dzień 3: nad strumieniem

6 sierpnia (poniedziałek) 135 km

Pobudka wstać. Dziś dzień zaczynamy od kąpieli. Nieco obawiałem się, że woda w rozlewisku będzie mętna. Tymczasem nic z tych rzeczy. Czysta, przejrzysta i ciepła. Wypluskaliśmy się za wszystkie czasy.

strumyk

Po kąpieli śniadanie i chwila dla motocykla. Tradycyjnie drugiego dnia podróży naprawiam bagażnik. Zawsze pęka na początku, a potem trzymając się na taśmach i drutach wytrzymuje wszystkie wertepy. Nie inaczej było tego razu. Złożyłem nawet reklamację u producenta, ale tak między nami przyznam się, że nie jest on przeznaczony do takich ciężarów i jazdy po gruntowych drogach. 

strumyk

Krzych też nie tracił czasu i zaizolował kabel od gaszenia silnika. Jest prawdopodobne, że chwilowe krztuszenie się było efektem zwierania niezaizolowanego kabla do masy.

strumyk

Startujemy. Piękny nowy asfalt. Po drodze mijamy jakąś dziwną tablicę. Stoi skromnie na poboczu i nie narzuca się zbyt nachalnie. Na niej mnóstwo tekstu i znak zakazu ruchu. Czy może nas dotyczyć? Mogła :-(

Asfalt wyraźnie świeżo ułożony. Co parę kilometrów kilka maszyn i uwijających się ludzi (przeważnie Chińczyków). Czasami zdarza się kilkusetmetrowy odcinek bez asfaltu. No i skończyło się babci... Docieramy do szlabanu, niebieskiej budy i jej strażnika. Tłumaczy, że drogi dalej nie ma, bo dopiero ją budują. Przelecieliśmy niepotrzebnie 40 km. Strażnik budy tłumaczy, w którym miejscu stara droga odchodzi od nowej. Zawracamy.

strumyk

strumyk

Zanim ruszymy w dalszą drogę wracamy do miasteczka i uzupełniamy paliwo.

strumyk

Co to za znajome logo? Tu wycofane z różnych europejskich stacji dystrybutory dostają nowe życie. 

strumyk

Po drodze coś dla Krzycha. Dwa Aeny z numerami CCCP przycupnęły na skraju lotniska.

strumyk

Odnajdujemy właściwą drogę. Szuter i dziury, ale stosunkowo mało tarki i luźnych kamieni. Pyłu za to pod dostatkiem. W pewnym momencie motocykl przerywa, ale drę ostro naprzód bo akurat wyprzedzałem ciężarówkę. Znowu przerywa, tym razem z jeszcze większymi przerwami i szarpnięciami. Rzut oka na kierownicę wyjaśnia wszystko. Poluzowana dźwignia ssania opadła i jechałem przez jakiś czas "na ssaniu". Świeca cała czarna. Szukając cienia zjeżdżam w boczną dróżkę między krzaki. Ale klawe miejsce. Cień, strumyk, trochę trawy. Szybko zmieniam świecę i po chwili świecę gołym tyłkiem pluskając się w wodzie.   

strumyk

Mała przepierka. Mokrą bluzkę założyłem na siebie i na to kurtkę. Chłodzenie luksusowe.

strumyk

strumyk

Coś ten mój Anioł Stróż ostro kombinuje. Zamiast normalnej jazdy znowu postój. Wyprzedzając auto musiałem gwałtownie zredukować bieg. Szybko kopnięta skrzynia 3-2-1, strzał ze sprzęgła i nieszczęście gotowe. Koło zablokowane. Krzych pomaga ściągnąć oporny motocykl na pobocze. Sprzęgło? Łańcuch? Skrzynia? 

strumyk

Okazało się, że to skrzynia. Pękła przesuwka i wyłamał się jeden tryb z koła 22. Przesuwkę wyciąga ze skrzynki Krzych. Ja w tym czasie pruję skrzynię. 

strumyk


strumyk

Koniec. Jeszcze tylko złożyć narzędzia i można jechać. W tym momencie nadjeżdżają z przeciwka dwa motocykle. Gdybyśmy jechali pewnie minęlibyśmy się. Jednak widząc jakieś kłopoty motocykliści zatrzymują się. Po zdjęciu kasków okazuje się, że to Ona i On. Po chwili już jesteśmy przedstawieni. Oksana i Marek z Polski (tu opis ich podróży). Pytają czy mogą w czymś pomóc. Opowiadają o drodze, która nas czeka. Po drodze do przełęczy nie ma dogodnych miejsc na biwak. Ze względy na późną porę dalej niż do przełęczy nie damy rady dociągnąć. Oni też niedługo będą szukali miejsca na nocleg. Proponujemy wspólny biwak przy strumyku, w którym pluskałem się niedawno.

strumyk

Wracamy około 15 kilometrów i wbijamy w znaną boczną dróżkę.

strumyk
fot. Oksana

To planowali nasi Aniołowie :-) Dzięki kilku przypadkom (wczorajszy objazd, dzisiejsza świeczka i awaria skrzyni) natknęliśmy się na siebie. Gadamy do późnej nocy.

Oksana jest Rosjanką. Wychowała się na Kamczatce. Z Markiem poznali się na studiach w Polsce. Potem mieszkali na Kamczatce 5 lat. Od 20 lat są w Polsce i hodują lasy. Oksana kilka lat temu postanowiła kupić motocykl. Marek był sceptyczny, ale czego nie robi się dla żony. Rozmawialiśmy o rowerzystach i domysłach kto jest motorem, a kto jedzie dla tego drugiego. Ja stawiałem na to, że jeździć chce facet, a kobieta podąża za nim. Marek uśmiał się serdecznie. U nich siłą napędową jest Ona.

Iluż wspaniałych opowieści wysłuchałem przez pół nocy. Np. ta o odpalaniu Nivy na korbę. Dokładnie rzecz biorąc odpalić korbą się nie dało, za to obrót po obrocie i Marek z teściem wtoczyli auto na wzniesienie, by odpalić spuszczając je w dół. To wszystko gdzieś na bezludziu u stóp wulkanu. Gdyby auto nie odpaliło mogli już nie wrócić do domu. A podróż rozerwanym pontonem przez morze? 8 godzin wiosłowania, walka z odpływem, który chciał zabrać ich na pełne morze. A z czym należy wybierać się przewidując spotkanie z niedźwiedziem? A niedźwiedź rozrywający na strzępy Zaporożca? A 3 dniowy przymusowy biwak z teściem zapadającym w letarg gdy mgła uniemożliwiała jakiekolwiek ruchy? A uwięzienie w śpiworze? A dobra zmiana w Lasach Państwowych? A eko-terroryści? A sposoby na suszę i kornika? A zwłoki w samotnej chatce? A łączność podczas gaszenia pożaru lasu? A pomoc koledze choremu na raka? A gość rzucony na glebę i skuty kajdankami na lotnisku?

Z rozmów wyłania się obraz wspaniałej pary, a nawet więcej, wspaniałej rodziny (mają trójkę dzieci). Warto było objeżdżać, naprawiać i mitrężyć czas żeby się spotkać.

Na koniec dają nam kontakt do moto hostelu w Osz. Prowadzi go Stanisław. Oksana rysuje na kartce plan dojazdu. To też załatwili Aniołowie, bo nocleg ten bardzo nam się przydał.

strumyk

Dobrze po północy wędrujemy do namiotów. Jeszcze tylko po mnie przewędrowało jakieś zwierzę, jeszcze tylko popatrzyłem na spadające gwiazdy, jeszcze.... odpłynąłem.


<<dzień 2  dzień 4>>