jak Burt Munro

Sucho, słonecznie, można śmigać. Drogi pokryte są warstewką soli, niczym w Bonneville, gdzie Burt Munro bił rekordy prędkości :-)

Sól podnoszona przez wir powietrza za samochodami kłębi się w powietrzu i wlatuje do płuc i filtra powietrza. Ciekawe czy to zdrowe? Na wszelki wypadek oddycham przez szmatę. Filtr powierza trzeba będzie wyczyścić. Byle do wiosny.

Przed pracą śmignąłem do Osiecka. Na bagażniku i w sakwach kilka gratów do zrobienia. Szkoda, że nie mam więcej czasu. U Jacka zawsze jest wiele do zobaczenia i mnóstwo tematów do obgadania. Dziś dzielna ekipa kończy partię głowic. Wśród nich jedna dla mnie, a właściwie do junaka, którego składam dla R. Skąd się bierze tyle głowic? Gdzie te junaki się kryją?

Żwiro zapina zawory. Teraz próba szczelności za pomocą pompy próżniowej. Ssanie, wydech... głowica trafia w kobiece ręce i po chwili owinięta w folię bąbelkową ląduje w pudle do wysyłki. Pełna profeska.

Jeszcze rzut oka na wahacz (też dla R). Ostatnie operacje i będzie do odbioru. Pozostaje wał, cylinder, amortyzatory i koła. Cała partia kół właśnie jest na tapecie. Wały będą "szły" w przyszłym tygodniu. Widać, że planowanie prac zaczyna przynosić efekty. Dla klientów to dobra wiadomość. Gorzej dla załogi. Żwiro ziewa z nudów nad dwudziestą z rzędu głowicą. Dawna partyzantka zamienia się prawdziwą fabrykę.

Uściski dłoni z załogą i lecę do roboty.

Termometr przy moście w Górze Kalwarii pokazuje 0,1 stopnia. Zima powoli się kończy.

Wieczorem okazało się, że pogłoski o końcu zimy były nieco przesadzone. Entuzjaści opadów, o ile tacy istnieją, mogą czuć się usatysfakcjonowani. Grad, śnieg i deszcz. Wszystkiego po trochu. Jezdnia mokra, pod oponami chrzęści przymarzający śnieg. Ostrożnie!!!