w jeden dzień nad morze i z powrotem

Od dawna chodziła za mną chęć sprawdzenia ile dam radę przejechać Junakiem jednego dnia. To taka, mam nadzieję, nieszkodliwa fobia. Jeden dzień - więc termin czerwcowy jest jak znalazł biorąc pod uwagę jego długość. Do tej pory najdłuższy odcinek to 870km razem z Krzychem54 - powrót z Harzowiska w 2010 roku. Wtedy zajęło to nam 27 godzin gdyż oprócz zmęczenia musieliśmy pokonywać problemy techniczne.

Junakiem nad morze

Po spacyfikowaniu potomstwa około północy dałem radę wleźć do łóżka, po 4 godzinach budzik, poranna toaleta i o 4:30 "się kopie, się pali, się jedzie".

start


w drodze

Po drodze postanowiłem odwiedzić Stybę. To nieoceniony fachowiec od prądnic, głowic, klawiatur, gaźników i innych elementów junakowych. Każdy entuzjasta tego motocykla w Polsce go zna lub musi poznać. Zarobiony jak zwykle. Zabiera się właśnie za prądnice, które dostał w kwietniu. Przy okazji skarżył się, że nie wypalił pomysł ograniczenia nieco liczby prądnic przesyłanych do niego. Na początku roku wszystkim mówił, że do końca marca nie przyjmuje nowych zleceń. Drugiego kwietnia przed warsztatem stanął listonosz, z Golfa wyciągnął wózek i na ten wózek zapakował ponad dziesięć sztuk i tak było przez pierwsze dni kwietnia. Klienci odczekali i wysłali co mieli ku przerażeniu fachowca. Żeby sobie życie nieco urozmaicić realizuje swój dawny pomysł na następny motocykl. Jest to BSA z 54 roku. Kupił ją w Niemczech od potomków pierwszego właściciela. Motor stał w domu pod schodami od 30 lat  - rodzynek.

Pokazywał i opowiadał tyle rzeczy, że nie sposób wszystkiego napisać. Przyjemnie spotkać i pogadać z pasjonatem. Godzinka szybko zleciała i ruszyłem w kierunku morza. Po drodze dziwne dźwięki z silnika, utrata mocy i gaśnięcie pod światłami. Krótkie poszukiwania i mam winowajcę. Przestawił się luz zaworu wydechowego. Właściwie to znikł zupełnie. Tak jakoś sam? Po ustawieniu wszystko wróciło do normy i bez przygód dotarłem do Karwi.

Karwia - plaża


Karwia - plaża

Godzinka relaksu na plaży i start w drogę powrotną. Liczyłem się ze zmęczeniem więc zaplanowałem powrót w miarę szeroką i uczęszczaną drogą nr 7 Gdańsk-Warszawa. Szeroka więc jedzie się łatwo, uczęszczana więc ciągle coś się dzieje co nie pozwala usnąć. Po 17 godzinach i 50 minutach i przejechaniu 928 kilometrów dotarłem do domu.

Pobiłem dotychczasowy wynik, a w przyszłości będzie się można pokusić o pobicie tego "rekordu". Dzień pełen wrażeń. Duża część trasy bocznymi drogami, wszystko kwitnie, pachnie, zieleni się... słowem sam smak motocyklizmu. Przy okazji spotkania, pogawędki - ech żeby tak móc częściej. Kto może na Junaka i w drogę :-)))