dzień 9: Nukus

12 sierpnia (niedziela) 540 km

Wczoraj nieźle nas wyprażyło. Ciekawe, że wysokie temperatury nie zrobiły wrażenia na motocyklach. Nie sprawdzaliśmy oczywiście wydatku pompy czy podawania oliwy do głowicy, ale żadnych niepokojących odgłosów, ani innych objawów nie stwierdziliśmy. Wystawia to dobre świadectwo konstruktorom silnika.

Dziś postanowiliśmy ruszyć o świcie. Do godziny 10 temperatura jest znośna. Piec włącza się przed południem i upał trzyma do 16. Potem nieco odpuszcza. W pierwszych promieniach słońca odpalamy. Dzień musimy zacząć od tankowania. Praktyka pokazała, że w miastach łatwiej o paliwo. Tak było i tym razem. Zatankowani pod korek i obciążeni wypełnionymi kanistrami mamy po 25 litrów benzyny co daje zasięg między 570 km przy optymistycznym wariancie średniego zużycia 4,5 l/100 km, a 430 km przy takim jakie ostatnio było czyli 6 l/100 km. To jest zagadka, której rozwiązanie poznamy za jakiś czas. Wszystko zależy od jakości paliwa. Do pokonania mamy 540 km. Z mapy widać, że po drodze są tylko malutkie miejscowości i to raptem kilka. Jesteśmy jednak optymistami.

Większość trasy wiedzie przez tereny pustynne lub półpustynne. Są one niezwykle istotne z punktu widzenia gospodarki Uzbekistanu. Wydobywa się tu gaz i ropę. Tu i tam na rozległych równinach widać instalacje wydobywcze, rurociągi i jakieś zbiorniki.

Nukus

Nukus

Droga na długich odcinakach jest bardzo dobra. To niedawno oddana do użytku dwupasmówka. Proste od jednego horyzontu po drugi. Minęliśmy kilku rowerzystów. Ci to mają zacięcie. Do pokonania 1000 km jednostajnego terenu, bez zieleni, jakiegokolwiek urozmaicenia i w upale. Jednak muszą mieć z tego jakąś frajdę. 

Nukus

Benzyna skończyła się najpierw w motocyklu Krzycha. Pociągnął na rezerwie, a potem wykorzystał pierwszy kanister. Ja jeszcze gonię bez rezerwy. Za parę kilometrów będzie jakaś miejscowość. Jeżeli nie dokupimy paliwa trzeba będzie coś wykombinować. Może wlejemy wszystkie rezerwy do jednego motocykla i któryś z nas wyprawi się w poszukiwaniu niewyschniętego źródła? Pierwsza stacja - brak paliwa. Kolejna to samo.

Nukus

Może po drugiej stronie? Idę sprawdzić. JEST!!!  

Nukus

Motocykle napojone teraz kolej na nas. Zasiadamy i zalegamy w przydrożnej knajpce. To bardzo dobry sposób na przeczekanie największych upałów. Najpierw zasiadamy po turecku, a po posiłku zalegamy na poduszkach. 

Nukus

Sto kilometrów przed Nukusem droga się popsuła. Asfalt wąski i dziurawy. Krajobraz z pustynnego zmienił się na księżycowy. Coś tu muszą od lat kopać odkrywkowo. Stare hałdy, nowe hałdy, wszystko przeryte i tak przez 100 km.



W końcu docieramy do miasta Nukus. Szukamy miejsca do spania. Pod jednym z hoteli rzadkie zjawisko. To jeden z uczestników rajdu Mongolia. Samo w sobie nie byłoby to dziwne, widzieliśmy już wielu, ale jego środek transportu!!! Jest to Honda 50cc jakiej używają w Australii listonosze. Na bagażniku potężny wór, gitara, namiot i 2 bańki z paliwem. Mocny gość. On i my budzimy małą sensację wśród grupki turystów mieszkających w hotelu.

Nukus

Nukus

Miejsc w tym hotelu nie mają (pytaliśmy wcześniej w kilku i wszędzie to samo), ale recepcjonista wykonał kilka telefonów i znalazł dla nas miejscówkę. Uprzedza, że to ostatni wolny pokój, za to z wadą - nie ma okna. Okna faktycznie brak, a hotel w przebudowie jednak nie można wybrzydzać. Na osłodę okazuje się, że w pokoju jest klimatyzacja i to na dodatek działająca.  

<<dzień 8  dzień 10>>