200.000 km

Nie ma złej pogody, są tylko źle ubrani motocykliści :-) Jak widać na poniższej fotce od młodych lat starałem się przedłużać maksymalnie sezon i jeździć mimo chłodów.

zimowa jazda

Pod koniec listopada wybrałem się w delegację do Szczecinka. W tej trasie miał nastąpić mały "jubileusz". Licznik mojego junaka po raz drugi pokaże same zera, czyli osiągnie 200 000 km. Dwójka jest w rozumie, bo producent liczników dał nam tylko 5 cyfr. Jak ten czas leci. To już dziesiąty sezon.

Z tej okazji na liście DJ pojawiła się okolicznościowa korespondencja, którą we fragmentach przytaczam, po części z wrodzonej próżności, a po części dla pokazania jaką frajdę może dać pozostawanie w kontakcie z Kamratami z DJ:


Witka.
Jakby co PiotrCuś ruszył z Księżyca w stronę Szczecinka.
Około 7 km przed celem licznik Jego Junaczka powinien po raz trzeci wskazać same zera :-)))
Tylko to tak nie do końca jest z kilometrami na Junaku.
Przecież w tym roku siedem tysięcy przejechał na Junaczku PawłaZ !!!
Czyli tak na prawdę to już ma 206 000 przejechanych ....
Pozdr
K54


:-))))
Miło mi, że chociaż przez parę km z tych 200tys, jechałem z Nim razem :-))))
Brzoza


20.30 meldował z Tucholi - kawka i troszkę rozgrzewki, bo zmarzł ...
-------------------------------------------------------------
A o 22 zameldował META !
Czyli pękło 200 000 km, a tak na prawdę z przebiegiem na Junaku Pawłowym to już 207 000 km
Wiwat PiotrC Krymski Wielki :-))))))))))))
K54


Gratulcje Piotrze :))
Duzo zdrowka i wielokrotności przebiegu
To kiedy do Wiednia na wycieczke ??
Pozdrawiam Asceta


Piotrze ;)
Odległość miedzy Księżycem i Ziemią to około 384.400 km. 
Kto kibicuje PiotrowiC by dojechał Junakiem na Księżyc? :) 
Jarek


Dla Piotra taka odległość to pestka. Z tego co wiem, bywa na Księżycu kilka razy w tygodniu.  ;)
Pozdro 
Stefan


Wielki, wielki Szacun i Gratulacje!!!
Musi u Ciebie Piotrze d...a twarda jak z mosiądza..., jak u ułanów z Grudziądza...:)))
Jeśli opublikujesz sposób na wytrzymałość, w szczególności w niskich temperaturach (i to-rzecz jasna-opatentujesz) to będziesz bogatym człowiekiem-czego Tobie życzę. A może wskażesz ten właściwy (teraz to modne poszukiwania) gen?
Serdecznie Pozdrawiam i życzę zdrowia!
KAMYK


Nieraz tak sobie mysle i z pewnoscia kiedys temu dam jakis wyraz, ze to co ludzkosc robila przez wieki to jest jeden wymiar, od paru dziesiecioleci skupiający się głownie na utrzymywaniu przy zyciu i ewentualnym uzytkowaniu siegajacym granic tego co bylo typowym dla czasow mlodosci Junaka.
Ty Piotrze pchnales rzeczy w zupelnie inny wymiar, jaki nigdy w historii Junaka sie nie pojawil, a przynajmniej mnie nic o tym jak dotad nie wiadomo. 
Byly w historii jakies ewenementy, Komarami przez Sahare, WSKa dookola swiata czy cus, ale to takie wiecej jednostkowe zdarzenia byly (no moze i czasy niesprzyjajace)  ale o Junaku w takich zastosowaniach historia milczy uparcie.
Tak wiec wpisales sie do historii Junaka wielkimi literami, pysznie w kruszcu rznietymi.
Pozdrowionka Jacot


Tak mnie wzielo na podsumowania i ja ledwo marne 80tys km najezdzilem przez ostatnie? 15 czy 16 lat juz bedzie. To przy 200000km w 10 lat w zasadzie wstyd wspominac na glos. 
Tyle, ze to glownie lokalnie do roboty, w pole i do sklepu.
Moze kiedys ,,klyymat" sie zmieni i gdzies zes Piotrem dalej pojade, takie tam marzenia :).
Pozdrawiam
Wulkan


Dziękuję wszystkim za życzenia :-) Dodam tylko, że nie jeżdżę celem bicia rekordów tylko dla czystej frajdy. I tej frajdy przez ostatnich 10 lat i 200.000 km miałem wiele. Z samej jazdy, ale też, a może przede wszystkim, z kontaktów z Wami i spotkanymi w trasie ludźmi. Dziękuję Wam wszystkim za spotkania w realu i poprzez DJ.
Raport z ostatniej trasy:
Warszawa - Szczecinek (310 km), start z Księżyca 15:20, lądowanie 22:00, temperatura powietrza 3,8-3,2 st. C, lokalne opady deszczu ze śniegiem i deszczu (w Chojnicach solarki na drodze), 10 km przed Szczecinkiem na liczniku 99999 i po chwili 00000 km
Szczecinek - Ujście - Warszawa (460 km), start 14:30, wypadek pod Piłą 16:30, niezbędne naprawy w Ujściu do 18:30 (prostowanie, odginanie, wymienianie), meta 1:20, temperatura powietrza 2,5-2,2 st. C, na zachodzie opady deszczu, lokalne mgły.
Sam smak motocyklizmu :-)))
pozdr PiotrC


Jako się rzekło w trasę ruszyłem z Księżyca. Wpominałem o tym kiedyś? Zawsze staram się tak zaplanować start żeby o Księżyc zawadzić. Kto tu bywał wie dlaczego, kto nie był powinien wpaść i zobaczyć co i jak. Krzychu, dzięki za wszytko :-) Te 200.000 km to w dużej części dzięki Tobie.

Pod koniec listopada zmrok zapada szybko. Jeszcze przed Płońskiem zrobiło się ciemno. Było też dość chłodno. Moja motocyklowa kurtka czasy świetności, choć wlaściwie świetna to ona nigdy nie była, ma za sobą. W chłodne dni motocykliści są jak cebula. Przypomina Wam to coś?

– Ogry są… jak cebula!
– Śmierdzą?!
– Tak… nie!
– Bo się od nich płacze?
– Nie!
– Bo jak się zostawi je na słońcu to robią się brązowe i rosną im włoski?
– Nie! Ogry mają warstwy! Rozumiesz, ogry mają warstwy – cebula ma warstwy. Ogry mają warstwy.
– Wiesz, nie wszyscy lubią cebulę…

Nie wszyscy lubią, ale to pozwala zachować nieco ciepła w organizmie. Podkoszulka, 2 x bluza termiczna (przyznam, że dość liche), lekka kurtka, kurtka motocyklowa i na to przeciwdeszczówka. Na dole gacie termiczne, spodnie cywilne, spodnie motocyklowe i spodnie przeciwdeszczowe. Z butami największy problem. Trudno tu o metodę "na cebulę". Mam niby ochraniacze przeciwdeszczowe, ale wygląda to tak pokracznie, że zachowuję resztki godności i z nich rezygnuję. W stopach czucie stracę najszybciej. Na dłonie rękawice motocyklowe i jednopalczaste rękawice od wody i wiatru. Jeszcze śliniak z windstopperem, kominiarka, kask i można jechać. Ponieważ procedura ubierania się zajmuje minimum 10 minut staram się jak najrzadziej stawać.

Przed Płońskiem zaczyna mi się zjazd poziomu cukru. To nie pojęcie naukowe i nie jest poparte żadnymi badaniami, ale czuję, że jak nie zjem czegoś to będzie źle. Gdy lecimy w trasę z Krzychem on zawsze dba o ten poziom i ma coś (zazwyczaj gotowane jajka) dla jego podtrzymania. Teraz nie mam wyboru i atakuję Orlen. Kilka ciepłych pierogów i herbata z mlekiem rozwiązują kwestię głodu. Przy okazji tankuję. Z sakwy wyciągam jeszcze pas nerkowy, bo coś ciągnie od dołu.

Sierpc, skręt na Rypin, Rypin, Golub Dobrzyń, Wąbrzeźno. Teraz 29 km po remontowanej drodze. Gdzie ukryli asfalt? Raz jest połówka nawierzchni z prawej, raz z lewej. Oznaczenia iluzoryczne, zwłaszcza w nocy. Lecę parę kilometrów strasznymi wertepami lewą stroną. Naraz po prawej mija mnie auto jadące z przeciwka. Ciekawe, który z nas był na asfalcie? Chełmno, most na Wiśle. Termometr wskazuje 3,2 stopnia. Tuchola - postój na czekoladę Milka. Ciepła i ma cukier. W normalnych okolicznościach nie biorę tego paskudztwa do ust, co innego w trasie. SMS do Krzycha. Wiem, że denerwuje się. Może to go uspokoi.

W Chojnicach na drodze solarka. Spodziewają się mrozu? Kawałek DK 22 do Człuchowa, potem DK 25. Zaczyna się deszcz ze śniegiem. W Rzecznicy skręcam w drogę wojewódzką 202. Ładnie wymalowane pasy na środku i skraju. Taki prosty zabieg, a jak podnosi bezpieczeństwo. DK 20. Gwda Wielka. Tu licznik przekręca się z 99999 na 00000.

Szczecinek. Na wlocie czerwone przy budowie obwodnicy. Silnik przerywa parę razy i gaśnie. Wszędzie woda. Zapala za trzecim razem. Hotelik Orzeł. W recepcji przy płonącym kominku ogromniasty motocykl. No zaczęło się. Recepcjonistka i właścicielka w jednej osobie woła męża. Gadamy o wspólnej pasji z pół godziny. Trochę się dziwili, że o tej porze i w taką pogodę można jeździć na motocyklu. Oni nie męczą swojego.

Ustawiam junaka pod wiatą. Tu mu będzie dobrze. 5 minut pod gorącym prysznicem przywraca krążenie w stopach. Czas na odpoczynek.

Rano gospodarz wyszedł żeby kibicować przy odpalaniu. Junak nie zawiódł. Zagadał za pierwszym razem :-)

Do 14:30 praca, a potem start do Czarnkowa. Ostatnio poprzez Jacka Tomaszewskiego skontaktował się ze mną przesympatyczny gość z bogatą historią motocyklową, który zapragnął mieć jeszcze junaka. Z głosu i zachowania to wielce energiczny człek. Postanowienie w ciągu 2 tygodni wcielił w życie i w ostatni weekend stał się szczęśliwym posiadaczem. Teraz trzeba tchnąć nowe życie w zachowanego w oryginale czerwonego janka. Chciałem poznać właściciela i obejrzeć motocykl.

Pomykam DK 11. Przed Piłą zaczyna padać i robi się ciemno. W mieście na wylocie na Poznań zrobił się mały korek. Ot światła, jakiś traktor, deszcz, ciemno... Na światłach prawie dałem radę zdobyć pole position. Zabrakło 2 miejsc. Startowałem z 3'go. Za miastem droga wiedzie przez pola. Z przeciwka wiele aut, brak możliwości wyprzedzenia. Żadnych dróżek w bok, z prawej namalowana ciągła linia, 80 cm asfaltu, pobocze i rów. W najśmielszych snach nie przyszło nikomu do głowy, żeby ktoś tu mógł wykonywać jakiś manewr (chyba nawet w takim miejscu nie wolno stawać).

Wszyscy jechali z małymi odstępami, jak to po ruszeniu z korka. I naraz pierwszy, bez kierunku, zjechał na ten wąski margines i gwałtownie zahamował, drugi hamował jeszcze gwałtowniej próbując uciekać na środek (nie mógł ominąć przeszkody, bo z przeciwka szedł duży ruch). No a trzeci, czyli ja, hamował ile się dało, ale trochę zabrakło. Chroniłem przednie zawieszenie omijając drugiego gwałtownym skrętem ku prawej stronie. Ten manewr w połączeniu ze śliską nawierzchnią i hamowaniem sprawił, że motocykl się położył, uderzywszy uprzednio w tylną lampę i wgniatając błotnik drugiego. Czwarty stanął o centymetry od moich nóg. Gdy wysiadł z auta minę miał przerażoną.

Sprawca zamieszania postał chwilę, po czym oddalił się w siną dal. Wszyscy zgodnie orzekli, że to jego wina, ale w efekcie to ja pisałem oświadczenie.

Strat wielkich nie było. Połamana ramka reflektora (ta przykręcana do żółwia), wyrwany reflektor, pogięta zewnętrzna ramka, kierownica w jedną , a koło w drugą stronę, zgięty żółw, pogięte podnóżki, zablokowane biegi i kopnik. Kanapa wyrwała tylne mocowanie (tam nie mam śruby tylko łączenie "zatrzaskowe"), a ze schowka pod kanapą wysypały się części zamienne. Łańcuch napędowy i sprzęgłowy miła pani z któregoś z aut z tylu znalazła.

To chyba tyle. Tyle, że nie widziałem motocykla za dnia, więc pewności nie mam. Na szczęście kolumny tylko się przekrzywiły w półkach, co dało się wyprostować. Żarówkę zmieniłem, lampę złożyłem za pomocą izolacji (świeciła w górny prawy róg bramki, w samo okienko). Podnóżki zostały pogięte, ale tak ustawiłem lewy, że biegi dało się zmieniać. Trzeba było cofać wajchę nogą, bo tarła o podnóżek. To samo z kopnikiem. I tak wstępnie polepiwszy biedaka pojechałem za drugim do Ujścia. Na szczęście zapisał sobie mój numer telefonu.

Najpierw razem zajechaliśmy na pocztę. Drugi miał odebrać przesyłkę. Niestety drzwi urzędu pocztowego zaryglowali 2 minuty wcześniej. Niezwykle sympatyczny gość, nie zważając, że uszkodziłem mu auto zaprosił mnie na herbatę do siebie. Wystartował z parkingu. Ja walczyłem z blokującym się kopnikiem. No i się zgubiłem, czy też raczej zgubił się on. Potem śledziłem jakiegoś obcego faceta. Zajechałem za nim pod dom i przestraszyłem podchodząc i gadając od rzeczy. Potem się znaleźliśmy z drugim. Potem u niego na podwórku wykonałem niezbędne poprawki. Gadaliśmy z pół godziny. Ja o wyprawach motocyklowych, on o dzieciach i wnukach w Anglii. Żegnaliśmy się jak dobrzy znajomi. Potem na CPN'ie wprowadziłem korekty i tak dojechałem do domu. Trasa Ujście - dom 370 km przez Bydgoszcz, Toruń, Włocławek, Płock, Zakroczym z jednym postojem. Zimno lecz bez opadów.

Drzwi garażu zamknęły się o 1:20. Jeszcze tylko pies zbudził mnie o 4:30 i zmusił do wyjścia na krótki spacer. Jak przyjemnie potem było wskoczyć pod jeszcze wygrzaną kołdrę. Do 7:15, kiedy to musiałem wstać i wyprowadzić psy na spacer wyspałem się zacnie.

Ot i wszystko :-)