krzych swoje graty posłał wraz z Junakiem. Teraz w torbie ma pozawijane dla niepoznaki w szmaty części dla Yamili. Ja po spakowaniu śpiwora, kosmetyczki, ręcznika, maski do nurkowania, kąpielówek, sandałów, krótkich spodni, czterech par skarpet, tyluż gatek i podkoszulek zważyłem torbę i stwierdziłem, że do wykupionej wagi bagażu (23 kg) brakuje jeszcze ponad połowy. Na zdjęciu przesłanym przez Yamilę widziałem, że ich Junak wyposażony jest w grubą linkę zabezpieczającą przed złodziejaszkami. Może i nam się przyda taka ochrona? Wpakowałem więc do torby solidny łańcuch. Teraz torba nie wygląda jak bagaż anorektyka. 14 kg to już coś.

Przed stanowiskami odprawy spory tłumek. Jako "niebywalcy" czujemy się nieco zagubieni. Krzych poszedł zasięgnąć języka i macha do mnie z daleka. Czym zaczarował dwie miłe panie nie wiem, może bezradną miną i przerażeniem w oczach? Faktem jest, że zajęły się nami indywidualnie i bez kolejki. Zaraz na wstępie zażądały wydruku wiz kanadyjskich ETA (ELECTRONIC TRAVEL AUTHORIZATION). Wizy takie wyrabia się, jak sama nazwa wskazuje, elektronicznie i po opłaceniu kilku dolarów otrzymuje się mailem informację, że można śmigać przez 10 lat do Kanady i niczego drukować nie potrzeba, bo system wie o nas tyle co trzeba. Pani na Okęciu dostępu do tego systemu jednak nie miała i wydruk zobaczyć chciała. Niestety musiała się obejść smakiem. Warto dla świętego spokoju mieć ze sobą wydrukowany mail potwierdzający. Jak bardzo warto okazało się nazajutrz, ale nie uprzedzajmy faktów.

Kolejny krok to nadanie bagażu. Gdy miłe panie usłyszały, że lecimy na Kubę stwierdziły, że bagaż musimy odebrać w Toronto i tam nadać go do Hawany. Jak to mówią kobiety są faktem, a z faktami się nie dyskutuje, więc przyjęliśmy to do wiadomości. W Toronto mieliśmy dwie godziny na przesiadkę więc nie spodziewaliśmy się problemów. O święta naiwności !!!

Uff, bagaż nadany, karty pokładowe wydrukowane i mamy jeszcze prawie godzinę czasu. Właśnie na Okęcie dotarł komitet pożegnalny w osobach balzaczka i Olego. Siadamy w kącie hali odlotów. Krzych wyciągnął z podręcznej torby dwa jajka na twardo. Stukamy się nimi. Tradycji stało się zadość. Krzych zdradza objawy rajzefiber. balzac dla uspokojenia opowiada historyjkę jak to kilka lat temu uprawiał sprinty, a właściwie szybkie biegi średniodystansowe po lotnisku w Singapurze. A było to tak. Po odprawie mając wiele, jak mu się zdawało, czasu oglądał wystawy i wnętrza sklepów w strefie wolnocłowej. Czegóż tam nie było? Picie, jedzenie, kosmetyki, biżuteria, elektronika... słowem gapić się można godzinami. No i w efekcie przez megafony zaczęli wołać zagubionego pasażera. Dystans do pokonania był znaczny. Nieco pomagały ruchome chodniki. Biegnąc sprintem patrzył na zadziwione twarze innych podróżnych i nieco bal się reakcji służb ochronnych. Koniec końców historia skończyła się szczęśliwie.

Pojedliśmy, pogadaliśmy, czas minął szybko. Jeszcze odprowadziliśmy balzaczka z Olim na parking, pomachaliśmy i wróciwszy do terminala zasiedliśmy na ławeczce. Nie na długo jednak, bo po chwili z megafonów dało się słyszeć: "Pasażerowie Pazura i Czołnik..." Ruszyliśmy sprintem. Przy bramce pustka. Wszystkich pasażerów już gdzieś wcięło. Podstawiono specjalny busik, który dowiózł nas wprost do samolotu. Na szczęście i ta historia zakończyła się szczęśliwie.

lecimy

lecimy

W Londynie przenocowaliśmy u moich przyjaciół. Ankę i Piotra znam z liceum. Było o czym gadać przy kolacji i wieczornym spacerze z psami. Przy okazji Piotr uświadomił mi, że linę metra, wokół której powstała dzielnica w której stoi ich dom, zaczęto kopać w 1863 roku. W tym samym roku 10 stycznia została otwarta uroczyście pierwsza stacja metra. W Polsce w tym czasie też próbowano kopać, a właściwie wykopywać ruskich, tyle że nam się nie udało.

u Anki i Piotra
 
<< przygotowania  dzień 0 >>