zakończenie wyprawy na Kubę

24 czerwca 2017, mail z listy Dzikiego Junaka:

Tak na szybkiego ...
Nie da się ukryć ...
Pomordowane, brudne, troszkę ograbione ale SĄ !!!!!
Lewisek uprzedził, że PitrCuś nie strzymał i kazał zdejmać swojego
Podróżnika z przyczepki ...
Bo On już musi, inaczej się udusi ....
I trzy Czołniki pognały we w Polskę :-))))))))
Pozr
K54

IIIOOOOŁŁOUUUUUUUU!!!!! Są!!

Ale się złożyło. Kilka dni temu umówiliśmy się z moimi braćmi Igorem i Olkiem na wycieczkę motocyklową. Ponieważ oni startowali z Łodzi, a ja z Warszawy więc umówiliśmy się gdzieś po środku, czyli w Łowiczu. Mieliśmy spotkać się o 8:30 i ruszyć w kierunku Torunia. Po drodze planowana kąpiel w jeziorze, jakiś obiad. Ot taka rodzinna 400 kilometrowa wycieczka.

A tu nagle wieści, że w sobotę od rana można odebrać Junaki. Krzych zapowiedział się z przyczepką o 9:00. Ale łobuziak chciał mnie oszukać. Przybył wcześniej. Gdy dotarliśmy na miejsce miał już oba Junaki na pace. Protestował nieco, ale dał się przekonać żeby mój zdjąć na chwilę i sprawdzić jak odpala. Jak już go ściągnąłem i odpaliłem o powrocie na przyczepkę nie było mowy. Wylądował na niej Pawłowy Junak.

powrot z Kuby

Witaj w domu :-)

powrot z Kuby

I polecieliśmy. Co za jazda!!! GPS pokazywał 95-100km/h. Czasami więcej. Śniadanie gdzieś pod Łęczycą. Potem Besiekiery, postój przy zamku, boczne wąskie drogi, pola, las...

W Kłodawie na cepeenie zaczepił nas lokalny entuzjasta motocykli. Ma kilka japończyków, WSK'ę, SHL'kę.
- Panie, za ile ten Junak?
- Nie jest na sprzedaż.
- Ale jaka cena?
- A dziecko byś Pan sprzedał?
- No nie, ale powiedz Pan cenę, ja się cen nie boję.
- Nie ma mowy.
- To chociaż daj Pan telefon.
:-)))

Lecimy dalej... kąpiel w jeziorze, odwiedziny u znajomych Igora, Płock, knajpka i lody na rynku... nie ma lepiej. Chłopaki odwinęli do Łodzi, a ja w kierunku działeczki w okolicach zalewu Zegrzyńskiego, a potem do domu.

Radość z jazdy dawno nie widzianym Junakiem, trochę wiatru w plecy i mniej niż 100km/h nie pojawiało się na liczniku. Nie tylko ja byłem dumny z takiej jazdy. Dwóch panów w jednej z wiosek zamachało na mnie i zaprosiło na krótką rozmowę. Nawet mieli dla mnie nagrodę. Dali mi kupon na 200 złotych i 6 punktów. Prosili też o jakąś pamiątkę ze spotkania. Dałem im dowód rejestracyjny. I tak miał nieważny przegląd :-) Skończył się w czasie gdy Junak płynął przez ocean, więc jak go miałem zrobić? Kilka minut pogwarzyliśmy. Zaproponowałem, że zamiast mojego dowodu niech popatrzą sobie na drugi, nie gorszy bo też od Junaka, w którym jest przegląd. Nie chcieli. A, zapomniałbym, dali też mi certyfikat prędkości. Napisali, że zmierzyli 90 km/h, i to w terenie zabudowanym. Dobrze, że nieco zdążyłem zwolnić, bo oprócz dowodu musiałbym im na pamiątkę zostawić też prawko. Pożegnaliśmy się. Ruszając pomachałem na do widzenia, oni odmachali i ryknęli radośnie syreną.

Warszawa przywitała mnie błyskami fleszy. Czułem się jak jakiś VIP :-) Na szczęście ten paparazzi fotografował od przodu więc wiele z fotki mu nie przyjdzie, a co ważniejsze nie przyjdzie do mnie list gratulacyjny od operatora fotoradarów.

Pierwszych 330 km po powrocie Junak ma za sobą. Teraz trzeba nieco doprowadzić go do porządku. Z podróży przez ocean pozostanie trwała pamiątka w postaci wgniecionego baku. Zagubione klucze się uzupełni, olej w amorach też. Lustra połamane trzeba wymienić. Na szczęście Pyskaty obdarował mnie kompletem takich jakie lubię. Jeszcze zmiana oleju, uzupełnienie szprych, lutowanie pękniętej ramki reflektora i po trudach podróży nie będzie śladu.

IIIOOOOŁŁOUUUUUUUU!!!!! Są!! Jestem szczęśliwy.