serwisy Junaka PawłaZ

Powoli trzeba się żegnać z Junakiem PawłaZ. Wygląda na to, że kilkukrotnie przekładany termin powrotu motocykli z Kuby, ostatnio zapowiadano przybycie do Hamburga na 18 czerwca, utrzyma się w mocy. Potem jeszcze kilka dni i powinniśmy z Krzychem odzyskać nasze Junaki.

Czas na wstępne podsumowania. Motocykl Pawła przejąłem 8 kwietnia przy stanie licznika 8.159km. Dziś jest 15 czerwca. Licznik wskazuje 14.608km. "Nasza" znajomość trwa więc 68 dni, a przejechaliśmy w tym czasie 6.449km, co daje średnio dziennie 95km. Motocykl był w doskonałym stanie. Sądząc po stanie licznika jeździł tylko w niedzielę do kościoła :-) Mam nadzieję, że oddam go w stanie nie pogorszonym. Oczywiście przybliżył się nieco do kolejnego remontu, ale to śpiewka przyszłości. Na razie pięknie śmiga. Przez te dwa miesiące z małym hakiem ani razu mnie nie zawiódł. Co w między czasie trzeba było przy nim robić? Raptem kilka rzeczy:
- sprawdzenie zapłonu i poziomu paliwa w gaźniku
- poprawienie mocowania kolanka w głowicy - wstawienie pierścienia z drutu pod nakrętkę
- urwany sygnał - dorobienie kilku sprężystych blaszek
- pęknięta ramka reflektora - lutowanie
- dokręcenie śruby rzymskiej + poprawka mocowania zbiornika (tulejka rozpierająca w tylnym uchu)
- urwana linka odprężnika - lutowanie, skrócenie pancerza
- pęknięta ośka dźwigni odprężnika - wymiana na dźwignię z Krzychowych zapasów
- rozkręcone sprzęgło i zniszczony gwint w kielichu - doraźna naprawa poxipolem, potem wymiana na sprawny element + wymiana oleju
- urwana linka hamulca nożnego - wymiana na zapas (zapas uzupełniłem)
- regulacja luzów zaworowych
- wymiana żarówki w tylnej lampie
- urwana dźwignia rozrusznika - wymiana na zapas (zapas uzupełniłem)
- zaniki oświetlenia - pęknięta końcówka przewodu łączącego stacyjkę z masą motocykla, zarobienie końcówki
- urwana końcówka kabla łączącego regulator ze stacyjką
- brak ładowania - zużyta szczotka prądnicy, rozkręcona prądnica, olej w komorze prądnicy - mycie prądnicy, wymiana szczotki, czyszczenie szczotkotrzymacza...
- wymiana oleju w silniku (przy stanie licznika 14.005km)
- wymiana 3 szprych w tylnym kole
- wymiana zużytej zębatki prądnicy
- regulacja poosiowego luzu koła pośredniego
- wymiana tylnej opony na nówkę nie śmiganą (Mitas 3,5")
- przynitowanie urywającego się ucha prawej sakwy

serwis Junaka PawłaZ

Czy to dużo działań? Uważam, że jak na przebieg ponad 6 tysięcy, to tyle co nic, tym bardziej, że większość prac to sprawy eksploatacyjne (średnio raz na 307km). Zawsze docierałem do celu.

Dziś umyłem motocykl, wypolerowałem bak, wyregulowałem tylny hamulec i śmignąłem na wycieczkę do Kampinosu. Pusta droga, zachód słońca, zieleń puszczy, pól i łąk, miarowy gang motocykla... nie ma lepiej :-)

Przy okazji podsumowań można pokusić się o jeszcze jedno. Czy jazda na motocyklu jest bezpieczna? W ciągu tych dwóch miesięcy dwa razy wyprowadzałem motocykl z uślizgu tylnego koła po dość gwałtownym hamowaniu. Oba przypadki to piesi wkraczający energicznie na drogę z za zasłony dużych aut. Raz zagapiłem się i ominąłem w ostatniej chwili gwałtownie hamujące auto. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że stawało w dość nietypowym miejscu, również gwałtownie hamując przed skręcającym w opłotki gospodarzem z pomorskiej wioski. No i raz zapolowano na mnie. Szeroka ulica - po dwa pasy w każdą stronę rozdzielone linią tramwajową. Startuję spod świateł. Jadę  jako jedyny pojazd, następny za mną kilkadziesiąt metrów. Kolejne światła za 400 metrów - zachęcają zielonym kolorem. Na budziku 90 km/h co przekłada się na 78-80km/h w realu (kiedyś sprawdzałem z GPS). Wiem, w mieście wolno 50 km/h, ale to strasznie wolno. Z przeciwka jedzie dostawczak. Niegroźny bo oddzielony torami tramwajowymi. Naraz skręca w swoje lewo czyli wchodzi na kurs kolizyjny. Mam do niego dosłownie kilka metrów. Przed sobą widzę białą ścianę. Nie hamuje tylko ciśnie pedał w podłogę ile się da. Siła odśrodkowa (*) znacznie odchyla go od pionu. Widać, że jest zdeterminowany przejechać mi przed nosem. Hamować nie ma co. Najwyżej walnąłbym w niego nie przy 75, a przy 60 km/h. Gwałtownie skręcam w lewo. Może się uda ominąć go z tyłu. Naraz spostrzegam, ze na pace koleżka wiezie jakieś rury czy też belki. Wystają poza skrzynię ze cztery metry i mam je na wysokości piersi. Nie mam wyboru - ciągnę zakręt. Jeżeli nie wyda, to urwie mi głowę i jeszcze motocykl porysuję. Kątem oka zobaczyłem końcówkę rury kilkadziesiąt centymetrów od prawego ramienia. Uff, jeszcze raz się udało.

(*) Mój fizyk za użycie pojęcia "siła odśrodkowa" okrutnie się wściekał. Należało na nią mówić "siła reakcji na siłę powodującą przyspieszenie dośrodkowe". Ale sami powiedzcie, czy w tej krótkiej chwili nie miałem prawa myśleć skrótowo?