przez czarną dziurę

Trzecia wycieczka w tym roku do Jastrzębia Zdroju. Przez ostatni tydzień pogoda była bardzo dynamiczna. Słońce, chmury, ciepło, zimno, wiatr, deszcz, wszystkiego po trochu. Wracając we czwartek trasę z Raciborza do domu (400km) dzięki silnemu południowemu wiatrowi przejechałem w niecałe 6 godzin. Zazwyczaj tak nie robię, ale wiatr, słonko i dość wysoka jak na początek marca temperatura zachęcały do jechania "ile fabryka dała". Mojemu junakowi dała nieco ponad 100km/h i tyle lecieliśmy. Nie wyszło to na zdrowie. W okolicy Rawy Mazowieckiej spod baku wyraźnie dało się słyszeć głuche stuki. Wał? Głowica? Coś się dzieje. Miałem plan żeby zajrzeć do silnika w sobotę, ale obowiązki dziadzicielskie nie pozwoliły. W niedzielę przed spacerem z wnuczką wyrwałem się na godzinę do garażu mając w planach zdjęcie głowicy i cylindra. Skończyło się na zdjęciu baku. Urwało się przednie ucho mocujące bak do ramy (pierwsze urwało się kilka lat temu) i bak opierał się przodem o głowicę. Kawałek pianki, kilka opasek i zbiornik został pięknie, choć prowizorycznie zamocowany. Kiedyś trzeba będzie się tym zająć. To samo dotyczy sprawdzenia wału. Przelatał niby tylko 60.000km, ale gdy ostatnio zmieniałem pierścienie zauważyłem, że korba kiwa się na boki. Trzeba to sprawdzić przed sezonem. Jacek zaprasza do Osiecka na oględziny. Gdyby okazało się to konieczne wyciągnę wał z karterów, a Jacek w ciągu godziny wymieni czop z łożyskiem. Potem szybki montaż i po kłopocie. Słowem w razie potrzeby szybki remont.

Po spacerze z wnuczką szybkie pakowanie i o 16:30 ruszam w drogę. Na razie sucho, ale na radarowej mapie widziałem, że od południowego zachodu nadchodzi deszcz. Nadszedł pod Rawą Mazowiecką. Ciemno, porywisty wiatr, deszcz, woda podrywana spod kół aut, szyba kasku paruje od środka. Wpadam w czarną dziurę. Widoczność dość iluzoryczna Na szczęście trasę znam dobrze :-) Bacznie obserwuję pas wymalowany na prawym skraju drogi. Ledwo go widać, ale ta pomoc nawigacyjna musi wystarczyć.

Pomiędzy Tomaszowem a Piotrkowem woda znalazła drogę do środka mojego kombinezonu. Gdzieś się musiała zebrać, a potem wartkim strumykiem wpłynęła prosto w gatki. Brrr, dopóki się nie zagrzeje od ciała daje się mocno we znaki.

Mijam Piotrków. Ciągle pada i wieje. Naraz mimo chłodu zrobiło się gorąco!!! To za sprawą GDDKiA i lampy. GDDKiA powzięła chytry plan żeby pomiędzy Piotrkowem a Częstochową nie poprawiać nawierzchni i doczekać jakoś do czasu wybudowania autostrady. GDDKiA pewnie te skromne parę lat doczeka. Powiesili znaki informujące o garbach na drodze na odcinku 36km. Potem dorzucili kolejne kilometry. Doprawili to znakiem ograniczenia prędkości do 70km/h i chyba są z siebie zadowoleni. Na kilka lat to wystarczy. Ile aut rozwali sobie w tym czasie felgi i zawieszenia tego nie wie nikt. Spodziewać się należy, że będą to znaczne ilości. Prawy pas jest w tragicznym stanie. Dziś na dodatek praktycznie zerowa widoczność nie pozwala omijać wykrotów. Wpadam w nie co chwila. Naraz stała się ciemność. Na szczególnie wyboistym wyboju wyskoczyła przednia lampa i zawisła na przewodach. Nic nie widząc staram się utrzymać na asfalcie. Hamuję delikatnie żeby lampa nie zerwała się z uwięzi. Uff udało się. Co by było gdyby reflektor stłukł się? Lepiej nie myśleć. Niebezpiecznie jest stać na poboczu. Trzeba jak najszybciej zmykać. Nie szukam śruby, ani narzędzi. Opaska zaciskowa z satysfakcjonującym pyknięciem dociąga ucho ramki reflektora do obudowy. To powinno wytrzymać.

Przed Będzinem tankuję i po 5 godzinach i przejechaniu 350km ląduję w Cyprianówce. O tej porze roku lepiej spędzić noc pod dachem. Biwaczki muszą poczekać. Motocykl pod pokrowiec, ciuchy na kaloryfer, a ja pod kołdrę. Jutro do roboty i po południu powrót. Na ICM'mie zapowiadają na jutro deszcz ze śniegiem. Dobranoc!

prognoza