dzień 1: Częstochowa

Miałem ruszyć w piątek i śmignąć do Zakopanego. Okazało się jednak, że w piątek muszę być na spotkaniu w Strzelcach Opolskich więc ruszam dzień wcześniej po pracy.

licznik przy starcie

Za Nadarzynem wyprzedza mnie motocyklista, przyhamowuje i daje znaki żebym się zatrzymał. W kasku trudno poznać kto to jest, ale z bliska widzę śmiejące się oczy Kisiela, a po chwili nie mam już wątpliwości. Kisiel we własnej osobie :-)  Gdybyśmy się chcieli umówić nie dałoby rady zrobić tego tak precyzyjnie. A tu przypadek i okazja do sympatycznej pogawędki, kilkanaście kilometrów jedziemy razem, ręka w górę na pożegnanie i dalej lecę sam.

Za Tomaszowem z silnika dochodzą niepokojące dźwięki. Charakterystyczny grzechot informuje o kłopotach z zębatką prądnicy zanim jeszcze zapali się czerwona kontrolka ładowania. Nie ma na co czekać. Zjazd na pobocze, lewa kapa precz i zgodnie z przypuszczeniami z zębatki pozostały smętne resztki. Ostatnio już raz tak było - poluzowała się opaska mocująca prądnicę, zwiększył się luz na kołach i zeżarło zęby zębatki prądnicy. Wtedy wymieniłem ją w trasie na używaną, a tuż przed wyjazdem zamieniłem na "nówkę sztukę" wprost od Skutera (dostawca wszelakich części Junaczych). Wytrzymała 300 km i klops. Cóż, współczesna produkcja nie zawsze jest dobra. Mnie trafił się bubel. Tak sobie myślałem wycierając ręce po czterdziestu minutach spędzonych na naprawie. Czas pokaże, że przyczyna problemów tkwiła gdzie indziej. Ale o tym przekonałem się za jakiś czas.

Przed Częstochową skręcam w boczne drogi i odwiedzam Franu - Kamrata z Dzikiego Junaka. Jakiś czas temu zaproponował, że gdyby moja droga wiodła przez Częstochowę mogę wpaść i wziąć klucze do apartamentu w Słonecznym Brzegu w Bułgarii. Jak się okazało sprawy służbowe pokierowały mnie koło jego domu więc grzechem byłoby nie skorzystać z takiej propozycji. Pół godzinki na poznanie się i szybkie opowieści kto co robi, czym się pasjonuje i czym jeździ (widzimy się wszak po raz pierwszy w życiu) to bardzo mało czasu, ale jest już późno i muszę lecieć dalej. Dopijam kawę, klucze i opis dojazdu do "Royal Dreams" chowam do kieszeni, kranik paliwa, kluczyk, starter, Junak zapala od pierwszego kopnięcia, sygnał na pożegnanie i dom Franu pozostaje za mną. Dzięki Kamracie!

Nocleg w Częstochowie u przesympatycznych znajomych, którzy czekali już na mnie niecierpliwie gdy tymczasem ja zabawiałem się zębatką i rozmową z Franu. Marcinie - raz jeszcze serdeczne dzięki za rozmowy, kolację i dach nad głową!

>> dzień 2