styczniowe zimno ciepło

Zima przyszła dość późno. Dopiero w drugiej dekadzie stycznia spadło nieco śniegu. Spadł, poleżał i zaczął się rozpuszczać. Trzeba korzystać z okazji, bo któż wie czy jakiś mądrala nie znajdzie sposobu na globalne ocieplenie. Nadarzyła się wspaniała okazja do korzystania z uroków bezśnieżnej zimy. Muzyk poprosił mnie o kupienie od Jacka z Osiecka kilku kółek, osiek i innych gratów. Do junaka długodystansowego też coś by się przydało.

SMS od Jacka: graty gotowe, możesz wpaść. Termometr wysunął ciekawie słupek powyżej zera. Co prawda na poboczach leży zmarznięty śnieg, ale jezdnia czarna, bez lodu, i do tego sucha. Dolina Służewiecka, Sikorskiego, most Siekierkowski i już jestem po azjatyckiej stronie Wisły. Do Otwocka slalom pomiędzy samochodami, potem luźniej.

Nagle silnik krztusi się akurat w momencie gdy jestem na wysokości przedniego koła wyprzedzanego samochodu. Rzut oka na manetkę ssana. Bingo - przesunięta w skrajne przednie położenie - czyli przesłona ssana zatyka gardziel pegaźnika. Ruch kciukiem - manetka wraca w prawidłowe położenie. Manewr wyprzedzania zakończony, ale uparta manetka znowu wędruje do przodu. Poluzowała się śruba mocująca to ustrojstwo. Podpieram ją kciukiem i lecę dalej. Nie jest to łatwe, bo nie ma jak dobrze zacisnąć dłoni na gazie. Przez chwilę trzymam ssanie lewą ręką. Prowadzenie jedną ręką bez możliwości używania sprzęgła, do czego potrzebna jest lewa, teraz zaangażowana przy ssaniu, nie jest bezpieczne. Za rondem przy krajowej 50'tce zjeżdżam na stację gdzie poprawiam ssanie.

Bez dalszych przygód docieram do warsztatu w Osiecku. Serdeczne powitanie z załogą i rutynowe zapoznanie się z prowadzonymi pracami. Żwiro montuje przody do rusków, Grażyna walczy z silnikiem Osy, tu coś się toczy, tu nacina. Jacek przygotowuje diamentowe osełki do honowania. Nówki to koszt ok. 2000 złociszy, zrobione samodzielnie wychodzą po 200. Słowem warto się postarać.

Asystuję Jackowi i gadamy o cenach. Kamienna osełka do otworów w przeciwwagach junakowego wału kosztuje 50 złotych i starcza na 1-2 wały. Jacek za obróbkę otworów bierze 50 złotych. Diamentowa starczy na kilkadziesiąt wałów. Warto się postarać.

Wiesz jak to jest z płaceniem? Raz robiłem gościowi robotę za 3300 złotych. Przelał mi 2500 na konto i umówiliśmy się, że resztę dopłaci przy odbiorze. Przyjechał z żoną, której nie chciał zdradzić ile wydaje na swoje hobby. Przy niej wręczył mi 800 i udawaliśmy, że to cały koszt. Ona popatrzyła na zapakowane graty i wyciągnęła z mężowskiego portfela 2 stówy mówiąc "Boguś dołóż Panu jeszcze 200 złotych, bo 800 to za mało za taką ładną pracę".

Pogadali, graty spakowane, czas wracać. Przed warsztatem ślisko - żywy lód. Na szczęście jezdnia sucha. Na moście przed Górą Kalwarią +2,4 stopnia. Chłodno, ale do domu tylko 50 kilometrów. Pomiędzy Górą Kalwarią a Konstancinem zrobiło się gorąco. Nie, to nie sprawka globalnego ocieplenia. To z z prawej strony z bocznej drogi, kilkadziesiąt metrów przede mną, wysuwa się volwianka. Koła zablokowane, a auto sunie. Nie bardzo jest gdzie wiać, bo z przeciwka coś jedzie. Naraz złapał przyczepność i stanął blokując tylko połowę mojego pasa. Pozostała połowa, może nawet była to "mniejsza" połowa, wystarczyła żebym zmieścił się pomiędzy autami. Na tej ekstra dawce adrenaliny dojechałem do domu w komfortowej temperaturze. Lekki dreszczyk emocji nieźle grzeje. Szczerze mówiąc lubię to uczucie :-)

styczen 2018