męski wypad

Dziś zabrałem 8 letniego bratanka w plener. Spędza wakacje w mieście więc coś od życia mu się należy. Byliśmy już na tygodniowym spływie, teraz czas na inne męskie rozrywki. Co kręci facetów niezależnie od wieku? Pojeździć na motocyklu, wypić flaszeczkę przy ognisku i popatrzeć na kobitki :-)  Taki mieliśmy plan, a właściwie plan wyszedł ode mnie, a Bartek nie protestował. Do auta wsadziłem motorynkę i rower, kilka kiełbasek, bułki, dwie flaszeczki (wody). Pojechaliśmy za miasto. Pola, las, polne dróżki.

W zeszłym tygodniu pod blokiem zrobiliśmy próbę. Tu sprzęgło, tu gaz, trochę dodaj, nie za dużo, wciskaj klamkę, gaz, trochę mniej, wciśnij jedynkę, puszczaj sprzęgło, gaz, więcej, nie za dużo... JEDZIESZ!!!!

Teraz już wszystko wiedział. Sprzęgło, gaz, jedynka, gaz... poszedł. Ja za nim na rowerze i lecimy w nieznane. Błotko, wertepy, tył w uślizgu... przeszedł :-) Po kilometrze zawracamy. Chwila nieuwagi i gleba. Chwila strachu, lekkie otarcia naskórka, złamana klamka sprzęgła. Za naukę trzeba płacić. Dla uspokojenia palimy ognisko i smażymy kiełbaski. Samodzielne przygotowanie stosiku, podpalenie, dokładanie patyczków... to pozwala zapomnieć o strachu. W między czasie zamieniam klamki. Hamulec nie będzie nam potrzebny.

Lecimy dalej. Start. Mało gazu, puść gaz, PUŚĆ GAAAZ!!! Motorek rwie na pełnym otwarciu przepustnicy. Kto jeździł ten wie co to oznacza na motorynce. Gleba :-(  To nie wina kierowcy tylko gaz się zaciął. Teraz otarcia nieco większe. Trochę krwi u Bartka i u mnie, bo nadziałem się na upadający motorek i zrolowałem po kamieniach.

Rany obmywamy wodą i walimy do sklepu po środki opatrunkowe. Woda utleniona piecze, ajjj!!! Dla uspokojenia sytuacji zjadamy po lodzie i jedziemy nad rzekę popatrzeć na kobitki. Dokładnie rzecz biorąc gapię się ja, a Bartek brodzi przy brzegu. Rzut oka, na wodę. Brodzi do kolan. Rzut oka na dwie foczki i znowu na wodę. Brodzi do połowy uda. Dłuższy rzut oka w kierunku lądu. Jedna z foczek sprawdza czy ma wszystko na miejscu. Poprawia górę, wsuwa dłonie w... nie, nic więcej nie piszę. Wszystko miała na miejscu i w doskonałym gatunku. Rzut oka na wodę. Już nie brodzi, woda sięga do pasa. Czuj duch. Jeszcze parę kroków i woda sięga ramion. Nie ma na co czekać. Gdy dobiegam właśnie skończył się grunt. Uff.

Kończymy plażowanie. Stromy podjazd pod górę, zakręt... i przecinam oponę na krawężniku. A przecież nawet się nie oglądałem... na plażowiczki. Zmiana koła. Bartek próbuje kręcić korbą podnośnika. To też atrakcja, choć niezaplanowana.

Lecimy do domu. Męski wypad za miasto z nieodpowiedzialnym wujaszkiem kończy się.