bałwan na drodze

13 marca
Kompresja w moim silniku przeszła do historii. Od jakiegoś czasu trudno było wyczuć w którą stronę porusza się tłok. Co tam mamy? Ssanie? Sprężanie? Mimo to zapalał od pierwszego kopa, na długich dystansach pomykał 90-95km/h. Czyżby kompresja to były przesądy światło ćmiące? Może i przesądy, ale jakieś minimum przyzwoitości istnieje. No i dziś zostało przekroczone. Przy moście Śląsko-Dąbrowskim silnik zgasł i nie udało się go ponownie uruchomić. Telefon do Krzycha: "Stoję pod zamkiem. Jesteś na Księżycu?" Krzych: "Na Księżycu już mnie nie ma. Stój gdzie jesteś, nie ruszaj się! Za chwilę oddzwonię." W 5 minut zorganizował akcję ratunkową. Brzoza podpiął lawetę do balzaczkowego auta, Quba usiadł za kierownicą i po 20 minutach mieliśmy motocykl na przyczepie. Dziki są niezawodne :-)

Dla wzmocnienia lecimy z Qubą na wietnamskie żarełko, a potem spędzam wieczór na Księżycu. Wydech i bak precz. Poluzować dolną śrubę magistrali i odkręcić płaskownik mocujący głowicę do ramy. Dekielek wydechu dynda na lince. Teraz 4 śruby i głowicę mam w rękach. Benzyna wlana do niej wycieka przez  zawór wydechowy. To tędy zwiewała kompresja.

Chwila poszukiwań i w skrzynce pod jedną z szafek warsztatowych znajduję ścisk stolarski. Robi wrażenie swoim rozmiarem i lekko archaicznym sznytem :-) Trójnik hydrauliczny zawsze mam w motocyklu. Razem ze ściskiem składają się na przyrząd do rozpięcia zaworów.

przyrząd

Odwiedziny Muzyka. Jak zawsze coś mu się udało ukręcić. Jak mawiał Znaczy Kapitan "znaczy za silny". Teraz wpadł dotoczyć tulejkę. Ogląda zawór i stwierdza, że grzybek wygiął się. Na wyginaniu Muzyk się zna. Z sakwy wyciągam nowy zawór. Próba dotarcia z gniazdem nie kończy się sukcesem. Bez frezowania gniazda się nie obejdzie. Na dziś trzeba kończyć działania.

14 marca
Z rana lecę do Osiecka. To oni regenerowali 2 lata temu głowicę. Cała załoga w komplecie. Serdeczne powitanie. Musiałem mieć żałosną minę, bo bez słowa Grażyna rzuca robotę i ogarnia moją głowicę. "Ile na niej zrobiłeś?"  "44 tysiące."  "Sporo, ale chyba wystarczy podfrezować gniazdo. Prowadnica jeszcze polata." Frezowanie, docieranie... jeszcze rzut oka na stronę ssania. Zawór, prowadnica i gniazdo bez jakichkolwiek śladów zużycia. Ale kamień w dźwigni wytłuczony niemiłosiernie. Żwiro wybija stary kamień i przygotowuje nowy. Jacek osobiście wbija go. W tym czasie Grażyna wyczyścił nagar, poskładał całość, sprawdził za pomocą pompy podciśnieniowej. Włożył dźwignię i mam w rękach sprawną głowicę. Dobrze mieć taaakie układy :-)

15 marca
Po pracy kierunek Księżyc. Złożenie wszystkiego zajmuje półtorej godziny. Próba. Za trzecim razem zagadał. Kompresja przyzwoita. Ponieważ przyjechałem autem, które jutro będzie potrzebne żonie motocykl zostaje. Może jutro z rana pospawają mi tłumik, w którym wypatrzyłem dziurkę. Na dziś koniec atrakcji.

16 marca
Z rana kurs metrem przez całą Warszawę. Potem 203 i po godzinie od wyjścia z domu ląduję na Księżycu. Tłumik już pospawany. Gang Olsena jest niezawodny. Szybki montaż i lecę do roboty.  Kompresja jednak nie jest przesądem. Dokłada parę kilometrów do prędkości, którą testuję na S8 w drodze do firmy. Wiosna się skończyła. Pojawiają się pierwsze płatki śniegu. Temperatura? Nie ma temperatury. Po południu nad Warszawę nadciąga śnieżna zadymka. Zmykam zanim wszystko zasypie.

Jak mawia porzekadło "w marcu jak w garncu" i dziś po kilku dniach wiosny mamy piękną zimę. I co moje piękne oczy widzą? Jakiś bałwan oblepiony śniegiem pomyka na motocyklu w zawiei śnieżnej, i to junakiem. Na szczęście obeszło się bez nieszczęścia, choć na jednym z zakrętów musiałem podpierać się nogą  :-)

icm
obraz temperatury wg https://nowe.meteo.pl/