nie przywidziało się

Cóż można rzec. Pewnie pozostaje tylko powiedzieć "Żałuj rudy, że Cię tam nie było" ;-)

Ale zacznę opowieść od początku. Sobota 6.00 na budziku. Wstaję o tej nieludzkiej porze i stawiam na gazie czajnik. Szybka kawa, ostatni rzut okiem do plecaka i wychodzę. Jestem umówiony z ojczyzną na 7.00 żeby załadować Junaka na busa. 15 kilometrów za miasto i już jestem pod domem rodzinnym. Junak na pakę. Śpiwory, konserwy, kuchenka gazowa. Jesteśmy samowystarczalni :-)

Liczymy, że czas przejazdu wyjdzie około 2 godzin. 8.00 wyjazd. Spokojnie kierujemy się na bramki w Lubiczu Dolnym i już śmigamy A1 w kierunku Gdańska. Pusto na drodze więc lajtowo śmigamy.
2 godzinki z przerwą na tankowanie i już jesteśmy w Przywidzu. Piękne kaszubskie pagórki i lasy liściaste. Dojeżdżamy. W dolinie widać zabudowania po PGRze. Właściciel nie szczędził grosza żeby stworzyć agroturystyczną miejscówkę.

Już widać pierwsze motocykle. Prawie same klasyki. Triumphy, Nortony, jest i Harley Ironhead, trochę starej "Japonii". No i ludzie. Pozytywnie zakręceni miłośnicy dwóch kółek, kilku znajomych poznanych w Kurdwanowie. Wyciągamy Junaka i pierwsze odpalenie. Już robi się kółeczko gapiów. Pytania "co to za motor" i zdziwienie, że to nasze polskie i jeździ ;-) Jest jedynym Junakiem pośród całej czeredy motorowej.

Przywidz

Rejestrujemy się w biurze zawodów i idziemy integrować. W jednym z budynków, bardziej reprezentacyjnym stoją odpicowane customy biorące udział w konkursie"piękności" i prawdziwe zabytkowe piękności stojące nieopodal. Długo mógłbym opowiadać. O motocyklach i spotkanych ciekawych ludziach, a tu wyścig zbliża się dużymi krokami.

Na miejsca, gotowi, start!!!

Przywidz

Tor wyścigowy to hala do ujeżdżania koni. Dla koni miejsca sporo ale dla stalowych rumaków przyciasno. Łokieć w łokieć, jakaś gleba( moja), piach spod opon leci na publikę, chmury spalin. Sam mniód ;-)

Z 750kami nie miałem szans ale kto tu mówił o ściganiu na serio. Mega pozytyw i gęba uchachana od ucha do ucha. Cudnie. Ojczyzna kręcił i strzelał fotki. Podpowiadał, doradzał, regulował.

Wszystko co dobre kończy się szybko więc i wyścig dobiegł kresu. Rozdanie nagród, pamiątek, uściski dłoni, gratulacje, wspólne zdjęcia i już ekipa raźno rusza w kierunku "wodopoju". Zanim jednak pogrążę się w błogim stanie integracji z towarzyszami jadę z ojczyzną do kolegi Adama z Gdańska obejrzeć jego nowo nabytego miętowego Junaka M10. Rzut beretem i jesteśmy pod garażem. Wytaczamy Janka i podziwiamy. Farba miętowa razi. Ale poprzedni właściciel z dumą twierdził, że farba okrętowa położona przy pomocy szmaty na blaszarnię junakową gwarantuje mu wieczność niczym balsamowanie Lenina. Poza kilkoma drobiazgami Junak przedstawiał właściwie obraz 100% WRO, a dwa wiaderka i karton części zapasowych zapowiadały powrót do stanu fabrycznego. Kolejny więc Janek wróci na łono ojczyzny.

Ale czas wracać do integrowania. Jesteśmy wieczorem w Przywidzu i miło spędzamy czas na rozmowach przy odrobinie czegoś chłodnego lub zupełnie gorącego ;-) Kilka kapel przygrywało, kilka pań stworzyło układ, w którym pokazało jak poruszać dolną częścią pleców ;-)

Nadszedł wreszcie czas odpoczynku przed niedzielnym powrotem więc ruszyliśmy z ojczyzną w kierunku śpiworków i zaszyci w busie kimnęliśmy.

Nadszedł niedzielny poranek i po śniadaniu ruszyliśmy pozwiedzać teren. "Co wam powiem, to wam powiem, ale wam powiem" miejscówka na Dzikowisko przednia. Niechby tylko jakie Dziki z Kaszub rozkminiły temat.

My z ojczyzną już w busie. Już opuszczamy Przywidz. Już autostrada. Mama dzwoniła, że rosół będzie. W końcu niedziela.

Oj żałuj rudy...

Pozdro.ADAHO