praca i przyjemność na Śląsku

Od Bałtyku do Tatr niebieskie niebo i temperatura iście letnia. We czwartek mam pracować w Jastrzębiu Zdroju. Wybór środka transportu jest oczywisty. A co z noclegiem? Znam w okolicy świetne miejsce. To Cyprianówka w Warszowicach. Bywając tam podziwiałem położenie i otoczenie tego uroczego hoteliku. A może by tak sprawić sobie dodatkową frajdę i zamiast hotelowego łóżka postawić na matę i śpiwór?

Rano we środę pakuję do torby norkę, matę, śpiwór, kuchenkę turystyczną, kubek i kilka torebek herbaty. Podczas ostatniego pobytu nad morzem kupiłem dla psa pasztet Podlaski. Ale na stołówce tyle było atrakcyjnego żarcia, że nie śmiałem mu go proponować. Pasztet nie może się zmarnować. Trafia do torby. Do tego zmiana bielizny, czysta koszulka, przybory do mycia i jestem gotów. W ostatniej chwili dorzucam książkę. Teraz jest wszystko.

Po pracy odpalam w kierunku Śląska. Żeby wybrać miejsce na biwak warto być u celu przed zachodem. Trzeba pomykać jak najszybciej. Wybieram więc "gierkówkę". Do Mszczonowa dramat. Korek. Nawet motocykl się nie przeciśnie. 1-2-1-luz-1-luz-1-2-1... i tak przez blisko godzinę. Za Mszczonowem luzik. Do tego północny wiatr wieje w plecy. Słonecznie i suchuteńko. Ale się leci :-) Licznik i GPS zgodnie pokazują 90km/h. GPS nawet nieco precyzyjniej. Na ostatniej pozycji pojawiają się cyferki 2-5-8-6-3-5...  czego z licznika nie sposób odczytać, bo jego wskazówka drży leciutko i pewne jest tylko to, że ustawiła się w okolicy 90km/h.

Przed Częstochową muszę dobrać paliwa. Szybka kawa na Orlenie i lecę dalej. Jeszcze jeden krótki postój w sklepie w Żorach. Łapię dwie flaszki mineralnej (mycie i picie), cztery bułki i coś z borówek (przynajmniej tak głosi etykieta) stosowane do mięs i serów. U mnie uświetni kanapki z pasztetem.

biwaczek

Przed zmierzchem skręcam w boczną drogę, mijam stawy i polną ścieżką przebijam się kilkaset metrów przez pola i łąki. Osłonięty drzewami zakładam biwak. Się leciało. Gdy przebyty dystans podzieliłem przez całkowity czas podróży wyszło mi blisko 80km/h. Przynajmniej tak to sobie wykalkulowałem. Zastrzegam, że rachowałem w pamięci, a moc mojego procesora nie jest zbyt duża w porównaniu ze współczesnymi kalkulatorami, komórkami czy zegarkami. Ba spodziewam się, że nawet lodówka ma silniejszy procesor. Ja mam jednak tę przewagę, że nie jestem zaprogramowany i mogę bujać myślami w obłokach, czego przykładem jest pomysł delegacyjnego biwaku :-)

Najpierw herbatka. Ptaki śpiewają, żaby rechoczą, wiatr delikatnie szumi w koronach drzew, mruczy gazowy palnik... Czegóż chcieć więcej? Czy w hotelu miałbym tak dobrze?

Zanim zrobi się całkiem ciemno chwila relaksu z książką. Dzienniki kołymskie Hugo Badera to nie jest lektura łatwa i przyjemna, ale wciąga, a teraz mam chwilę żeby ją w spokoju dokończyć. Czegóż chcieć więcej? Czy w hotelu miałbym tak dobrze?

Czas na wieczorną toaletę ograniczoną tylko do umycia zębów. Czysty człowiek myć się nie musi, tylko brudasy się myją. Rozstawiam norkę, pompuję matę i wsuwam się do śpiwora.

Długo jeszcze gapię się w rozgwieżdżone niebo. Ktoś to zbudował z wielkim rozmachem i nieźle przemyślał w najdrobniejszych szczegółach. Są co prawda wierzący, że to się poskładało samo przez przypadek w otaczający nas świat, ale ja w to nie wierzę. Nie ma takiego komputera, na którym dałoby się zapisać jak małe byłoby prawdopodobieństwo przypadkowego ułożenia takiej układanki. Weźcie oko ważki, która usiadła na moim śpiworze. Nie wiem jak długo trzeba byłoby potrząsać woreczkiem z atomami węgla, wodoru, tlenu i azotu, żeby takie oko się "samo" zrobiło. Wierzę, że ktoś to nieźle wykombinował.

Spać.

biwaczek
Wieczorny posiłek.

Rano bułeczka z pasztetem i borówkami. Do tego herbata, i z głodnym mogę pogadać. Jeszcze mam chwilę na mały serwis. Znowu pękły 2 szprychy. Chyba przyjdzie rozpleść i zapleść koło na nowo, bo średnio raz na tysiąc kilometrów tracę jedną szprychę. Przy pracy zastała mnie pani, która przyprowadziła krowy na śniadanie. Taka ilość przyrody, że mieszczuchowi aż się kręci w głowie. Czy ta krowa też się na drodze przypadkowego mieszania atomów zrobiła z pantofelka czy innej stułbi modrej? Nie wierzę. Czyżbym był niewierzący?

biwaczek
Poranny posiłek.

Po serwisie składam biwaczek i ruszam do pracy. Pierwszych 50 metrów pcham motocykl żeby nie przeszkadzać krówkom w śniadaniu.

W pracy spotkanie z niezwykle miłymi ludźmi, co czyni dzień jeszcze przyjemniejszym. Kończę około pierwszej po południu. Co robić z tak pięknie zaczętym dniem? W Korbielowie mam znajomych, których nie widziałem od kilku lat. Zazwyczaj udawało mi się ich odwiedzać na początku lub końcu jakiejś trasy motocyklowej, ale ostatnio była ćwiczona Norwegia i Kuba i nijak droga tam nie wiodła przez południe Polski. Teraz jest okazja. Z Jastrzębia to tylko stówka z hakiem.

W GPS'sie wybieram najkrótszą trasę i lecę. Najkrótsza zazwyczaj jest najdłuższa czasowo, ale za to wiedzie przez takie dróżki, że samemu byłoby ciężko taką marszrutę wykombinować. I tak było i tym razem. PIĘKNIE!!!

Zarządzam postój w karczmie w Jeleśni.  Schab z grzybami i pyzami ziemniaczanymi podawany w bochenku chleba. Palce lizać.

biwaczek
Popołudniowy posiłek.

Niestety ze spotkania wyszły nici. Pogadałem tylko chwilę z córką gospodarzy i około czwartej skierowałem się w kierunku domu. Bokami, lasami, wąskimi dróżkami wśród pól. Do garażu syty wrażeń wjechałem już ciemną nocą :-)