dzień 7: na rajskiej plaży

Do późna w nocy gapiłem się w gwiazdy i słuchałem co o nich napisał Lem. Już wzeszło słońce, a ja jeszcze smacznie śpię. Krzych, mimo że miał jedną noc do odespania, zerwał się o świcie (czyli przed 7:30) i dokumentował nasz biwaczek.

poranek na błękitną zatoką

Moja Pani na geografii nic nie wspominała o takich zwierzakach w tych okolicach. Może to jakiś błąd? A może wielbłąd? I ja miałem okazję je zobaczyć. Całe stadko wędrowało wzdłuż drogi, którą opuszczaliśmy błękitną zatokę.

błąd?

Zanim się wygrzebałem ze śpiwora woda na herbatę już się grzała. Dobrze się z Krzychem rozumiemy podczas wypraw. Każdy wie co ma robić, nic nie trzeba uzgadniać, nikogo poganiać. To samo uznajemy za dobre i to samo za złe. Dotyczy to dróg, biwaków, ludzi, jedzenia, picia, paliwa, sposobów na naprawy Junaka, zmęczenia, wypoczynku, pogody, humoru... Jeżeli mi się coś podoba nie muszę nawet pytać go o zdanie. Np. biwaczki. Jadę z przodu, prowadzę nawigację. Oceniam, że czas byłby na rozbicie biwaku. Kątem oka dostrzegam obiecującą dróżkę w bok i zazwyczaj wypatrzone miejsce podoba się nam obu. Bardzo to wygodne i praktyczne :-)

breżniewka

Wyprawowa rutyna. Herbata, śniadanie, pakowanie gratów. Zazwyczaj po tym następuje wstępny wybór trasy i start. Tu mamy dodatkową możliwość, z której chętnie korzystamy. Kąpiel w ciepłym morzu (z tej strony wyspy dokładnie rzecz biorąc jest to ocean) nie na każdej wyprawie się zdarza. Trochę obawiałem się jak to będzie bez możliwości spłukania się słodką wodą. Okazało się, że nie stanowi to jakiegokolwiek problemu.

kąpiel

Dziś mamy do przebycia niezbyt duży dystans. Ponadto jedziemy "po śladach" i wiemy gdzie mamy nocować. Możemy zatem pozwolić sobie na późniejszy start i postoje po drodze. Podziwiamy niesamowite kolory kwitnących krzewów ozdabiających większość podwórek. Poniżej kilka tutejszych willi. Nie wszędzie jest tak ładnie i kolorowo. Wszędzie natomiast przed wejściem stoi kilka foteli. Z takiego strategicznego punktu często prowadzą obserwację okolicy całe rodziny.

kwiaty

kwiaty

kwiaty

Niczym Anna Patrycy z pewną taką nieśmiałością wstąpiliśmy do przydrożnej restauracji. Duża porcja ciemnego ryżu z fasolą, smażone banany, wieprzowina, owoce, sok, lemoniada. Nie taki diabeł straszny. Nic złego z tego nie wyniknęło. Zamieniliśmy kilka słów z Chorwatami, którzy po nalepkach rozpoznali, że byliśmy u nich. Dziwowali się, że jeździmy tu własnymi motocyklami. Cóż się im dziwić, ja sam ciągle byłem zadziwiony taką sytuacją. Wszystko to wydawało mi się cały czas nierealne. Gzie my jesteśmy? Taki kawał od domu.

knajpka

Rzut oka na tutejszy transport. Oczywiście były też traktory, ciężarówki i konie, ale transport kołowo wołowy wyglądał szczególnie egzotycznie. Czasami zamiast wózka woły ciągnęły sanie.

woły

Dość wcześnie docieramy na miejsce. Biwak zaczynamy od kąpieli. Nie ma lepiej :-)

Poznaliśmy sympatycznych Czechów. Czterech jeździ wynajętym autem, a jeden, motocyklista z zamiłowania, wybrał jako środek transportu rower. Jest o czym pogadać. Jeździ po całej Europie, do tego morze Kaspijskie, Czarne, kawałek Afryki. I na Kubie nie chciał zrezygnować z dwóch kółek. Śmiga od szczenięcych lat. Jawka Mustang, CZ'tka. Potem coś większego na wyprawy, ale nie za wielkiego. 500 ccm wystarcza. Wymieniamy się opowieściami. Na co dzień zajmuje się gmeraniem skalpelem w ludzkich mózgach i kręgosłupach. Czasami kilka godzin na stojąco nad otwartą czaszką. Wyprawy to sposób na odreagowanie stresu. Jutro kończą wyprawę. W planach jeszcze wizyta w Vinales gdzie ktoś prosił go o sprzedanie roweru. Rower kupiony w markecie, żeby w razie kradzieży nie było wielkiej straty teraz zostanie sprzedany za 250 CUC czyli z dwukrotnym przebiciem. Ot handel międzynarodowy.

opowieści motocyklowe

A` propos handlu. Nikt mi za to nie płaci, ba sam zapłaciłem za strój, ale szczerze i z czystym sumieniem mogę go polecić. Szukajcie letniej kurtki i spodni Adrenaline. Kurtka 300 zł, spodnie 200. Ciemniejsze fragmenty do gęsta siatka, w kurtce zastosowana zarówno na piersiach jak i na plecach. Idealna wentylacja. Oczywiście mają protektory i wypinane membrany. W dość ciepłym kubańskim klimacie pełny komfort termiczny. A gdy któregoś dnia spadł deszcz, o tej porze roku to rzadkość, okazało się, że ta siatka nie przemokła!!! No dobra, padało tylko ze 45 minut. Pewnie w całodziennym deszczu nie byłoby tak dobrze.

reklana

Gotujemy wodę na herbatę. Breżniewka zrobiła wielkie wrażenie na naszych nowych znajomych. Gdy Krzych spytał się czy zaparzymy Liptonka koleżkowie z Czech pękali ze śmiechu. Nam ich język wydaje się brzmieć zabawnie i jak się okazuje vice versa.

koniec dnia

Po zachodzie pojawiają się tysiące meszek. Krzych jest na nie szczególnie uczulony. Trzeba kryć się w śpiworach. Mój ma wszytą moskitierę. Krzych mimo ciepłej nocy musi cały nakryć się śpiworem. Dla zapewnienia większego komfortu warto byłoby mieć rozpinaną na sznurkach moskitierę, taką jak nasz czeski koleżka (na zdjęciu widoczna pod pomarańczowym daszkiem/plandeką). Ot doświadczenie na kolejny wyjazd w takie miejsca gdzie daje się spać bez namiotu. Krzych ani razu nie rozłożył namiotu.

Wsuwam się do śpiwora, słuchawki w uszy i powrót z gwiazd, a gwiazdy w dowolnych ilościach mam nad głową. Aż się w głowie kręci. Od jutra zaczynamy wracać. Szkoda.
 
<< dzień 6  dzień 8 >>