dzień 13: Sierp i Młot

16 sierpnia (czwartek) 550 km

Dzień zaczynamy od śniadania. Wczorajszej diety opartej na jednym posiłku długo nie dalibyśmy rady stosować. Kanapki, herbata i na deser herbatniki z marmoladą wciągamy z apetytem.

Krzych przygląda się bacznie ramie. Pękła w dwóch miejscach - przy prawej tylnej szpilce i lewym podnóżku kierowcy. Obciążenia przenoszone są teraz przez blok silnika. Konieczna jest wizyta u spawacza. To wpisujemy na listę pilnych tematów do załatwienia. Szukamy swarki.

Graty do worów i w drogę.

W pierwszym mijanym mieście wbijamy na stację. Tuż obok niej jest serwis samochodowy, skup aut, sprzedaż części zamiennych, wymiana oleju i coś czego szukamy czyli swarka. Dobra nasza. Idziemy po prośbie. Nie ma problemu. Dawajcie. Szef tego bałaganu proponuje herbatę i ciastka, a załoga przystępuje do działania.

Sierp i Młot

Przy herbatce opowiadamy o naszej podróży. Szef pyta czy byliśmy w Gruzji, skąd pochodzi. Pokazuję nalepkę na błotniku i z entuzjazmem opowiadam o wizycie w tym pięknym kraju. To przenosi nasze stosunki na jeszcze bardziej przyjacielski poziom.

Właściciel sąsiedniego warsztatu wulkanizacyjnego też chciałby pogadać. Zaprasza do siebie gdzie pokazuje remontowane M72. Podziwiamy, a w tym czasie Krzychowa rama stygnie.

Sierp i Młot

Dziękujemy i pytamy o cenę przysługi. Nie ma mowy o płaceniu. Żegnamy się jak starzy znajomi i w drogę.

Nasza trasa wiedzie przez Wołgograd gdzie przejedziemy na zachodni brzeg Wołgi. Rzeka robi wrażenie. W środku miasta przedziela ją zapora. Zalew ma szerokość ponad 3 kilometry, rzeka poniżej 1 kilometr. Jak niemiaszkowie chcieli przeprawić się na drugą stronę Wołgi? Map nie mieli? Od Stalingradu stracili inicjatywę na wschodzie i w efekcie zyskali przejściowo DDR. Teraz pełnią rolę czołowego kraju w UE dyktującego warunki innym, więc i tak wyszło na ich tyle, że nikogo na razie nie eksterminują. Na razie, bo sytuacja z uchodźcami rozwija się dynamicznie i być może będą chcieli odkurzyć stare projekty.

Wołgograd oglądaliśmy tylko z perspektywy siodła. Upał, gęsty ruch i perspektywa powrotu do domu sprawiły, że nie zdecydowaliśmy się na zwiedzanie. Dzięki nawigacji pokluczyliśmy bocznymi uliczkami omijając miejskie korki i wypadliśmy na szosę w kierunku Moskwy.

À propos korków i szosy. Naoglądałem się na youtubie drastycznych scen z rosyjskich szos i ulic. Jak na razie niczego takiego nie widzimy w realu. Wręcz przeciwnie. Jeżdżą dość zachowawczo. Nie wyprzedzają tam gdzie jest to niedozwolone i nie przekraczają prędkości. Może to za sprawą policji i jakiś drakońskich kar. Choć policji nie spotykaliśmy zbyt często. Może to mit z tą niebezpieczną jazdą? Choć nie do końca. Na szosie biegnącej do Moskwy były w kilku miejscach roboty drogowe z ruchem wahadłowym. Korek uformował się z przeciwnej strony. Gdy światła zmieniały się na zielone ruszała fala zdesperowanych kierowców. Zdarzało się wtedy, że Kamaz zawalidroga był wyprzedzany przez zawalidrogę ładziankę, a ta przez szybkie coś dobrego. Ponieważ suma szerokości tych aut dorównywała szerokości drogi dla nas jadących z przeciwka pozostawał skrajny prawy pas białej farby oddzielającej asfalt od pobocza. Ale to była sytuacja szczególna i mieli usprawiedliwienie :-)

Stajemy na jednym z przydrożnych bazarów owocowo-warzywnych. Dynia, czyli po naszemu melon, to wspaniała przekąska, a astrachańska dynia jest królem dyń. Pani sprzedawczyni powiedziała, że jesteśmy pierwszymi cudzoziemcami, którzy coś u niej kupili. Żeby lepiej nas zapamiętała wzięliśmy jeszcze pomidory i śliwki :-)

Sierp i Młot

Czas na posiłek regeneracyjny i rozprostowanie nóg. Jak na większości dróg w Rosji (identycznie jest na Ukrainie) pole odgrodzone jest od szosy podwójnym szpalerem drzew, pomiędzy nimi rosną krzaki, a za drzewami biegnie polna droga. Znajduję zjazd z szosy i lądujemy na skraju pola osłonięci od drogi drzewami. To zazwyczaj dobre miejsce na postój lub nocleg. Jeszcze lepszą miejscówką na nocleg jest szpaler drzew wzdłuż bocznej drogi wiodącej do jakiegoś sowchozu lub wioski.

Kanapeczki, herbata, melon... ślinka cieknie. Krzych kręci się koło motocykla. Ostatnio coś mu stuka i puka niepokojąco. Co się stało z kuframi? Jakby się opuściły? O, amortyzator nie ma tulei !!! Trzeba ją czymś zastąpić. Proponuję, że pójdę poszukać starej opony. Krzych zostaje żeby ściągnąć bagaż i kufry.

Sierp i Młot

Wędruję wzdłuż szosy licząc na jakieś fanty porzucone w krzakach.  A to co? Moje wyczulone oko poszukiwacza śmieci wypatrzyło pręt stalowy. Na oko 60 cm długi i o średnicy około 20 mm. Chwilę ważę znalezisko w ręce i odrzucam, bo dziś szukam gumy. Po kilkuset metrach natknąłem się na 3 mężczyzn. Siedzą w cieniu drzew nad studzienką melioracyjną. To chyba ich mieszkanie. Jakieś zadaszenie, parę krzeseł, stary Moskwicz. Witam się. Okazuje się, że są z Azerbejdżanu i pracują tu. Pytam o starą szynę. Jeden wstaje i nurkuje w krzaczorach, by po chwili pojawić się z oponą. Pyta czy jedna wystarczy. Dziękuję i tłumaczę co z tego chcę zrobić. Dobrze zrozumieli mój problem. Pewnie nie raz musieli uskuteczniać różne popeliny.

Wracam triumfalnie unosząc nad głową zdobycz. Krzych ma minę jakby w między czasie spotkało go jakieś nieszczęście. Amortyzator to jedno, ale pęknięta rura podsiodłowa, na której wisi cały bagaż to dopiero problem. Wyjaśniło się czemu kufry wiszą tak nisko. Nic tu nie pomogą tyrytytki czy sznurek.

Krzychu, a jakby wepchnąć do rury pręt stalowy, tak powiedzmy po 30 cm z każdej strony? No, można by było. Najlepiej o średnicy jak wewnętrzna średnica rury. Ale skąd wziąć taki pręt? Poczekaj, idę do sklepu :-) Po 10 minutach wróciłem ze znalezionym prętem. Krzych zrobił wielkie oczy. Pręt ma średnicę idealnie taką jak rura. Teraz pozostaje go przeciąć. W pobliżu jest hala, a przy niej sporo sprzętu rolniczego. Tam muszą mieć kątówkę. Krzych idzie walczyć z prętem.  

Sierp i Młot

Mając chwilę czasu przyglądam się swojemu junakowi. Co to? U mnie rura podsiodłowa też pękła. Na szczęście tylko z jednej strony. Pod siodłem mam sporo skarbów. Dwie zapasowe szpilki do mocowania silnika plus fragment mela stalowego ze ścisku stolarskiego (służy do rozpinania zaworów) owinięte taśmą holowniczą to klasyczne łubki takie jakie stosuje się przy złamaniach kończyn. Tak naprawiona rura dojechała bez problemów do domu. 

Sierp i Młot

Siodło na miejscu, bagaż spakowany, ręce wytarte mokrymi chusteczkami do pupek niemowlaków. Gdzie ten Krzych? Podjadając melona i popijając herbatę relaksuję się z cieniu. Jest zguba. Nie mieli kątówki, bo tam nie ma prądu. Musiał ciąć brzeszczotem. Za to mieli kowadło, na którym pręt został wyprostowany.

Rura nasadzona na pręt sterczy dumnie. Teraz montaż amortyzatorów. Krzych znalazł w przydasiach zapasową tuleję gumową. Opona nie przydała się. Zaraz, przydała się, bo bez niej nie mielibyśmy pręta, a bez niego mielibyśmy problem. Wszystko było zaplanowane. Nasi Aniołowie Stróże ostro się nakombinowali.

Sierp i Młot

Dość serwisu na dziś. Trzeba lecieć. Planowałem nocleg w okolicach gdzie droga na Kursk odchodzi od moskiewskiej. TomTom pokazuje, że jest tam spory kompleks leśny. Niestety postój się przeciągnął i do tego skrzyżowania dojechalibyśmy już po zmroku. To znacznie utrudniłoby poszukiwania biwaczku. Mówi się trudno. Trzeba stanąć wcześniej.

Gdy słońce zaczyna dotykać horyzontu skręcam w boczną drogę. Wiedzie do wioski Sierp i Młot. Po przejechaniu około kilometra uznaję, że odgłosy z szosy moskiewskiej już nie będą przeszkadzały. Wbijamy za linię drzew i na skraju pola rozbijamy obozowisko.

Sierp i Młot

Jedynym mankamentem tego miejsca były komary. To właściwie nie były komary tylko K-O-M-A-R-Y. Krzych nie rozstawił namiotu, wpełzł do śpiwora razem z głową i usiłował udawać, że wcale go nie ma. Komary nie dały się nabrać i kąsały w najlepsze. Zdesperowany Krzych nie chciał wyleźć z ukrycia. Dał się jednak namówić i rozstawił sypialnię. Ja zaufałem swojemu śpiworowi z moskitierą. Jednak zawiódł pokładane w nim nadzieje. Rano od środka na moskitierze siedziało tyle komarów, że ledwo widać było światło. Co dziwne chyba mnie nie pogryzły. Przynajmniej nic nie czułem. 

Sierp i Młot

Daleki szum szosy i brzęczenie komarów kołysały do snu.


<<dzień 12  dzień 14>>