dzień 6: Osz bis

9 sierpnia (czwartek) 265 km

W nocy silny wiatr podejmował próby porwania naszego namiotu. Na szczęście kamienie umacniające zakotwiczenie linek wytrzymały i próby te spełzły na niczym. Rano rześko, ale humory dopisują. Po pierwsze kłopot z papierami celnymi mamy za sobą, po drugie Krzych cieszy się, że dałem się namówić na porzucenie pomysłu podróży przez Pamir Highway i po trzecie ja cieszę się widząc go w lepszej kondycji i humorze. Do tego trochę słonka, gorąca herbata, kilka kanapek i z optymizmem patrzymy w przyszłość. 

Osz

Jeszcze tylko powędrowałem sprawdzić stan rzeki z rana. Krzych obiecał, że jeżeli wody wcale nie będzie to przejedziemy. Była :-(

Osz


A tak Krzych obserwował wczoraj rzekę i komentował moje plany jej pokonania:



A tak obserwował mały Kirgiz nasze motocykle już po powrocie do Sari-tasz. Nic nie mówił, ale był bardzo zaaferowany. Jego starsi koledzy mijani na trasie pozdrawiali nas zawsze, a niektórzy wybiegali na drogę żeby przybić z nami piątkę.

Osz

Lecimy z powrotem tą samą drogą do Osz.

Po drodze spotkaliśmy widzianych wczoraj rowerzystów z psem. Tym razem pędzili z góry, a pies siedział w przyczepce i wystawiwszy głowę na pęd powietrza powiewał uszami i wyglądał na bardzo zadowolonego. Pewnie cieszył się, że nie musi gonić wycieczki. Niektórzy rowerzyści osiągali znaczne prędkości jadąc z góry. Ciekawe na ile kontrolowali sytuację. Drobny błąd mógłby być ostatnim.

Zarządzam postój regeneracyjny. Chwila w cieniu nad szumiącą rzeką, gorąca herbata, łyk zimnej wody (z butelki ochłodzonej w rzece), kanapki z tuszonką i herbatniki z marmoladą stawiają nas na nogi.

Osz

Mieliśmy cichą nadzieję, że dziś jeszcze uda się wbić do Uzbekistanu. Jednak do Osz docieramy na tyle późno, że zmieniamy plany i nocujemy u Stanisława, a jutro z rana zaatakujemy Uzbekistan.

W "naszym" hostelu niespodzianka. Na wąskie podwórko wbijają dwa wyprawowe auta i BMW GS. To wycieczka z Polski. Tym razem język polski dominuje. To gromada ciekawych postaci. Jeden z kierowców jest znajomym Sambora z dawnych lat. Znał też Iziego. Gadamy do późnej nocy. Przez zamieszanie nie zapisałem jakiegokolwiek kontaktu. Może jednak uda się odszukać w Polsce i wymienić wspomnieniami. Oni polecą jutro na Pamir. Takimi sprzętami zarwany mostek ominą bez problemów.

Po emocjonujących dniach Krzych położył się wcześniej spać. Ja gaworzę z nowo poznanymi podróżnikami do pierwszej. Za chwilę zaryczy muezzin. Trzeba się trochę zdrzemnąć. 

<<dzień 5  dzień 7>>