2011

Śmiganie po Polsce czyli cztery dni z życia Junakowca.

Dzień pierwszy

Rano spotykamy się z Krzychem pod Mc'Donaldem przy wylocie z Warszawy i odpalamy w kierunku Obidowej. 370 km w 6 godzin w większości bocznymi drogami. Widoki, widoki, zakręty, widoki...

ślub Artura

Na zakopiance spotykamy Starego WSK'arza, pogaduszki pod kościołem, żarciki z gaździną, słonko, łąka zwana w tamtych okolicach halą, oscypki...

ślub Artura

Potem ślub Artura, asysta 3 Junaków, państwo młodzi w kanciaku...

ślub Artura

ślub Artura 

Powrót w 6 godzin, Junaki grają jak marzenie - jednego dnia 750 km.

Dzień drugi

Odpalam w kierunku Drezdenka. Po drodze uścisk dłoni w ostatnich chwilach wolności Stefana, wymiana serdeczności pod kościołem z groooomadą Dzików. Kranik, kluczyk, kop... i nic Jeszcze raz i nic, jeszcze raz... w końcu potężny strzał w tłumik i gra maszyna. Pod Płockiem koniec - silnik gaśnie i nie chce nawet zagdakać. Deszcz przechodzący w burzę, zero iskry. Po godzinie zrobiło się ciemnawo i to pomogło w diagnozie. Wokół gniazda wianuszek iskierek. Nadal pada. Pcham Junaka pół kilometra ku zabudowaniom. Dojazdu od szosy brak - ekrany, głęboki rów. Idę do gospodarza pozostawiając motor na drodze. W stodole rozbiórka iskrownika, z zapasowego (niestety nie sprawny od Dzikowiska) pozyskuję gniazdo. Szybki montaż i iskra jak ze spawarki. W międzyczasie deszcz ustał więc mimo zmroku założenie iskrownika i ustawienie zapłonu to czysta frajda. Gościnny gospodarz częstuje gorącą kiełbasą, ciastem, pomidorkami... 20 km przed Włocławkiem zapala się czerwona lampka. Akumulator naładowany więc 20 minut bez ładowania i jestem na przedmieściach. Na stacji szybka diagnoza - olej w komorze prądnicy i szczotki oblepione tłustą masą węglowo-olejową. Wyciągnięcie prądnicy, umycie w benzynce, przy okazji urywam kabelek od jednej ze szczotek, doraźna poprawa kabelka, montaż, kop i prąd jest. Jest też dobrze po północy, a do celu brakuje prawie 300 km. Deszcz, wiatr, boczne drogi, zakręty, świt, piękna mgła, 450 km, 5:30 i jestem na miejscu :-)

Polska 2011

Dzień trzeci

Telefon od córki - wyskakuję z pracy i jadę "na miasto" pomóc przy zakupie namiotu. Naraz... nawet nie zdążyłem się przestraszyć. Samochód jadący z przeciwka nagle skręca w lewo i zamiast w bramę jakiegoś składu trafia prosto we mnie. Lewa noga pomiędzy autem a bakiem, w którym kolanem wygniatam piękny dołek, uderzenie, przelatuję przez maskę, kolano ma średnicę piłki, wolę poczekać z oględzinami na przyjazd karetki. Leżąc na ziemi telefon do córki odwołujący spotkanie i kolejny do Krzycha. Krzych, Langusta i Balzaczek stawili się na miejscu po półgodzinie wyposażeni w lawetę. Po chwili dołączył Młynek. Motocykl trafił do Księżycowej łoboorki. To się stało we wtorek. W niedzielę mimo sztywnej lewej nogi i nieczynnej prawej dłoni poskładałem go i tego samego dnia znowu śmigałem.

pogięty przód 

Dzień czwarty

Jesienny poranek - startuję w delegację Junakiem. Słońce, kolory jesiennych liści, puste boczne drogi... sam smak :-)

jesienne klimaty

Właśnie licznik pokazał 68.000 km od momentu kiedy cztery lata temu zaczęła się moja przygoda z Junakiem.

>> wstęp