dzień 4: hardcorowy powrót

Pobudka o 4:45, pakowanie i start o 5:45 jeszcze po ciemku. Mgła, ciemno, chłodno i do domu daleko. Po godzinie wzeszło słonko i zrobiło się przyjemnie.

harz


harz

"Regulacja" hamulca. Ktoś nad nami czuwał :-)  Krzych dojechał do dystrybutora, a gdy chciał przestawić motor okazało się, że ma zablokowany hamulec. A co by było gdyby to stało się wczoraj na zjeździe z górki na pazurki?

harz

Po rozebraniu okazało się, że pękła okładzina jednej ze szczęk i dostała się pomiędzy szczękę i bęben hamulcowy. W konsekwencji pękła sama szczęka i trzeba było kontynuować jazdę bez hamulca tylnego.

harz

Przerażająca pustka. Czy te wsie i miasteczka w DDR są wymarłe? W wielu z nich nie spotkaliśmy żywego ducha zarówno jadąc w piątek jak i w niedzielę. Dosłownie NIKOGO!!!

Stary WSK'arz wyjaśniał przyczyny tej absencji. Oni ponoć siedzą w domach i oszczędzają EUR'o.

harz

Krzych częstował jajeczkami na twardo. Jak za starych dobrych czasów :-)

harz

Potem to była już sama jazda i "regulacje". Nie mieliśmy sił i czasu robić fotek. "Regulacja" iskrownika w moim Junaku polegająca na jego wymianie na zapasowy, ponowna "regulacja" polegająca na wyrzuceniu kondensatora, kilkukrotne "regulacje" gaźnika polegające na wylewaniu wody wytrącającej się na naszych oczach z paliwa i hit kolejki "regulacja" łańcucha!!!  O godzinie 00:10 na autostradzie pod Poznaniem pękł mi łańcuch. Chłodno, ciemno choć oko wykol, wąskie pobocze, sznur ciężarówek i trzeba było sobie poradzić. I poradziliśmy sobie choć leżąc pod motorem miałem wrażenie, że ciężarówki łaskoczą mnie w stopy.

harz

Potem Krzych tak około 2:30 stwierdził, że nie jedzie tylko w moim towarzystwie ale jest z nami jeszcze jeden ja, następnie tych dwóch ja zlało się w jednego niedźwiedzia!!! Tego Krzychowi było za dużo. Wyprzedził mnie, żeby nie oglądać tych przerażających metamorfoz. I wtedy ja miałem swoją porcję horroru patrząc na Krzycha dryfującego ze środka prawego pasa w stronę lewego. Jakimś cudem "odbił" się od linii i powrócił na prawo nie dając ciężarówce szans na... lepiej nie mówić i nie pisać. Było ostro!

harz

Po 26 godzinach w trasie Krzych, a po chwili ja (w między czasie "regulowałem" w Błoniu iskrownik zamieniając go na Krzycha zapas) dotarliśmy do łoboorki. Home, sweet home!!!
 
harz
Nieco zmęczeni ale szczęśliwi kombinujemy już nad następną wyprawą.

harz

Do zobaczenia w trasie!!!

>> wstęp