krzyżacki biwak

Czapter Krzyżacki Dzikiego Junaka zaprosił na długi weekend przy Bożym Ciele na Kaszuby. Impreza miała się zacząć we środę i potrwać do niedzieli. No i zaczęła się i skończyła zgodnie z planem. Ja na środę umówiłem się do pracy do Szczecinka. Stamtąd do Jasienia już tylko kawałek. Na dodatek żoneczka ten tydzień spędzała w Krynicy Morskiej. Plan był prosty. Z pracy na biwaczek, a z biwaczku na wczasy. Niektórym to się powodzi :-)

W drogę wyruszyłem we wtorek po pracy. Urwałem się nieco wcześniej więc po drodze odwiedziłem Księżyc. Lubię starty w trasy robić z bazy na Księżycu. Z Krzychem, dobrym duchem tego miejsca, umawiamy się na biwaku pod Jasieniem. Krzych poleci jutro po robocie.

Po drodze zawadziłem o okolice tegorocznego Dzikowiska. Kto był wie jak tam pięknie. W Tleniu przystanek w restauracji i hotelu Przystanek Tleń. Potem Tuchola. Niestety Styba gdzieś wyjechał 20 minut przed moją wizytą. Mówi się trudno. Może następnym razem.

Mijam miejsce gdzie jesienią zeszłego roku licznik przekręcił się i pokazał po raz trzeci 00000 (na 5'cio bębenkowym drogomierzu oznacza to 200.000km). Teraz pokazuje ponad 9 tysięcy. Tyle się nakręciło przez zimę i wiosnę. Gdy tu byłem ostatnim razem padał śnieg, dziś jest czyste niebo, a termometr na CPN'ie pokazuje 25 stopni. Wtedy było szaro, dziś króluje zieleń. Jednak frajda z jazdy się nie zmieniła :-) 

krzyżacki biwak

Pracę kończę o drugiej. Do celu tylko nieco ponad setka. Lecę bocznymi drogami. Soczysta zieleń, kwitną kwiaty, drzewa, wszystko pachnie. Może i przyjemniej jeździ się teraz niż zimą? Fala upałów od kilku dni. Czas na posiłek? Staję pod wiejskim sklepikiem. Bułka z kefirem starczają za obiad. Komu by się chciało jeść w taki upał?

Już Bytów i Jasień. Stąd drogę wskazuje plan przygotowany przez Ganca. Profeska. Nie sposób się zgubić. 

biwak

Szutrówka przez las, kilka chałup zagubionych wśród lasów i łąk, polne drogi, potem kilkaset metrów przez łąkę po jakiś ledwo widocznych śladach i teren opada ku jezioru. Bajka! Jestem pierwszy. Rozkładam graty i lecę do jeziora. Woda ciepła. 20 metrów pod wodą i kilkaset ostrej żabki. Chce się żyć. Układam się w cieniu na śpiworze. Nie ma lepiej.

Po godzinie nadjeżdżają Ganc z Murzynem. Serdeczne powitanie. Rozkładają majdan. Siadamy z Murzynem nad workiem ziemniaków. Trzeba je obrać i pokroić w kostkę. Ganc rzuca się z nożem na kiełbasę i boczek. Po chwili skwierczą na patelni i rozchodzi się nęcący zapach. To wszystko za jakiś czas zamieni się we wspaniały żurek. Kocioł zupy uwarzonej na ognisku to specjalność Czapteru Krzyżackiego, a szefem biwakowej kuchni jest Ganc.

biwak krzyżacki

Z za wzgórza słychać Junaka. To Krzych. Grzmi okrutnie. Okazało się, że tłumik uległ częściowej destrukcji. Na szczęście to wykonana przez Krzycha impresja z wykorzystaniem elementów tłumika Hartmanowego. W środek wstawił perforowaną rurę, a całość zwieńczył ogromniastym śrubunkiem. Rozpadł się korpus, ale rura nie pozwala rozlecieć się luźnym elementom. Krzych utrzymuje, że do Księżyca dociągnie i niczego nie trzeba przy tłumiku robić. Hałas jakoś da się znieść.

On tak ma, nie lubi grzebać przy Junaku w przygodnym terenie. Jednak gdy nie ma wyjścia okazuje się, że i w plenerze może poradzić sobie ze wszelkimi problemami. Ja mam inne podejście. Lubię działania improwizowane :-)

Odwiedził nas dziedzic tych włości wraz z dorastającym synem. Jest to kumpel ze studiów Ganca, którego Ojciec upodobał sobie (zresztą nie sposób się temu dziwić) tę okolicę. W swoim czasie kupowali działki i pola nad jeziorem i w efekcie spory fragment należy do rodziny. Tu odpoczywają po ciężkiej pracy przedsiębiorcy. Polowania, ryby, grzyby, cisza, spokój... wspaniałe miejsce i godny tego miejsca człowiek. Nazajutrz będziemy siedzieli z nogami w wodzie i snuli opowieści. Dziś podrzucił cysternę z wodą i musiał lecieć, bo zew natury wzywał na polowanie.

Kolejni uczestnicy. Kumpel Jakona z żonką i córką. Jest i Jakon. Też pilnowany przez żonę i syna. Ogień płonie, zupa bulgocze, piwo chłodzi się w wodzie, a potem chłodzi gardła, przypieka się camembert, słowem raj dla entuzjastów plenerowego żarcia.

Przed północą wymykam się i zaszywam się w śpiworze. Jutro Boże Ciało i chcę się wyspać przed mszą i procesją. Najtwardsi ucztowali do szóstej rano.

Z rana korzystając z tego, że Krzych odsypia nocną imprezę zakradam się i cichutko przetaczam jego Junaka kilkanaście metrów dalej tak by nie budząc właściciela móc podjąć próbę naprawy tłumika. Rozklepanie stożkowego elementu korpusu (widoczny na zdjęciu) powinno pozwolić by kolejny segment dał się weń wepchnąć. Jeszcze tylko trzeba przedłużyć nieco gwint na drugim końcu i powinno się udać skręcić całość. W narzędziach mam brzeszczot i iglaki. Pół godziny ręcznego cyzelowania i gotowe.

W tym czasie obudził się Krzych. Nawet za bardzo na mnie nie krzyczał. Uff udało się. Tłumik w jednym kawałku wraca do motocykla. Ciekawe czy tak już pozostanie, czy też będzie jeszcze poprawiany? Naprawione na Kubie koło lata do dziś i doleci jeszcze do Kirgistanu. Tu pewnie będzie tak samo :-)   

tłumik

Powoli wstaje dzień na naszym biwaku. Syn Jakona wyposażony w przenośną "szczekaczkę" budzi ojca. Śniadano i wskakujemy do wody. Upał jak w Egipcie czy innej Grecji. Wczasujemy na całego siedząc na krzesłach wstawionych do płytkiej wody. Woda ciepła aż nie chce się z niej wychodzić, no chyba że po kolejne piwo.

Około południa Krzych zbiera się do powrotu. Dziś w nocy musi odebrać córkę z lotniska. Zbieram się i ja. "Obowiązki" religijne wzywają. Internety podpowiadają, że msza w Jasieniu zacznie się o pierwszej. Zaczęła się gdy już wszyscy mieszkańcy się zebrali, a stało się to kilka minut przed pierwszą. Taka lokalna wspólnota ma swój urok. Wszyscy się znają i ksiądz wie kiedy już wszyscy chętni są gotowi.

Po mszy procesja. Takie imprezy to ja lubię. Za księdzem dziewczynki w strojach pierwszokomunijnych sypiące płatki, a za nimi hit kolejki. Święte obrazy niesione przez osiem dziewczyn w strojach ludowych. Najbrzydszą z nich udało mi się ukradkiem sfotografować. Warto było przyjechać do Jasienia :-)

biwak krzyżacki

Na biwaku zastaję kolejnych uczestników. Grzegorz przyjechał z żoną. Jest też cały klan Lemisów.

Telefon od żoneczki:
- Gdzie ty jesteś?
- Nad jeziorem na Kaszubach.
- Nad jeziorem? Na jakich Kaszubach?
- No przecież Ci mówiłem, że jadę spotkać się z kolegami.
- Z kolegami! Pewnie jesteś z tym "swoim" Krzysiem :-(
- Z jakim Krzysiem? Nie ma go tu (właśnie się pożegnaliśmy).
- Tu w Krynicy jest pięknie. Czekam na ciebie. Rodzice też czekają. Przyjedź jeszcze dziś. Zagramy w brydżyka.
- OK, będę za 3 godziny.

Czy ja aby nie jestem pantoflarzem? Chyba nie, taka "uległość" to sposób na to żeby wilk był syty i owca cała :-)

Szybka kąpiel w jeziorze, biwakowe manele do wora, wór na bagażnik, serdeczne pożegnania i ruszam w drogę.

Przed chwilą wszystkie bębenki licznika się poruszyły i ułożyły w taki wzorek. Wiem, że symetria zwana jest estetyką idiotów, ale lubię takie symetryczne układy cyfr na moim liczniku. A może coś w tym jest? W powszechnej opinii żeby jeździć na co dzień Junakiem trzeba być idiotą :-)

biwak krzyżacki

Były jeziora, teraz morze. Słońce robi co może od kilkunastu dni więc temperatura wody pozwala na krótkie pływanie. Spacery plażą, zbieranie bursztynów, wygrzewanie się na piasku, rodzinny brydżyk... do tego perspektywa powrotnej traski Junakiem... nie ma lepiej :-)