dzień 0: lot

3 sierpnia (piątek)

Nieoceniony Julian Tuwim napisał:

"Włóczęga: człowiek, który nazwałby się turystą, gdyby miał pieniądze."

Zaczynamy włóczęgę. Żarty się skończyły. Trzeba stawić czoła przygodzie. Krzych w ostatnich dniach zdradzał objawy reisefieber. Ja też czułem lekki ucisk w żołądku. Mamy informację, że motocykle wraz z bagażem dotarły do Biszkeku, wizy załatwione, dolary, paszporty, karty bankomatowe, wydruki biletów i dokumenty motocykli w kieszeni, w rękach lekki bagaż podręczny... niby wszystko jest, a niepokój narasta.

Umówiliśmy się na Okęciu kwadrans po ósmej. Gdy stawiłem się o umówionej porze Krzych czekał już od ponad godziny. Na szczęście towarzyszył mu Ropsonn więc jakoś się trzymał. Kamrat Ropsonn musiał zauważyć również moje rozkojarzenie. Przejął zatem rolę przewodnika i za rączkę doprowadził nas najpierw do odprawy, a potem do bramek. Klawo mieć taką obstawę.

Za bramkami byliśmy już zdani na siebie. Na szczęście pierwsze sukcesy (pokonanie odprawy i kontroli bezpieczeństwa) dodały nam animuszu. Przy bramkach podszedł do nas pan o ciemnej karnacji. To Uzbek z Taszkientu prowadzący firmę w Warszawie. Dał nam swoją wizytówkę i kontakt do syna, który na miejscu organizuje wyprawy motocyklowe. W razie jakichkolwiek pytań czy problemów mamy kontaktować się z nim. Miły akcent.

Znaleźliśmy właściwą bramkę, siadamy, rozglądamy się i czekamy na sygnał zapraszający do wejścia do samolotu. Naraz z głośników dał się słyszeć komunikat: "Pasażerowie Czołnik i Pazura proszeni..." Czyżby tak jak w zeszłym roku będziemy musieli biegać po lotnisku? Na szczęście ktoś tylko zaniepokoił się co z trzecim podróżnym wymienionym na bilecie. Wyjaśniamy, że niestety trzeci został w domu. Po chwili zapraszają na pokład. Zapiąć pasy. Start. Teraz to już prawdziwy początek przygody.

lot

lot

Niektórzy nie planują i nie realizują wypraw z braku czasu, inni pozostają w domu z powodu braku pieniędzy. My nie mamy zarówno czasu jak i pieniędzy, a jednak siedzimy w samolocie. Trzeba mocno chcieć i nie martwic się zbytnio. Bilet 900 zł, w kieszeni po 200 $ w drobnych nominałach do wymiany na lokalne waluty, trochę pieniędzy wyciągniemy ze ściany, ale pewnie nie za dużo. Wszędzie po drodze paliwo kosztuje około 2 zł (tylko na Ukrainie 4 zł), spać chcemy pod chmurką, podstawowe produkty spożywcze są dużo tańsze niż w Polsce więc pewnie wiele nie wydamy. A czas? W dwa tygodnie świat się nie zawali. Nieco tylko niepokoi fakt, że w te dwa tygodnie mamy do przejechania około 7 tysięcy kilometrów. Jednak czasu mamy mało.

Pierwszy etap Moskwa. Tu mamy przesiadkę połączoną ze zmianą lotniska. Lądujemy na Szeremietiewo, a do Biszkeku lecimy z Domodiedowa. Wymaga to dwukrotnej wizy tranzytowej (transfer między lotniskami i powrót na kołach). Po kilku podejściach udało się taki dokument uzyskać. Gdyby ktoś potrzebował porady jakie papiery trzeba przygotować, a tego nie wie nawet konsul :-) służę pomocą.

Na przesiadkę mamy kilka godzin. Jak prawdziwi turyści chcemy coś zobaczyć. Z braku czasu musi to być tylko rzut oka na najbardziej rozpoznawalne atrakcje. Na pokładzie samolotu był kolorowy magazyn z planem komunikacji pomiędzy lotniskami. Teraz wiemy już wszystko. Walimy do autobusu, który w niecałą godzinkę dowozi nas do metra. Stąd żabi skok i jesteśmy na Placu Czerwonym. Słynne moskiewskie metro nie rzuca nas na kolana. Te wspaniałe stacje zdobne na wzór pałaców takie wspaniałe nie są, a panujący tu brudek i smrodek przypominają aż nadto minione czasy komuny, które znamy z autopsji. Same pociągi są identyczne jak pierwsze przaśne składy z warszawskiego metra (ten sam typ i producent), które u nas sukcesywnie są zamieniane na bardziej współczesne pojazdy.

Tu mała dygresja. Pracowałem kiedyś zawodowo dla warszawskiego metra. W tamtym czasie eksploatowali już wagony Alstoma. Okazało się, że po kilku miesiącach zaczęły się w nich zużywać obręcze kół tak, że wymagało to ich przetoczenia. Toczyć można było je tylko kilka razy, a potem konieczna była wymiana całych zestawów kołowych. Jeden zestaw to pół miliona złotych, na wagon 4 zestawy, a skład to 6 wagonów. Złapali się za głowę. Wtedy kogoś tknęło żeby sprawdzić zużycie rosyjskich kół eksploatowanych od kilku lat. Żadnego zużycia nie stwierdzili!!! Oczywiście coś za coś. Zużywały się za to szyny.

Plac Czerwony

Niestety Władimir Iljicz Uljanow składowany od blisko stu lat w mauzoleum jest niedostępny. Jutro będzie tu jakiś koncert i cały plac wraz z mauzoleum otoczony jest barierkami. Ale czy na pewno chcielibyśmy go oglądać? Dokładna liczba ofiar rządów Lenina nie jest znana. Amerykański historyk Warren H. Carroll stwierdził, że za rządów Lenina około 5 mln ludzi zmarło podczas głodu wywołanego przez bolszewickie rekwizycje żywności, zaś liczba osób rozstrzelanych i zmarłych w więzieniach wynosi ponad 1 mln, co razem daje 6 mln ofiar. Ponury typ.

Plac Czerwony, Kreml, GUM (Gławnyj Uniwiersalnyj Magazin) i Sobór Wasyla Błogosławionego. Sobór zbudowany w latach 1555–1561 przez cara Iwana Groźnego miał upamiętniać zwycięstwo w wojnie z kazańskimi Tatarami i zdobycie ich stolicy – miasta Kazań. Za jego autora uważa się pskowskiego mistrza Postnika Jakowlewa, zwanego Barmą. Według niektórych historyków w budowie brali udział włoscy mistrzowie, tworząc szczególne połączenie tradycyjnej słowiańskiej architektury i europejskiego stylu epoki Odrodzenia. Legenda głosi, że po ukończeniu budowli Iwan Groźny rozkazał oślepić architektów, by nigdy więcej nie stworzyli takiego cudu. Widać, że na Kremlu urzędowało więcej "przyjemniaczków" i tak zresztą zostało do dziś.

Moskwa

Jeszcze tylko chwila wytchnienia w cieniu drzew przez sąsiadującym z Kremlem nowo wybudowanym centrum wystawienniczo-rozrywkowym, krótki spacer uliczkami sąsiadującymi z Kremlem (już za drugą przecznicą straszą kamienice odpacykowane tylko od frontu), rzut oka na siedzibę Dumy Państwowej Federacji Rosyjskiej i kierujemy się do metra. Potem marszrutka i lotnisko Domodiedowo.

Moskwa

nieco luksusu

Start o 20:30. Czas lotu 4 godziny, ale w Biszkeku czas przesunięty jest o 3 więc dolecimy wczesnym rankiem.

Moskwa

<<przygotowania  dzień 1>>