boogie-woogie w Szczecinie

Dzien dobry,
to jest Dona Oxford
https://www.youtube.com/watch?v=-y_YM1ikva0
https://www.youtube.com/watch?v=7HGfO_NkP-o
a to bilety na jej koncert za miesiąc w Szczecinie, https://bilety.fm/pl/muzyka/...
Czy taki koncert byłby dla Was wart wycieczki ?
Z pozdrowieniami,
Bohdan

Taki mail przysłał Bohdan do mnie i Krzycha w połowie marca. Boguś to trzeci uczestnik planowanej na lato wycieczki do Kirgistanu. A że to człowiek niezwykle metodyczny, przewidujący i poukładany wykombinował, że wypad do Szczecina może być okazją do treningu wspólnej jazdy.

Po cóż trenować? Się kopie, się siada i się jedzie :-) To takie proste. Niby proste, ale dla wspólnego bezpieczeństwa lepiej znać przyzwyczajenia i styl jazdy członków peletonu. My z Krzychem znamy się jak łyse konie. Drobny gest ręką, czy skinienie głowy, i wiemy co i jak. Wiem na co mogę sobie pozwolić przebijając się przez korek, a czego Krzych nie zdzierży. Wiem kiedy mogę wyprzedzać, kiedy trzeba odpuścić, z jaką prędkością mogę przelecieć zakręt. Nie dziwię się gdy raptem Krzych znika z pola widzenia. Czasem mimo wiedzy o akceptowalnej przez niego prędkości nieco się zagalopuję. Wtedy odpuszcza i jedzie swoim tempem, by po chwili dogonić mnie na prostej. Czasami znika, bo zauważy jakąś zwiewną i kusą sukienkę, która umknęła mojej uwadze. Słowem stanowimy dość zgrany zespół.

Boguś tych subtelności nie zna, a chciałby się w nich orientować. My z kolei też możemy wiele nauczyć się od niego. To niewiarygodne, ale w blisko 40'to letniej karierze kierowcy zapłacił tylko 3 mandaty!!! W tym jeden za zawracanie w środku nocy, na kompletnie pustej drodze, w miejscu do tego formalnie nie przeznaczonym, ale w szczytnym celu sprawdzenia czy aby jakaś kiwająca się przy drodze zwida nie była policmajstrem zatrzymującym do kontroli. Traf chciał, że tamta zwida musiała być jakowymś krzakiem, a w zaroślach w miejscu zawracania czaili się policjanci z krwi i kości. À propos policji i ich wyposażenia. Bohdan mógłby służyć im do wzorcowania suszarek i kręcenia filmów instruktazowych. Jak na znaku stoi 70, on jedzie 70 km/h, jak teren zabudowany to 50 km/h. Linia ciągła więc nie wyprzedza, zmiana świateł na żółte hamuje, korek stoi i on stoi.

W drodze powrotnej zostałem pochwalony. Okazało się, że pod koniec nie przekraczałem już wszystkich ciągłych, kilka razy zwolniłem do 65 km/h w terenie zabudowanym, a nawet odpuściłem przebijanie się na pole position przed skrzyżowaniem :-) 

Krzych niestety nie mógł się wybrać. Wymiana liczników i rur to nie sprawy dla dziewczynek, a dla prawdziwych facetów, więc nie mógł zostawić żony z ekipą hydraulików. Mnie udało się z żoneczką wynegocjować wolny weekend.

Początek nie był całkiem bezproblemowy. Umówiliśmy się o ósmej rano na pobliskim CPN'ie. O szóstej wyprowadziłem psy. Starej Mufce dałem lekarstwo. Nakarmiłem zwierzaki. Z Kuskusem pojechałem do lasu żeby nieco pobiegał. Potem kolejny spacerek z Mufką, bo leki na odwodnienie zaczynają działać po godzinie. Jeszcze szybkie pakowanie, jeszcze jedno siku (nie moje) pod śmietnikiem i lecę do garażu. O 8:05 już wciskałem kask na głowę gdy zadzwonił telefon. To Boguś. Czeka od dziesięciu minut. Już lecę. Dziesięć po melduję się na stacji. Jeszcze tankowanko i możemy jechać.

W tym czasie ludność, skuszona wspaniałymi prognozami pogody, wsiadła w auta i ustawiła się w korku akurat na naszej drodze. Co to dla nas korek. Śmiało na przód. Boguś trzyma się dzielnie. Przebijamy się na pole position. Zmiana świateł, sprzęgło, jedynka (nie można wrzucić zawczasu, bo sprzęgło nieco ciągnie), sporo gazu, strzał ze sprzęgła i gnam. Rzut oka w lustro. Boguś stoi i rozprawia o czymś z kierowcą katamaranu. Zjeżdżam na pobocze za skrzyżowaniem. Po chwili podjeżdża mazda i Bohdan. Z auta wysiada kierowca i jego rozjuszona żona. Lecą i oglądają tylny zderzak. Na nieskazitelnym i czyściutkim lakierze lekkie przytarcie. To efekt spotkania z kufrem motocykla. Zapewniam poszkodowanych, że to moja wina, że kolega NIGDY, ALE TO NIGDY nie przebija się przez korki, a teraz starał się nie zgubić. To oczywiście niczego nie tłumaczy, ale nieco rozładowuje atmosferę. "Piszemy?!!!" pyta pasażerka, "No nie wiem, właściwie niewiele się zadrapało..." waha się kierowca. Proponuję, żeby wymienili się telefonami i obiecuję, że umówię się i spoleruję to zadrapanie zaraz po powrocie w wycieczki. Propozycja została przyjęta. Możemy jechać.

W kilku kolejnych korkach na Wisłostradzie jadę potulnie odpychając się nogami. Pokory starczyło mi do Łomianek. Tu na szczęście jest z prawej strony pas przeznaczony tylko dla motocyklistów. Żeby być całkowicie zgodnym z prawdą to o tym przeznaczeniu nie wie inżynier ruchu i zarządca drogi, ale pas jest za wąski na samochód, oddzielony linią ciągła i w sam raz na motocykl. No więc spełnia "ustawowe" wymogi pasa tylko motocyklistów.

Ciepło, ale nie upalnie, delikatna zieleń rozwijających się liści, gdzieniegdzie kwitnące drzewa owocowe... bajka :-)

boogie woogie

Kilka dni temu przebudowałem tłumik. Zaczął tłumić dźwięk silnika, a przestał tłumić jego moc. Do tego nowo podfrezowane gniazdo (było mocno wypalone), nieco kompresji i całe 19 kucyków mechanicznych drze jak głupie. Dla hondy Bohdana to pestka, ale mój junak musi się napocić żeby pomykać 90-95 km/h. Taką prędkość udaje mi się utrzymywać przez większą część trasy. Odpuszczam tylko w terenie zabudowanym. Teraz to chyba nazywa się "obszar zabudowany", ale mi wbiło się do głowy stare pojęcie i stary limit prędkości.

Siódemką do Modlina, potem 62 do Płocka, stary most na Wiśle i dalej w kierunku Włocławka. Nad zalewem zarządzam postój. Ile razy tędy jadę staram się wpaść na rybkę.

boogie woogie

Lubię takie oswojone miejsca. Ile ich jest w całym kraju? Tu stałem, tam jedliśmy, tu wciągaliśmy przeciwdeszczówki, tu naprawiałem, tam...

Przed Włocławkiem mijam jedno z takich miejsc. Kilka lat temu, ciemną nocą zrobiło się zwarcie w instalacji. Stanąłem na poboczu i szukałem przyczyny. Za mną ustawił się samochód. Zgasił silnik, ale świateł nie wyłączył. Po półgodzinie instalacja działała, i gdy pakowałem narzędzia kierowca wyszedł z auta i spytał czy wszystko w porządku, bo jak nie to zaprasza do siebie na nocleg. Od słowa do słowa okazało się, że poprzedniego dnia zmarła jego żona, a on kręci się bez celu po okolicy nie chcąc wracać do pustego domu. Potrzebował pogadać z kimś żywym.

Orlen na wlocie do Włocławka. Tu kiedyś ratowałem zalaną olejem prądnicę. Pomagałem też wtedy roztrzęsionej kobiecinie, która zatrzasnęła w aucie kluczyki i śpiące dziecko. Z jednym z tankujących kierowców pojechali po zapasowe kluczyki, a ja z kluczem w ręku stałem i miałem za zadanie zbić szybę gdyby maleństwo obudziło się i wymagało pomocy.

Na tym zakręcie wyleciałem kiedyś z drogi przez jedyną w okolicy przerwę w barierach, gdy gapiłem się do tyłu na wydech, z którego walił dym jak z lokomotywy po wlaniu do baku oleju napędowego.

Teraz Bohdan przejmuje inicjatywę. Jeżeli chcesz to pokażę ci miejsce gdzie, jak miałem 12 lat, spędziłem z mamą i bratem zimowe ferie. Pałac w środku niczego, dookoła pola, zima, śnieg. Wczasy FWP. Nuda w czystej postaci. Przyjechaliśmy tu Fiatem 508 mojego dziadka. Auto nie miało ogrzewania. O zimowych oponach nikt wtedy nie słyszał. Mama zawinięta w koc prowadziła. Ja na przednim siedzeniu pełniłem funkcję pilota. Do moich obowiązków należało też odszranianie szyby zarówno od środka jak i od zewnątrz.

boogie woogie
pałac w Lubostroniu

Tankowanie w Nakłe nad Notecią. Naraz daje się słyszeć basowy gang. To 5.7 litra i 350 KM zaklęte w silniku V8 pod maską Chevroleta Camaro na żółtych blachach. Za kierownicą Murzyn. Szkoda, że nie mam aparatu, więc Państwo tego nie zobaczą :-(

Od Nakła do Szczecina lecimy 10'tką. W Szczecinie wbijamy do Centrum Żeglarskiego. Mają tu nowo wyremontowany hostel. Czysto, miło i niedrogo. Telefon do Arka. Po półgodzinie zajeżdża po nas autem i razem jedziemy na koncert Dony Oxford. Ma kobiecina parę. Gra na klawiszach i śpiewa. Wulkan energii. Może choć ułamek emocji znajdzie się na filmiku?

boogie woogie
od lewej: Arek (kamrat z Dzikiego Junaka), Donia, ja i Bohdan

boogie woogie

Po koncercie zwiedzamy Szczecin, podziwiając miasto jak japońscy turyści przez szybę samochodu. Arku WIELKIE DZIĘKI za towarzystwo.

W niedzielę powrót. Tym razem bokami przez pola i lasy. Czasami droga miała szerokość na jeden samochód, czasami asfalt przechodził w szuter i piach. Cieplutko, słońce, nieśmiała zieleń.. nie ma lepiej :-)

boogie woogie
poprawki rozkręconego tłumika

boogie woogie