sanktuarium Junaka GPX

Wczoraj byłem z doroczną pielgrzymką do sanktuarium Junaka GPX w Borku Starym. Po tym prześwie(ę)tnym miejscu oprowadzał mnie osobiście Brat Wulkan. Spotkałem też Ojca Wulkana. Z jednej strony była to niezwykła frajda, a z drugiej stres, że wyrwałem tym świątobliwym mędrcom tyle czasu, który mogliby poświęcić na praktykę kultu Junaka :-)

Kamraci, tego język ludzki nie opisze co tam się tworzy. Myślę, że zanim dojdzie do procesu beatyfikacyjnego naszego Brata Wulkana zobaczymy jeszcze wiele cudów. Ale nie uprzedzajmy wypadków.

Oprócz podziwiania tego co już odlane, wytoczone i wyfrezowane, oraz słuchania opowieści o najbliższych planach odbyłem też spowiedź opowiadając o dostarczonych do mistrza karterach. Patrzył się na te moje grzeszki, kiwał głową i udzielił rozgrzeszenia obiecawszy, że przywróci je do życia. Słowem rozpoczęty przed dwoma laty projekt Junaka długodystansowego wszedł w kolejną fazę :-)

Trzy godziny zleciały jak z bicza strzelił i tuż przed 21 odpaliłem w kierunku domu. Znowu leciałem 90-95 km/h i znowu na 300 km średnie spalanie wyszło 3,7l/100 km. Poprzedniego dnia jadąc do Sandomierza było nieco lepiej, czyli równiutko 4 l/100 km, ale w tym 100 km po mieście i 200 na szosie. Ki czort? Poziom paliwa sprawdzony, świeca komisyjnie na Księżycu obejrzana, silnik nie jest jakoś szczególnie gorący... Starzy mechanicy mówią, że silnik musi palić, jak nie paliwo to zawory. Ciekawe jak to jest u mnie.

Wulkanie, jeszcze raz serdeczne dzięki za spotkanie i pozdrowienia dla Ojca.

Wulkan