spotkania w trasie do Słupska

Kolejna delegacja. Tym razem północ. Motocykl mam przygotowany do odstawienia na wyprawę azjatycką więc nic tylko siadać i jechać. Niby proste, ale nachodzi mnie myśl. Wszystko zrobione (oczywiście na ile czas pozwolił), ale zawsze tak jest, że przygotowania starczają na ileś kilometrów. Z góry nigdy nie wiadomo na ile, ale zawsze jest to jakaś pula do wykorzystania. Teraz z tej puli pociągnę tysiąc. A co będzie jak potem nie wystarczy na powrót z Kirgistanu? Co tam będę się martwił na zapas. Jak mawia jeden z moich braci będzie co ma być :-)

spotkania

Ostatnio pogoda rozpieszczała. Maj i czerwiec słoneczne i ciepłe jak w środku lata. Teraz nastąpiła przerwa. Wakacje? Rzut oka na nowe.meteo.pl

spotkania

Prognozują opady na północy. Na satelicie sat24.com widać wir niosący opady i wyładowania. Ale w chmurkach sporo dziur. Nie będzie tak źle. Jednak rezygnuję z opcji biwakowej. Jeżeli w nocy lunie rano byłbym mocno nieświeży w klienta.

spotkania

Około południa nad Warszawą przeszła ulewa. Popadało kilkanaście minut i przeszło. Startuję po drugiej - asfalt zdążył już wyschnąć. Pierwszy etap to Pakość. Wczoraj kamrat Jaruch poprosił o kilka uszczelek do junakowego kranika. Po co niepokoić pocztę. Mogę podrzucić "towar" osobiście. To prawie po drodze, a możliwość spotkania z kamratem, okolice Pakości i dalsza trasa przez Nakło, Człuchów i Miastko zrekompensują z nawiązką nadłożony dystans i czas.

Lecę na Modlin. Tu odbijam w kierunku Płocka. Na zjeździe z drogi szybkiego ruchu nagle ucieka mi tył. Zaraz za zjazdem jest CPN. Zjeżdżam żeby sprawdzić ciśnienie. Nie ma się czego czepiać. Zegar pokazuje 2. Zazwyczaj nabijam 2,2 więc biedy nie ma. Dobijam brakujący kawałek. Gdy majdrowałem przy kompresorze podjechał biały vanik, a w nim dostrzegłem uśmiechniętą brodatą twarz Stefana. Rzecz jasna rudą jak to u Rudego Stefana. Zauważył z trasy junaka i podjechał żeby sprawdzić co się stało. Gdybyśmy się chcieli umówić, to tak precyzyjnie by się nie udało. Chwila rozmowy. Sprawdzenie luzów łożysk i wahacza. Wszystko ok. Na zjeździe coś musiało być rozsypane lub rozlane. Uściski i każdy jedzie w swoją stronę. Lubię takie spotkania.

Paliwa mam sporo, kanapkę w robocie zjadłem, można lecieć bez zatrzymywania. Płock, Włocławek, Inowrocław... Po drodze przebłyski słońca. Ciemne chmury z lewej, z prawej, z przodu, a na trasie luzik. We Włocławku dopadł mnie wprawdzie maleńki deszczyk, ale szybka analiza rozłożenia chmur i kierunku jazdy dała nadzieję, że za chwilkę ucieknę spod chmur. I tak się stało. W Inowrocławiu tankowanie i kontrolny telefon do Jarucha. Jest w domu i czeka. Po kwadransie serdeczne powitanie z gościnnymi gospodarzami. Kawa, domowe ciasto, ciekawa rozmowa, prezentacja mężowskiego junaka i żoninej WSK'ki, rzut oka na garaż... W między czasie zaczęło siąpić. Nie ma co się mazać. Przeciwdeszczówka na grzbiet, uściski i odpalam na północ. Lubię takie spotkania.

Co to za dodatkowy klekot? Dotykam tego i owego, nasłuchuję z lewej i z prawej odchylając kolana od baku. Mam. Dźwignia dekomresatora lata jak wściekła. Czemu? Ostatnio skróciłem trzonek kamienia w dźwigience żeby nie pukał w dekompresator. Było ok, a teraz znowu? Trzonek nie mógł się wydłużyć. Siadła uszczelka pod dekielkiem? Ośka dekompresatora na znaczny luz w tulejce. Sprężyna ciągnie ją w jedną, a koniec napierający na dźwigienkę klawiatury opada w drugą. Może to to? Kawałek patyczka wciśnięty między nakrętkę dekielka, a dźwignię nieco pomaga. Nie ma co tracić czasu. Dalszy serwis jutro po robocie. Trzeba lecieć.

Zapadł zmrok. Droga wiedzie przez lasy i pola. Zapach ziemi po deszczu, lasu z nutką grzybową, siana, kwiatów, powiewy ciągnące od jezior... marzenie :-)

Pod szlabanem na hotelowym parkingu melduję się tuż po północy. Stanął tu też jakiś samochód. Czekamy na podniesienie szlabanu. Nagle szyba w aucie otwiera się i widzę znajomą twarz. Kumpel przyjechał do pracy do Słupska. Gdybyśmy się chcieli umówić, to tak precyzyjnie by się nie udało. Chwila rozmowy. Umawiamy się na rano na śniadanie. Lubię takie spotkania.

Nazajutrz przed końcem pracy zadzwoniłem do zaprzyjaźnionego junakowca. Tomek mieszka tuż obok Słupska. Będziesz około drugiej w domu? Muszę chwilę pogrzebać przy motocyklu. Nie ma sprawy, wpadaj. No to do zobaczenia.

Klawo mieć lokalne wsparcie. Zrzucam dekielek. Kombinuję nad podparciem dźwigni dekompresatora, ale wspólnie stwierdzamy, że to nie ma sensu. Tomek oferuje uszczelkę. Teraz czas na herbatę z mlekiem i miodem i rozmowę o motocyklach, podróżach, dzieciach... W między czasie lunęło. Jednak od południa widać koniec chmur. Jeszcze chwila i koniec deszczu. Czas się zbierać. Lubię takie spotkania.

Stara Kiszewa - tankowanie. Podchodzi młody człowiek (nazwijmy go T) i zagaduje pytając o junaka. Od słowa do słowa wyszło, że restauruje i lakieruje motocykle. Zajmuje się też malowaniem w technice aerografu. Pokazane na telefonie projekty robią wrażenie. Baki, maski samochodów, kaski, kabiny ciężarówek. Kiedyś policjant chciał ozdobić swój wóz. T z braku czasu odmówił. Traf chciał, że lecąc gdzieś autem naprzekraczał przepisów na sporą kwotę pieniężną i punktową, a zatrzymał go niedoszły kontrahent. No i w końcu się dogadali :-) Może kiedyś skorzystam z usług T? Wymieniamy telefony i uściski. Lubię takie spotkania.

Przerwa na posiłek regeneracyjny w Warlubiu. Bułka, kefir i kawałek kabanosa. Popiskuje telefon. MMS z fotką jak na załaczonym obrazku. Że jestem dziadkiem wiedziałem od jakiegoś czasu, a teraz pierwsze zdjęcie Wandzi. Niedługo się zobaczymy w realu, na raie musi wystarczyć fotka. Lubię takie spotkania :-) 

spotkania

Jeszcze tylko przyroda postraszyła błyskami i ulewą i ostatnie 250km zleciało jak z bicza strzelił. Co za piękny dzień. Tyle mnie dziś spotkało. Lubię takie spotkania.

spotkania