dzień 1: u Yamili

W Hawanie zatrzymaliśmy się w kwaterze prywatnej zwanej tu casa particular. Żeby nie szukać kwatery po nocy poprosiliśmy Olę i Sambora o znalezienie dla nas locum. Przyjechaliśmy więc na gotowe. Lokalizacja tuż obok historycznego centrum Hawany. Miejsce godne polecenia (nazwa trochę na wyrost :-) MANSION COLONIAL

Po nocy trudno było się zorientować w układzie tego lokalu. Światło dzienne niewiele wniosło do sprawy. Układ był dość dziwny i prawdopodobnie jest wypadkową szeregu przebudów jakiegoś ogromniastego mieszkania w kamienicy pamiętającej czasy świetności Hawany. Wszystkie pomieszczenia mają minimum po 5 metrów wysokości. Właścicielka mieszka w pokoju o powierzchni małej sali gimnastycznej z oknami wychodzącymi na ulicę. Pośrodku lokalu jest spore patio. Z niego wchodzi się do dwóch pokoi, których okna wychodzą na patio oraz sali jadalnej. Trzeci pokój, ten który przypadł nam, ma wejście z sali jadalnej, ale nie przypadło mu w udziale żadne okno. Każdy z pokoi ma łazienkę. Słowem jest to nie tyle kwatera co maleńki hotel. Młoda właścicielka mówi po angielsku. Na dodatek posiada niezłe walory estetyczne (właścicielka nie lokal).

casa

casa

W pokoju czekał na nas list od Oli oraz "pakiet turysty motocyklowego" składający się z koszulek przygotowanych przez ADV na ekspedycję kubańską oraz kubańskich tablic rejestracyjnych i tutejszych dowodów. Szkoda tylko, że tablice trzeba zwrócić przy wyjeździe.

tablica

Koszt noclegu na dwie osoby (ze śniadaniem) to 35 CUC.

Po śniadaniu poprosiliśmy o zamówienie taksówki. Taksiarz to daleki powinowaty właścicielki, a samochód to daleki powinowaty Fiata 124, a konkretnie Żiguli. Co prawda włoski konstruktor przewidział w nim niewielki silnik benzynowy, a rosyjski kopista pozostał przy tym wyborze, jednak kubański tuner wstawił weń sporego diesla od francuskiego Peugeota. Słowem pojazd internacjonalistyczny. Wnętrze dość spartańskie już w momencie gdy auto opuszczało fabrykę z biegiem czasu i milionów przejechanych kilometrów nabrało iście ascetycznego sznytu.

taxi

taxi

Za skromne 20 CUC zostaliśmy dowiezieni do składu, w którym czekały na nasz nasze Junaki. Jeszcze dygresja dotycząca zarobków i cen. Ponoć przeciętna pensja to 25 CUC. Jak żyć? Ano w przypadku naszego taksiarza widać, że jakoś można wiązać koniec z końcem. Kwestia jak długo posłuży leciwe auto.

Myślę, że nasze miny mówią same za siebie :-)

magazyn

Mimo sześciotygodniowego postoju motocykle odpaliły od pierwszego kopa. Część gratów pozostawiamy w kontenerze, troczymy do bagażników co kto ma (ja mam niewiele bo torba gdzieś wędruje po świecie) i nastawiwszy GPS na smartfonie (posługiwaliśmy się Navigatorem) ruszamy do dzielnicy Hawany Santa Fe, gdzie mieszka Yamila i Octawio. GPS wspomagany naszą intuicją doprowadza nas pod samą bramę. O GPS'ie będzie jeszcze dalej i to w nie zawsze przychylnych słowach. Ale nie uprzedzajmy faktów.

Co tam się działo!!! Okrzyki (wszyscy), uściski (my z nimi i oni z nami), łzy wzruszenia (Yamila), uśmiechy (wszyscy), kwestie po hiszpańsku (gospodarze), po angielsku (my i Yamila), po polsku (my gdy w emocjach zabrakło angielskich słów). Octawio pędzi do kuchni przygotować kawę po kubańsku (konsystencja roztopionego asfaltu, aksamitny smak, moc mocarna). My rzucamy się do oglądania Junaka.

u Yami

Poniżej numer ramy.

u Yami

Teraz czas na prezenty. Przez dobry kwadrans Krzych wyciąga z torby kolejne graty (dary od Junakowców z forum SFM, Jacka z Osiecka i zbiór przydasiów z Krzychowej łoboorki), rozwija z namaszczeniem ze szmat i folii i opowiada o ich przeznaczeniu. Wiele z tych części nasi gospodarze rozpoznają, zastosowania wielu się domyślają, ale są też zupełnie nieznane. Na koniec najtrudniejszy moment. Kilku kolegów z forum SFM przekazało równowartość 100 EUR. Tu kwota ta robi wrażenie. Octawio zdecydowanie odmawia. Yami patrzy się to na męża, to na Krzycha i nie wie co robić. Przeważa argument, że to osobisty prezent od Zibiego. Na dźwięk tego imienia opór znika. Pojawiają się natomiast łzy. Wszyscy jesteśmy nieźle wzruszeni, ale chłopaki nie płaczą więc chlipie tylko Yami.

Yamila znika w kuchni, a Octawio postanawia od razu zainstalować koło jedynki oraz oś i wajchę zmiany biegów. My z Krzychem kibicujemy. Po zdjęciu kapy wyjaśniła się tajemnica wycieków oleju z każdej możliwej dziury i szpary silnika. Brakuje koła pośredniego prądnicy czyli sterowania odmą. Mamy takie koło wśród dostarczonych elementów. Gdy Octawio kończy montaż skrzyni ja zajmuję się odmą. Niestety na kole nie ma nabitego znaku. Krótka konsultacja telefoniczna z Jackiem Tomaszewskim i wiemy wszystko. Odliczam właściwą liczbę zębów, iglakiem nanoszę znaczek i montuję koło. Krzych w tym czasie stwierdza, że silnik odpowietrzany jest "na lewy but". W kapie otwór jest zaślepiony śrubą. Udrażniamy go i w między czasie tłumaczymy na czy polega działanie odmy.

Junak

Kapa założona. Niestety nowa oś zmiany biegów chodzi dość ciasno w tulejce. Ki czort? Może zrobiona jest w nadwymiarze? Octawio postanawia jednak niczego już nie ruszać. Yami dzwoni w między czasie na lotnisko. Moja torba odnalazła się. Trzeba ją odebrać przed północą.

Czas na obiad, a po nim ruszamy zobaczyć kolejnego Junaka i ocenić jego oryginalność. Yami namawia męża do zakupu tego motocykla, bo bardziej się jej podoba ze względu na oryginalną obudowę lampy. 20 kilometrowa przejażdżka sprawia nieco kłopotu Octawio ze względu na niepowracającą wajchę zmiany biegów, ale bez większych problemów docieramy do celu.

Junak

Junak

Junak

Rarytas - tabliczka "Made in Poland" pod przednią szklanką.

Junak

Po konsultacjach rozstajemy się na chwilę. Razem z Krzychem jedziemy na lotnisko odebrać mój odnaleziony bagaż. Właściwie nie byłoby o czym pisać. Odebrać i już. Tak łatwo to jednak nie poszło. Ja po angielsku, pani po hiszpańsku i jakoś nawiązaliśmy kontakt. Kwit z reklamacji przeszedł z rąk do rąk. Pani popatrzyła w komputer, skinęła na mnie i poszliśmy. Wprowadziła mnie do pomieszczenia bez okien, za to z solidnymi drzwiami po czym zamknęła je od zewnątrz i znikła. Uwolniła mnie po drobnej pół godzinie i zaprowadziła do magazynu. Wskazała na jakąś torbę. Ta jednak nie spodobała mi się i wybrałem swoją leżącą w drugim kącie. I to by było na tyle :-)

Nocny rajd po Hawanie, pierwsze tankowanie i meldujemy się w Santa Fe. Rozkładamy maty i śpiwory, jeszcze szybki prysznic i spać. Jak to poszło zobaczycie w kolejnym dniu. Dobranoc!

<< dzień 0  dzień 2 >>