Żabi Róg

Nad Jeziorakiem, w miejscu zwanym Żabi Róg, Muzyk wraz z kolegami ze szczenięcych lat organizują biwak. Bezpośrednim pretekstem, oprócz spotkania towarzyskiego, wspólnego biesiadowania przy ognisku, wspomnień połączonych z prezentacją niebagatelnych dokonań tej niecodziennej ekipy z czasów szkoły średniej, podziwiania uroczego zakątka, spożywania napoju Panoramiksa, poprawiania kompotem chmielowym i mniej lub bardziej tradycyjnymi gorzałkami, warzenia zupy w kociołku, śmigania po grobli za zaprzęgiem prowadzonym pewną ręką przez Murzyna z Muzykiem w roli balastu i temu podobnymi atrakcjami była oficjalna prezentacja Junaka Murzyna.

ekipa na Żabim Rogu

Oj, działo się, ale po kolei. Muzyk zapowiedział imprezę z miesięcznym wyprzedzeniem. Natychmiast przystąpiłem do budowania przychylnej atmosfery w domu, tak żeby zapewnić sobie możliwość wzięcia w niej udziału. Działania PR'owe, akcja informacyjna i dezinformacyjna, działania osłonowe i wspomagające były przeprowadzone na tyle sprawnie, że żonka w piątkowy poranek zrobiła wieeeelkie oczy i rutynowo zapytała: "A gdzie ty się znowu wybierasz?", ale jednak puściła.  Trochę można ją zrozumieć, bo w ciągu tego miesiąca polecieliśmy z Krzychem, Bogusiem i Pawłem na Mazury, byłem na 7 Punkowym Zlocie Motocyklowym i na Wildszwajnisku w NRD :-)

Na początku tygodnia Muzyk przypomniał się nieśmiało i spytał kto się wybiera. Odzew był, ale z gatunku "na dwoje babka wróżyła". Ten i ów odpisał, że chętnie, że i owszem, ale jak pogoda dopisze, że musi być ciepło i takie tam. Tymczasem nadeszła kalendarzowa jesień i niebo zasnuły niskie deszczowe chmury. Słowem teoretycznie aura nie nastrajała przychylnie do biwakowania nad jeziorem, nawet gdyby to miał być Jeziorak.

Krzych prowadził akcję propagandową na własną rękę. Jej ostrze zostało skierowane w moją stronę. Wiedział skubany, że nie będzie się musiał zanadto wytężać, i że dam się dość łatwo namówić. I tak się oczywiście stało. Napisałem mail do brata Olka i Bogusia. Odzew był nie tylko szybki, ale i pozytywny. Jedziemy. Boguś ruszy dopiero w sobotę rano. Z Olkiem umawiamy się na Księżycu o 15 w piątek. Około 13:30 zadzwonił, że za chwilę rusza z Łodzi. Ja już, już miałem skończyć tematy, które nie dały się odłożyć na później, ale jak to w takich przypadkach bywa odpaliłem w kierunku Księżyca dopiero kwadrans po 15. Krzych i Olek w pełnym pogotowiu. Ja jeszcze tylko muszę zmienić szprychę (od czasu Kuby nie mogę opanować tematu tylnego koła). Jeszcze umyć ręce i ruszamy. Start około 16, przed nami 220 km, co przekłada się na 3 godziny jazdy. Szybka kalkulacja - dojedziemy już po zmroku. Może to i dobrze, bo po ciemku nie widać okropieństw czających się na leśnej drodze (ok. 3 km) wiodącej od szosy do miejsca biwaku. Paweł (mój dobroczyńca motocyklowy) leci sam. Może uda się gdzieś spotkać w trasie. Razem z Pawłem dysponujemy siłą 3 Junaków i jednego zastępczaka. Kolejnym zastępczakiem dojedzie nazajutrz Boguś.

Nowy nabytek Murzyna i zarazem pretekst do spotkania w Żabim Rogu.

Żabi Róg

Z centralnej Polski polecieli jeszcze Loczek, Grzegorz, Grzegorz i klan Lemisów w stałym 3 osobowym składzie - ojciec, brat, stryj, syn i bratanek. Jak to możliwe? Kto chce rozwikłać tę łamigłówkę musi wybrać się na wyprawę z klanem Lemisów. Tu siła ognia to 5 Junaków i sedes (skuter) brata i stryja.

Palimy wrotki. 220 km to dystans akurat na jeden skok. Zatrzymujemy się tylko gdzieś przed Iławą żeby dobrać paliwa. W samej Iławie odwiedzamy jeszcze sklep i zdzwaniamy się z Pawłem (czeka na parkingu na wylocie z miasta) i z wesołą ekipą biwakującą już od środy. Mają po nas wyjechać do szosy. Czy oni wyjechali za późno, czy my pojechaliśmy za szybko, dość, że się rozminęliśmy. Jeszcze jedna sesja łączności, zawracamy i po chwili widzimy światła Jawy i uśmiechnięte oblicza Murzyna i Muzyka. Tymczasem zrobiło się się ciemno, jak nie przymierzając w d.... u murzyna (przysłowiowego, a nie naszego, bo ten całkiem biały). Kierujemy się za trzema czerwonymi światełkami. Jedno na błotniku Jawy, jedno na błotniku Velorexa (wóz dopięty do Jawy). Trzecie to ognik cygara w ustach Muzyka. Jeszcze ostatnie porady: "Na grobli środkiem, bo z boków czai się złe Mzimu i błoto!!!" Ruszamy. Krzych wysunął podwozie. Do celu jeszcze kilkaset merów, a on już będzie lądował? I tak się stało. Przyziemił elegancko. Podniósł się zanim zdążyłem postawić motocykl i podbiec. Na szczęście leciał nisko i powoli więc strat nie ma. Lecimy. Oglądam się. Paweł nawiguje 15 metrów za mną. Olek został kawałek, ale widać ciągle jego światła. Jak on utrzymuje się w osi i na ścieżce pasa do lądowania swoim Vulcanem tego nie wiem, ale podąża naszym śladem.

Już widać ognisko i komitet powitalny. Murzyn, Muzyk, Ganc, Chudy, Jakon, klan Lemisów, Grzegorze (sztuk 2) i Loczek. Uściski, serdeczności i zaproszenie do ognia na zupę. Dziś szef kuchni, w tej roli Ganc, poleca grochówkę. Szczerze i z ręką na sercu - pycha!!! Szybko rozstawiamy namioty (w moim przypadku norkę) i wracamy do ognia na przepyszne opowieści w wykonaniu Murzyna.

Na fotografii moja norka ukryta przed ludzkim wzrokiem.

Żabi Róg

Żabi Róg

Paweł i Loczek w parku maszyn.

Żabi Róg

Murzyn przez 2 godziny bawił nas opowieściami z szalonych lat młodości kwiatu iławskiej młodzieży, historią nabycia Junaka, epopeją remontu malucha,  przygodami z silnikiem dewizowego gościa, dykteryjkami z życia ucznia technikum samochodowego, i hitem kolejki, a mianowicie wesołymi przygodami z życia służb mundurowych. Czy to talent opowiadającego, czy niesamowite wręcz historie, dość, że przez dwie godziny rozbolał mnie brzuch raz po raz kurczony paroksyzmami śmiechu. Może uda się komuś w przyszłym roku namówić Murzyna na powtórkę z rozrywki lub nową porcję dykteryjek, więc nie będę psuł przyjemności zdradzając puenty. Przytoczę tylko dwie. Zatem czytelniku zasiądź wygodnie, piwko w rękę, przymknij oczy...

Żabi Róg

Motorówka
Jedna z iławskich służb mundurowych stała się szczęśliwym posiadaczem motorówki. Napęd strumieniowy, zdolność pływania omalże bez zanurzenia, znaczna moc i prędkość, którą upajali się funkcjonariusze. Razu pewnego wybrali się na kanał Iławski. Piękno przyrody, błękit wody, ryk silnika... każdemu by zawróciły w głowie. Mimo, że nie wolno nie płynęli wolno ;-) Poniosła ich ułańska fantazja. Poniosła tak bardzo, że nie wyrobiwszy na zakręcie sztrandowali się na przybrzeżnej łące. Traf chciał, że przy brzegu gospodarz doił swoją krowinę. Łódź minęła tę grupę i zatrzymała się nieopodal. Nie tracąc rezonu załoga motorówki nadziała na głowy czapki (dodają mocy urzędowej) i przystąpiła do działania: "Kto panu pozwolił wypasać bydło w pasie przybrzeżnym. Takie działanie podlega karze grzywny!" oświadczyli z marsowymi minami. Na nic zdały się tłumaczenia, że tak robił i dziadek i ojciec. Grzywna musi być. No chyba, że gospodarz skołuje ekipę, która spuści grzecznie łódeczkę na wodę. Wtedy o grzywnie nie będzie mowy.

Joker
Kilka lat temu przy piwku w barze dwóch funkcjonariuszy wspominało dawne czasy. Jeden z nich opowiedział przygodę z polonezem. Lata temu latał takim autem i patrolował co mu kazali. Napotkał na swojej drodze motocyklistę pozostającego ewidentnie pod wpływem alkoholu. Próba zatrzymania do kontroli spełzła na niczym. 70 KM ruszyło w pościg. Motocyklista był na tyle przytomny, że skręcił w leśną drogę i wywiódł pościg w grząski teren. Polonez osiadł majestatycznie na podłodze i na tym akcja pościgowa zakończyła się. Zaczęła się akcja ratunkowa. Radiostacja z bliżej nieokreślonych przyczyn nie pozwalała na nawiązanie łączności. Trzeba było iść i szukać pomocy. Szczęśliwym trafem napatoczył się sprzęt do zrywki drzewa. Jego kierowca, podobnie jak motocyklista, też zdradzał oznaki upojenia. Odpowiednio nastraszony zgodził się wyciągnąć auto z opresji. Jako nagrodę sierżant obiecał mu wystawienie "listu żelaznego". Tyle historii opowiadanej w barze. Po kilku latach od jej przedstawienia drugi z barowych rozmówców kontrolował zachowanie kierowców. Jedzie Opel Kadet. Niedbały, ale precyzyjny ruch suszarką i mamy go. Przekroczył dozwoloną prędkość. Na dodatek ciągnie wypakowaną do niemożliwości przyczepę ze złomem, a na pierwszy rzut oka samo auto wygląda jak kupka złomu. Stop! "Dzień dobry, kontrola drogowa, poproszę prawo jazdy i doku..." Nie zdążyła wybrzmieć jeszcze rutynowa formułka gdy kierowca oznajmił "Czekaj Pan, ja mam jokera!" i zaczął grzebać w schowku, z którego po chwili wyciągnął owiniętą w folię kartkę papieru. Podał ją i czekał z obojętną miną. Była to złożona na osiem części kartka z zeszytu w kratkę, pożółkła i przetarta na zgięciach, a na niej tekst "Ja starszy sierżant... uprasza się wszystkie służby o udzielenie pomocy..." na końcu zamaszysty podpis i pieczątka z tachografu. Kontrolujący zdębiał. To ta historyjka z baru była prawdą? Cóż było robić. Zasalutował i oznajmił "Jechać!" Być może do dziś kierowca Kadeta ma przekonanie, że dysponuje prawdziwym jokerem, który bije wszystko.

Jak to z junakami bywa nie obeszło się bez drobnego serwisu. Tym razem musiałem zająć się skrzynią w moim motocyklu. Od kilku dni było coraz gorzej. Biegi nie wchodziły, za to same wyskakiwały. Odpowiedzialny za ten stan rzeczy okazał się wałek przesuwek. Jakiś wiór musiał dostać się pomiędzy przesuwkę, a wałek i na wałku zrobił się zadzior. Blokował obracanie się tych elementów. Iglaczek załatwił sprawę.

Wiele rąk do pomocy i głów do podpowiadania.

Żabi Róg

naprawa skrzyni

Grunt do dobre oświetlenie. Boguś w roli lampy bezcieniowej.

naprawa skrzyni

Na tym skończę opowieść o biwaku nad Jeziorakiem. Były tam jeszcze inne opowieści, posiłki z przepastnego gara, objazd Jezioraka, wieczorny przylot Dakarka, powrót malowniczymi drogami gdzie 6 Junaków prowadzonych było przez Hondę, a stawkę zamykał Vulcan, odwiedziliśmy Syberię i jedliśmy tam,a jakże, lody... Oj żałuj Rudy, że nie byłeś z nami, żałuj Rudy.

Żabi Róg

Loczek i Grzegorz na rumakach Murzyna i Chudego.

rumaki Murzyna i Chudego

Podano do stołu. Jakon polewa Gancowi.

posiłek

Ciąg dalszy za rok?