dzień 3: plaża szefa szefów

A, przypomniało mi się. Zwierzęta. Wczoraj po południu spore wrażenie zrobił na mnie koń. Koń jaki jest każdy wie. Ten stał na wypalonym słońcem szaro brązowawym spłachetku ziemi. Z początku wydawało mi się, że jest to zebra. Miał czarne pionowe pasy. Jednak nie było to szczególne, jak na konia, umaszczenie tylko cienie rzucane przez wystające żebra. Chudzina o smętnym wzroku. Ale w sumie komu by się chciało jeść w taki upał?

Budzimy się w pierwszych promieniach wschodzącego słońca. Słowem bladym świtem o 7:30. Dzień zaczynamy od obejścia naszego biwaczku. Wszędzie dookoła woda oprócz kierunku, z którego żeśmy wczoraj przyjechali.

Hel

Woda, piasek i...

Hel

... muszelki i muszle. Zawsze myślałem, że duże "szumiące" muszle trzeba wyławiać w głębinach. A tu okazało się, że same przyłażą na ląd. Same na nogach ich mieszkańców.

Hel

Jedno z zadań, które postawili przed nami Kamraci z Dzikiego Junaka to fotka Junaków nad morzem (może też być ocean) pod palmami. Przymierzamy się i nijak fotka się nie kadruje właściwie. Poszukamy innych miejsc i ujęć.

Hel

W czasie gdy przekrzywiony Krzych człapie po okolicy kulejąc przez urwany obcas ja kombinuję jak naprostować przekrzywiony bagażnik. Trzeba też będzie jakoś go podwiązać, bo dopóty bagażnik graty wozi dopóki mu się ucho nie urwie, a w moim właśnie zaczęło pękać. Odcinam kawałek taśmy służącej troczeniu torby do bagażnika (i tak była za długa), oplatam bagażnik i rurę podsiodłową kilka razy i ozdabiam solidnym węzłem. Na ten węzeł dla pewności idzie tyrytytka i powinno wytrzymać.

Hel

Po krótkich pracach serwisowych czas na śniadanie. Oprócz paru porcji liofilizowanej żywności zabraliśmy po pięć puszek z tuszonką, pasztetem i podobnymi smakowitościami. Kamrat Pyskaty tak nas wystraszył perspektywą przesiadywania lub klęczenia przy kiblu, że postanowiliśmy być samowystarczalni bez konieczności ryzykowania lokalnego prowiantu. Zresztą skąd na naszych biwakach wziąć kibelek? Krzych zabrał jeszcze suchary i kilkanaście dżemików w maleńkich opakowaniach, a ja parę paczek ciastek. Odpalamy nieocenioną breżniewkę i po chwili mamy w rękach po kubku parującej herbaty. Trzeba więcej? Jemy szybko zanim zrobi się gorąco pamiętając o napotkanym koniu. Komu będzie się chciało jeść w taki upał?

Hel

w drodze

Lekarz wprawdzie zabronił mi witamin (*), a Pyskaty przestrzegał przed bakcylami, ale czegóż nie robi się dla urozmaicenia posiłków. Za kilkanaście CUP (to waluta dla lokalesów) kupujemy trochę bananów, pomidorów i cebuli. Jak się potem okazało banany były z tych, które się smaży, a nie je na surowo. Czego to ludzie panie z głodu nie wymyślą. W szkole, nawet jeżeli coś na ten temat mówiono musiałem mieć rozproszoną uwagę. Podobnie jak Franek (mówił o tym w drodze na Nordkapp) nie przykładałem się do geografii takich egzotycznych miejsc, bo komu przyszłoby do głowy 40 lat temu, że będę oglądał je na własne oczy.

w drodze

(*) Kiedyś w czasach kiedy jeszcze spożywałem alkohol zamówiłem w knajpie (gdzieś w Chorzowie) moje ulubione danie - ziemniaki okraszone skwarkami i 100 gram zamrożonego płynu. Kelnerka o grubym i czarnym warkoczu, jak to na Śląsku, zaproponowała surówkę z modrej kapusty. Na to wyjaśniłem jej, że lekarz zabronił mi witamin. Kilka minut przekonywała, że to jakaś pomyłka lub muszę zmienić lekarza. Taka solidna i troskliwa śląska dziołcha. W podobnej sytuacji pod Białymstokiem zaproponowała mi tylko dodatkowo piwo :-)

Postój w miasteczku dla uzupełnienia zapasów. Ruszam na poszukiwania. Po pierwsze woda i chleb. Krzych zostaje na straży Junaków. W międzyczasie nawiązuje kontakt z właścicielem tej Jawy. Gość opowiada coś o swoich poprzednich motocyklach, coś o BSA, coś o Nortonie. Może to i prawda, ale takich sprzętów na Kubie nie dostrzegliśmy, najwięcej zaś widzieliśmy Jaw i MZ'tek, ponadto trochę rosyjskich sprzętów i nieco współczesnych chińczyków. Nie należał do rzadkości widok ruska z koszem i przyczepą towarową.

w drodze

Natomiast przeróżnych modeli aut, których nie potrafiłem nazwać było bez liku. Krzych co prawda kręcił nosem mówiąc, że do oryginału jest im tak daleko jak do serwisu w ASO, ale za to wiele z nich potrafił zaklasyfikować nie tylko z dokładnością do marki, ale i modelu.

w drodze

Dziś zażywamy przyjemności śmigania zarówno drogami asfaltowymi, w tym kilkadziesiąt kilometrów "autostrady", oraz gruntówkami. Poniżej zdjęcia z wizyty na Marsie. Do Księżyca już jesteśmy przyzwyczajeni, wszak tam Krzych ma swoją łoboorkę, ale na Marsie jesteśmy pierwszy raz. Kilkadziesiąt kilometrów takimi drogami i nasze Junaki wyglądają jakby całe pordzewiały.

To bardzo żyzna ziemia. Po nawodnieniu banany rosną na niej jak głupie. Długie, krótkie, żółte, zielone, proste, zakrzywione - nic nie robią sobie z europejskich norm.

Mars

Niestety zdjęć mamy stosunkowo niewiele. Podczas jazdy rzadko wyciągaliśmy aparaty. Może na filmie będzie więcej szczegółów. Tego dnia na tej marsjańskiej ziemi mijaliśmy szereg murzyńskich wiosek. Małe chatki niejednokrotnie kryte palmowymi liśćmi i 100% populacji bez domieszek obcej krwi tak jak ich tu sprowadzili rządni zysku hiszpańscy zdobywcy Kuby. Krzych w przewodniku wyczytał, że na pomysł sprowadzania niewolników z Afryki wpadł misjonarz. Chcąc uratować od zagłady autochtonów wykombinował, że zamiast ich wykańczać na plantacjach można sięgnąć do nieprzebranych zasobów ludów afrykańskich, przystosowanych zresztą znakomicie do tutejszych warunków klimatycznych. Niezły strateg. Tyle, że hiszpańscy przedsiębiorcy wykorzystywali wszystkie zasoby, zarówno lokalne jak i importowane.

Wykorzystywanie zasobów importowanych widać nie tylko po rozmiarze pałaców baronów cukrowych w Trynidadzie (i do tego dojdziemy we właściwym czasie, czyli jutro), ale również po ludności o kolorze skóry w tonacjach pomiędzy czernią, a bielą. Ta ludność, oczywiście reprezentowana przez przedstawicielki płci pięknej, niejednokrotnie przyciągała nasz wzrok. Wysokie, szczupłe, o perfekcyjnej figurze... można się zapatrzeć. Na dodatek szczęśliwie panuje tu moda na leginsy, a jednocześnie jak słyszeliśmy są też dotkliwe braki w zaopatrzeniu w bieliznę. To daje się dostrzec na ulicy. Na szczęście Pyskaty ostrzegał przed tutejszymi chorobami więc z lokalnych produktów nie korzystaliśmy :-)

W jednej z wiosek złapałem gumę. Na szczęście nie było to przecięcie na wyrwie lub kamieniu tylko zwykły gwóźdź. Po wjechaniu z gruntówki na asfalt tył zaczął lekko pływać. Stanęliśmy na wjeździe do jakiś zabudowań i przystąpiłem do naprawy. Ponieważ w baku miałem sporo poniżej połowy bez ryzyka oblewania motocykla benzyną można było położyć go na prawym boku. Ten sposób uważam za najłatwiejszy przy zmianie tylnej gumy. Po chwili zatrzymali się przy nas dwaj lokalesi na MZ'tce. Chcieli wjechać do zabudowań, przy których bramie staliśmy. Starszy z nich energicznie odsunął mnie od leżącego na ziemi koła, drwiąco spojrzał na łyżki, którymi się posługiwałem i gołymi rękoma zdarł gumę z felgi. Robił to tak energicznie, że wydawało się że pognie rawkę i pozrywa szprychy. Na szczęście nic takiego nie nastąpiło. Szybko sprawdził wnętrze opony i znalazł gwóźdź. Zawiesił sobie dętką na szyi, wsiadł na MZ, kopnął, dwusuw zabrzęczał i tyleśmy go widzieli. Po kwadransie był z powrotem. Dętka pięknie zawulkanizowana. Krzych długo nad nią cmokał. 

I teraz nie dał mi szansy. Energicznymi ruchami włożył dętkę na miejsce, naciągnął oponę i rozglądał się za pompką. Krzych wyciągnął z sakwy kompresorek. Nasz pomocnik znowu nie dał się wyręczyć. Dopiero montaż koła mogłem zrobić sam. Przed tym jednak gość sprawdził zabierak i wskazał, że buja się na boki. Ot kompleksowa obsługa. Na migi tłumaczyliśmy, że tak ma być i bujanie zniknie gdy w zabierak wejdzie oś.

Po robocie wyciągnął smartfona i pokazał kilka fotek objaśniając na migi co i jak. Na pierwszej z nich pokazany był Mercedes i to nie antyk, a współczesny model. "To mój" pokazywał przenosząc wskazujący palec prawej ręki z ekranu na własną pierś. Potem były fotki naszego rozmówcy w zielonym drelichu ze strzelbą na plecach, a przed nim pokot kilkudziesięciu ptaków. Tu znowu pukał się w pierś, choć z fotki wynikało jasno, że myśliwy i on to jedna i ta sama osoba. Następnie prezentowane były zdjęcia płodów rolnych. Tu pokazywał, że wszystkie pola od jego hacjendy do kolejnej wioski należą do niego. Słowem trafiliśmy na szefa wszystkich szefów. 

Na zakończenie prezentacji kolejno rysowaliśmy na piasku ile mamy lat. Szef wszystkich szefów ma 48, a jego syn 19. Chciał też koniecznie wiedzieć dokąd się teraz udajemy. Pokazaliśmy na mapie. Pomachał rękoma i gestami objaśnił, że mamy mieć oczy szeroko otwarte i obserwować przechodniów, którzy skłonni są do pozbawiania bliźnich ich majątku. Na koniec wsiedli na motor i pokazali, żeby jechać za nimi to pokażą nam drogę. Po 3-4 kilometrach wskazali boczną drogę, pomachaliśmy sobie nawzajem i rozstaliśmy się.

obcas

Po dotarciu do wioski odbiłem na wschód wzdłuż brzegu morza i po kilkuset metrach znalazłem placyk graniczący z wodą. Przezorny Krzych zwiedził wszystkie okoliczne krzaki namawiając mnie do zamieszkania w ich gąszczu, tak żeby lokalesi nas nie wypatrzyli. Udało mi się zwieść jego czujność namawiając do prac obozowych i obiecując, że po kolacji i innych niezbędnych zajęciach poszukamy miejsca w krzakach. Jednym z zajęć technicznych była naprawa krzychowego buta. Co prawda bronił się przed tym jak mógł, ale w końcu zwyciężyłem. Mógł przecież chłopina nabawić się skoliozy kręgosłupa od krzywego stawiania nóg. Dziękował mi jeszcze potem wielokrotnie ilekroć trzeba było gdzieś wędrować.

Ostatecznym argumentem za porzuceniem pomysłu szukania miejsca w krzakach był szybko następujący zmrok i moje uspokajające wyjaśnienie, że ciemna ludność boi się złego mzimu, które czai się w mroku i nie opuszcza w tym czasie swoich chat.

Tuż przed zmrokiem odwiedził nas szef wszystkich szefów. Przywiózł kubeł rybek na zanętę twierdząc, że z rana będzie tu wędkował. Popatrzył czy nic nam nie grozi i pomknął w dal.

Po emocjonującym dniu ułożyliśmy się do snu pod rozgwieżdżonym niebem. Może być lepiej?

Poniżej biwak nazajutrz w pierwszych promieniach słońca.

plaża szefa szefów


<< dzień 2  dzień 4 >>