nocne loty

Długie jesienne wieczory skłaniają do refleksji. Siedząc wygodnie na kanapie zastanawiałem się co bym odpowiedział gdyby ktoś spytał czy dałbym radę wysiedzieć w jednej pozycji przez sześć godzin w ciemnym, wilgotnym i zimnym pomieszczeniu, na dodatek w przeciągu? Brrr, na samą myśl robi się zimno.

Ktoś mógłby spytać: Nie masz chłopie nic lepszego do roboty tylko tak siedzieć na kanapie i myśleć o głupotach?  Niby racja, tyle że kanapa na której siedziałem była kanapą junaka, a myśli te zaczęły mnie nurtować gdzieś na drodze wojewódzkiej 214 między Warlubiem, a Skórczem. Ruszyłem z Księżyca nieco po piętnastej, koło Sierpca było już dobrze szaro, a od Brodnicy wbiłem się w lepką ciemność. Jeszcze światła Grudziądza i po przekroczeniu Wisły znowu kompletna ciemność. Termometr na reklamie przydrożnego baru pokazywał 4 stopnie. Kropelki wilgoci zawieszonej w powietrzu osadzały się na szybie kasku od zewnątrz, a wydychana para od środka. Długi jesienny wieczór nastrajał refleksyjnie. Wracając do pytania, odpowiedź nasuwa się sama: Pewnie, że nie dałbym rady wysiedzieć. A jednak na junakowej kanapie dałem :-) Jak to mówią, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Żeby nieco urozmaicić podróż za Bytowem temperatura, mimo że niezbyt wysoka jeszcze nieco spadła, tak że wcale jej nie było, a efektem spotkania cieplejszego i zimniejszego powietrza była gęsta mgła, przez którą przebijałem się przez 40 kilometrów. Szyba poszła w górę i spozierając nieco ponad okularami wypatrywałem prawego skraju jezdni. Na szczęście wojewódzka 209, i dalej krajowa 21, mają wymalowane oznakowanie poziome na satysfakcjonującym poziomie. Białe linie oprowadziły do przedmieść Słupska. Tu mgła ustąpiła. Parę znajomych ulic i przed dziesiątą byłem na miejscu.

Trzy dni pracy. We czwartek kwadrans po piętnastej odpalam w kierunku domu. Warunki akceptowalne. Temperatura się znalazła, było uczciwe 5 stopni, zachmurzenie pełne, opadów i mgły brak, wiatr północnozachodni, więc lekko z tyłu. Jeszcze jeden obowiązek. W kociołku pusto, trzeba dobrać nieco paliwa. Na wylocie z miasta odwijam na cepeen. Ładna nazwa - Independent. Do tego dystrybutory starannie oklejono folią, na której wydrukowane są rysunki polskich motocykli!!! Niestety Junak w wersji rajdowej widnieje na pompie z olejem. Ja leję z pompy ozdobionej SHL'ką i WSK'ą. Chwila sympatycznej rozmowy z kasjerem i można lecieć.

Plan jest prosty. Polecę bez zatrzymywania pierwszych 250km. Rozejrzę się za Orlenem, gdzie napiję się kawy, zjem coś ciepłego i zatankuję. Potem ostatnich 200km i meta. Proste? Proste :-)

W lasach za Kościerzyną droga bez pasów, ciemno, zaczęło lekko mżyć, pobocze zlewa się z drogą, zakręty... odruchowo zwalniam do 70km/h. Trzeba przejść na nawigację na przyrządy. Gmeram chwilę przy GPS'ie, z którym ostatnimi czasy nie mogę dojść do porozumienia. Kolejne ładowarki kończą współpracę po 2-3 godzinach. To wina słabieńkich wtyczek, które przez blaszki o grubości włosa jak na mysiej pipce mają przepuszczać 1-2A prądu. Do tego drgania i efekt znany. Brak zasilania. Jakoś jednak udało mi się naprężyć kabel zasilający tak, że wtyczka lepiej się rozpierała w gnieździe i urządzenie zaczęło działać. Dobra nasza. Przynajmniej będę wiedział w którą stronę jest zakręt

Powoli wraca pewność siebie. 80, 85, 90km/h, no dość tego, wystarczy. Widoczność słaba nie można szaleć. To samo muszą czuć kierowcy katamaranów. Jadą na tyle wolno, że większość muszę wyprzedzać. Gdy tylko oddalam się od auta na 100 metrów zazwyczaj zapala długie. On widzi, ale ja jestem kompletnie oślepiony odbiciem w lustrach. Podkręcam nieco i staram się urwać.

Jeden był naprawdę ambitny. To busik VW. Wyprzedzony zaczął się trzymać kilkanaście metrów za mną. Gdy przyspieszałem przyspieszał, gdy zwalniałem zwalniał i ciągle wisiał za mną. Na zakrętach, gdy z przeciwka coś jechało było to naprawdę niebezpieczne. Światła z przodu i w tyłu, kompletne olśnienie tak, że nawet nie widać co tam pokazuje GPS. Odbijam do prawej i hamuję gwałtownie przodem. Musi się na to nabrać. I tak się stało. Odbija na środek i wyprzedza. Ale zaraz zatrzymuje się blokując drogę i przez uchylone okno wylewa się potok potoczystej "polszczyzny". Jedynymi parlamentarnymi słowami, oprócz kilku łączników, jest "gdzie masz stop?". Patrzcie jaki dbający o bezpieczeństwo. Sprzęgło, jedynka, sporo gazu, gwałtowne puszczenie sprzęgła. Tego żaden busik nie da rady powtórzyć. Dogania mnie jednak po kilometrze i zabawa zaczyna się od nowa. Ostry zakręt, na chwilę znika z oczu, gwałtowne hamowanie, pobocze i stoję. Nie zauważył mnie i gdy wyszedł na prostą poszedł przodem.

dopisek 16 listopada - Jaki ten świat jest mały. Na liście Dzikiego Junaka pojawił się taki post:
No i okazało się że tym samochodem z którym Piotr miał przygodę był drugi Trafic z naszej firmy 😈
Dla zmyłki rejestracja WF.......
Chłopaki dziś się wygadali przy piwie.
Pozdrawiam
Czesio

Mimo kilku warstw ubrania robi się chłodno. Może bym i zmarzł gdyby nie zbawienny wpływ adrenaliny. Wszystko za sprawą przełącznika długie/mijania. Co kilka przełączeń odmawia posłuszeństwa. Zazwyczaj dzieje się to gdy dostrzegam światła auta mijającego zakręt. Guzik w dół, a tu CIEMNOŚĆ. Szybki ruch w górę. Tu też CIEMNOŚĆ. Kilka kliknięć i jest, STAŁA SIĘ ŚWIATŁOŚĆ. Adrenalina grzeje jak czekolada Milka na Orlenie.

Most na Wiśle, Grudziądz, Brodnica. Zaplanowana przerwa zbliża się. Staję na Orlenie, a tu kiszka, automat do kawy właśnie "się myje". Trudno. Jeszcze krótka (choć wtedy sekundy wydawały się wiecznością) walka w toalecie z 6 warstwami. Uff jeszcze raz się udało. Z tankowaniem i piciem wytrzymam jeszcze kilkadziesiąt kilometrów do Sierpca.

Cepeen w Sierpcu oferował wszystko czego mi było trzeba - paliwo, grzankę i ciepłą kawę. Zostało jeszcze tylko 135km. Przed dziesiątą zamyka się za mną brama garażu. Jesienne wycieczki mają swój urok, tak myślę w strugach gorącej wody pod prysznicem. Zaaferowany zapomniałem złożyć meldunek do kontroli lotów na Księżycu. Nazajutrz Krzych mi to wypomni. Obiecuję poprawę :-)

nocne loty