na KOŃ do Tu

Uff, omalże cudem udało mi się uniknąć niebezpieczeństwa. Było tak. Kilka dni temu moja Kasiunia (żonka) z szelmowskim uśmiechem odezwała się w te słowy:
K (uśmiech): Mam zaproszenia na dwie osoby. Jedziesz ze mną?
P (z należytą uwagą): Mmmmm?
K (z gasnącym uśmiechem): Widzę, że nie cieszysz się?
P (z niepewną miną): Chmmm?
K (poważnie): To jedziesz, czy nie?
P (lękliwie): Kiedy?
K (groźnie): W najbliższy weekend.
P (słabym głosem): Dokąd?
K (głos podniesiony): Do Ciechocinka!
P (ostatnim tchem, głośno przełykając ślinę): Ciecho...cinka?
K (cierpliwie jak do dziecka): Tak, do Cichocinka do SPA. Będą tam masaże, maseczka na twarz, parafina na dłonie, pójdziemy do tężni...
P (z nieukrywanym zdumieniem): DO TĘŻNI? PARAFINA?
K (marszcząc brwi): Jak nie chcesz to zaproponuję Eli. Pojedziemy samochodem.

Uff, jeszcze raz się udało. Dla przypieczętowania zgody i sukcesu zapowiadam, że skoczę szybko do garażu wymienić żarówkę w migaczu, co miałem zrobić od kilku dni. "Dobrze, przy okazji przynieś z piwnicy walizkę. Tę małą." "Ok, za chwilę wracam!"

Przedni migacz? Luzik. Otwieram klapę silnika volwianki V70, przyświecam latarką i znajduję element, w którym tkwi żarówka. Pozornie luzik. Ale cóż z tego, że wiem gdzie, mam żarówkę, latarkę, na głowę się nie leje, kiedy konstruktorzy nie przewidzieli miejsca na rękę, dłoń lub choćby dwa palce którymi można byłoby element złapać i wykręcić? Kombinuję tak, siak i owak. No nie da się jak w pysk. Jak to zmienić w ciemnym lesie przy drodze? Idę na górę rzucić okiem w net. Może ktoś odkrył jak to sprytnie zrobić? Już wiem. To proste. Wystarczy śrubokręt, którym podważa się czarne wstawki w zderzaku, potem sztorcowa 12'tka i klucz torx plus kilka plastikowych spinek, zderzak precz, teraz sztorcowa 10'tka, rozpiąć 3 kostki i reflektor mam w dłoniach. Proste? No prościej się nie da. Ludzie!!! Nie powinni homologować aut, w których nie można zmienić podstawowych żarówek bez użycia narzędzi i bez przygotowania minimum na poziomie technikum samochodowego. To powinna móc zrobić każda blondynka (i blondyn też). Godzina z małym hakiem i jestem w domu z walizką. BTW, teraz już umiałbym wymienić tę cholerną żarówkę bez ściągania zderzaka. Tyle, że trzeba posłużyć się dużym śrubokrętem. Kto wozi w aucie duży śrubokręt? A sztorcowe 12'tkę i 10'tkę plus mały śrubokręt i torxy?

Skoro mam wolny weekend trzeba coś namotać. Słyszałem (czytałem), że Brzoza będzie wtedy w Białośliwiu. Może chciałby gdzieś razem śmignąć motorkami? Pytanie na liście Mazowieckiej, szybka odpowiedź i jesteśmy umówieni. W nocy z piątku na sobotę w Tucznie jest jakiś koncert w prywatnym klubie. Spotkamy się w Białośliwiu, to 340km z Warszawy. Stamtąd polecimy do Tuczna - niecałe 80km. Po koncercie przenocujemy w klubie, a rano polatamy po okolicznych lasach. Prawda, że brzmi fantastycznie?

Ruszam z pracy o 14:30, w Białośliwiu jestem przed 20. Pijemy herbatkę i ruszamy. Do Piły mam prowadzić, bo Brzoza nie ma lusterek, a chciałby mieć pewność, że się nie pogubimy po ciemku. Lecimy 10'tką. Ruch umiarkowany. Doganiam mały sznurek samochodów. Niby postawili zakaz wyprzedzania i namalowali podwójną ciągłą, ale malutki motorek jakoś się zmieści. Brzoza odpuszcza lecz po chwili znowu widzę w lustrach jego światło. Kolejna górka i kolejny sznurek. Tym razem Brzoza trzyma się z lewej strony na wysokości mojego tylnego koła jakby specjalnie blokował mi drogę. Zjeżdżam do prawej, Brzoza zostaje nieco w tyle. Teraz trójka, do środka i trzy auta zostają w tyle. Po dojechaniu do celu przyznał się, że faktycznie usiłował ograniczyć moją wolność :-)

Po drodze odwiedzamy w Pile garaż nijakiego Fosola. W nim pochylony nad Jawą z 59 roku Sofol czasami zwany Fosolem. Ciekawa osobistość. Ponoć tylko raz w życiu jechał na legalu motocyklem z aktualnymi papierami i akurat wtedy traf chciał, że jakiś zakręt był zbyt gwałtowny, lub prędkość zbyt duża, grunt że rama została pogięta. Na szczęście kierowca wyszedł bez szwanku. W pozostałych przypadkach wycieczki off-roadowe zawsze kończyły się dobrze.

Po drodze do Tuczna piękne drogi przez las. Lekkie mgły, wzeszedł księżyc w pełni i oświetla okolicę. Bajka.

W Tucznie Brzoza pyta lokalesa o klub Tu. Tu jakiś klub? W Tucznie? Tu? Nie słyszałem. Krótki telefon do koleżanki i znamy adres. Nie zdradzę gdzie to jest, bo to klub prywatny i to podziemny, czy też inaczej mówiąc underground'owy. Koncert zacznie się za chwilę. Jaka tam była wspaniała publika. Animatorzy to znajomi Brzozy z lat szczenięcych. Do tego ich znajomi i znajomi znajomych. Bar połyskuje dobrymi alkoholami, dym pięknie układa się w stonowanym oświetleniu, profesjonalne nagłośnienie, zaczyna się.... Gdzie ja jestem? Nagle wzrok pada na tablicę Tu, jak nic pozyskaną z tutejszej stacji. No jasne, jestem tu w Tu. Zespół KOŃ przenosi nas w inne stany świadomości.

(uwaga, film nie dla dziewczynek)


Impreza kończy się o piątej nad ranem. Mościmy się w palarni. Czas wsunąć się do śpiwora.

Wczesnym rankiem około dziesiątej za oknem słońce. Brzoza nie daje znaku życia. Na sali na kanapie jakieś zwłoki. Cicho wymykam sie na powierzchnię. Krótki spacer do sklepu. Po powrocie witam się z Brzozą. Złapał już kontakt z podstawowym stanem świadomości. Jemy, pijemy herbatę miętową z imbirem, żegnamy się z muzykami (jednego z nich Brzoza namawia na kupno WSK'i) i ruszamy w drogę. Lasy, żółte liście w promieniach słońca, śródleśne polany, bunkry, wejście zamknięte kratą, jeden z prętów odgięty, zwiedzamy, gruntowa droga przez las, błoto pryska na szybę kasku, grząski teren i kałuże na całej szerokości, ogień, woda pryska, obiad u rodziców Brzozy, nocna trasa do domu... było wspaniale :-)